Fan Fiction o One Direction

sobota, 6 kwietnia 2013

Czwarty

  22 sierpnia
   Obudziłam się nagle. Dopiero po chwili zrozumiałam, że wyrwał mnie ze snu straszny huk.
-Cholera jasna. Kto tu postawił tą kanapę?- usłyszałam Sue. Wstałam i wyszłam z pokoju. Obok kanapy leżała moja przyjaciółka.
-Co się stało?- zapytałam ją zdziwiona.
-Jakiś debil postawił tu tą kanapę...
-I się wywaliłaś?- zapytałam z uśmiechem na twarzy. Sue była straszną niezdarą.
-Ej nie śmiej się ze mnie. To nie moja wina.- próbowała udawać obrażona, ale nie za bardzo jej to wychodziło. Pewnie dla tego, że leżała na podłodze w nieokreślonej pozycji. 
-Przepraszam, ale jak byś się zobaczyła to byś upadła ze śmiechu, a nie ty już leżysz...- jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać, a po chwili dołączyła do mnie również ona. Spoważniałam. Śmiała się szczerze, nie tak jak na co dzień.
-No co?- zapytała w przerwie pomiędzy salwami tego prawdziwego śmiechu, który słyszę od roku u niej bardzo rzadko.
-Nic...- ponownie zaczęłam się śmiać. Spojrzała na mnie rozbawionym wzrokiem. Po kilku minutach się podniosła.
-Po długich oględzinach, stwierdzam, że ta podłoga jest nawet wygodna.- kolejny raz wybuchnęłyśmy śmiechem.- Co powiesz na śniadanie?
-A co proponujesz?
-Nie mam pojęcia. Trzeba zobaczyć co jest w lodówce.- obie udałyśmy się do kuchni, otworzyłyśmy ją i stojąc krok przed nią przyglądaliśmy się jej wnętrzu, tak jak by był to obraz. 
-Hmmmmm... Ty usiądź, a ja coś zrobię.- powiedziałam w końcu.
-Ok. - zaczęłam wyjmować składniki na mojego Omleta a'la Vic. Po kilku minutach postawiłam dwa talerze na stole.
-Naprawdę?- zapytała mnie Sue.
-No co?
-Tym razem niczego nie spaliłaś?- zaczęłyśmy się śmiać. Już drugi raz dzisiaj. Gdy go robiłam pierwszy raz w domu u Sue omal nie spaliłam kuchni.
-To był wypadek! Długo jeszcze będziesz mi to wypominać?
-Ychym... Za każdym razem gdy zrobisz tego omleta.- posłała mi uśmiech, już nie taki szczery, ale przynajmniej nie taki sztuczny. W ciszy zjadłyśmy śniadanie.
-Co mamy dziś w planie?- zapytałam przyjaciółkę.
-Może pozwiedzamy?
-Przydałby się nam przewodnik. wybacz, ale nie chcę się po raz kolejny zgubić.
-Ej, to nie moja wina! Te plany były jakiś dziwne.
-To ty z nich korzystałaś?- zapytałam ją zdziwiona.
-Nie, ale zwiedzanie nam się udało.- uśmiechnęła się szemlawsko. Gdy zwiedziłyśmy jakiekolwiek miasto, zawsze się gubiłyśmy. Nawet te w którym mieszkała Sue.
-Może Jake?- zaproponowałam.
-Zaraz wracam.- i wyszła. Po chwili usłyszałam, że otwierają i zamykają się drzwi. Sue po kilku minutach wróciła.
-Załatwiona. Jeśli mamy iść, to warto by było się przebrać, co nie Vic?- z politowaniem spojrzała na moją piżamę.
-Na którą mam być gotowa?- zapytałam spoglądając na zegarek.
-Na dwunastą. Masz półtorej godziny skarbie.
                                                                   ***
   Jake wczuł się w rolę przewodnika. Wydrukowała nawet sobie jakiś kartki, ze szczególnymi informacjami. Czytał nam je dopóki Sue mu ich nie wyrzuciła.
-Teraz bym wam więcej powiedział, ale ktoś mi wyrzucił kartki.- skierował swój morderczy wzrok na Sue.
-Ugh... Wkurzałeś z tym czytaniem i wymądrzaniem się.- skierowała swoje znudzone spojrzenie na niego.- Teraz ja przejmuje obowiązki przewodnika. Prowadź do tych żołnierzyków. - rozkazała Jake'owi. Zdziwiony spojrzał na nią, ale zaczął iść.
   Gdy w końcu dotarliśmy do "żołnierzyków" Sue uśmiechnęła się.
-To są żołnierzyki z fajnymi czapkami. Teraz porobimy sobie z nimi zdjęcia i spróbujemy ich rozśmieszyć, lub cokolwiek zrobić by się poruszyli.- oznajmiła nam. spojrzałam na Jake'a i zaczęłam się śmiać widząc jego minę.
-To ma być lepsze, od mojego zwiedzania? Jaja sobie robisz?
-Tak, to ma być lepsze od twojego zwiedzania.- mówiąc ostatnie słowo zrobiła cudzysłów w powietrzu. On nic jej nie odpowiedział.
   Zaczęliśmy sobie robić zdjęcia. Oczywiście Sue cały czas się wygłupiała. Kiedy jej zachowanie przez dłuższy czas nie dało efektów odpuściła.
-Wiesz gdzie można przejechać się autobusami.- zapytała "naszego przewodnika".
-Jasne, chodźcie. - zaprowadził nas na przystanek i po kilkunastu minutach przyjechał autobus.
   Gdy jechaliśmy atmosfera nareszcie się rozluźniła.
-Nigdy więcej niczego z tobą nie będę zwiedzać.- oświadczył Jake, Sue.
-Ona mówi tak samo, ale i tak to robi.- wskazała lekceważąco na mnie.
-To prawda. Zawsze mnie jakoś omota.
-Od razu omota. Po prostu boisz się, że gdzieś się zgubię.- wybuchnęliśmy śmiechem.
   Po kilkudziesięciu minutach, Sue zaproponowała byśmy wrócili do domu. wysiedliśmy jak najbliżej kamienicy i akurat wtedy zaczął padać deszcz. Ja i Jake szybko biegnąc już po kilku minach dotarliśmy do domu. Niestety musieliśmy czekać na Sue, która pojawiła się za rogiem dopiero po kilkunastu minutach.
-No co?-zapytała się nas i po prostu weszła do budynku, a następnie do windy. Udaliśmy się za nią.
-Może byś dziś do nas wpadł na wieczór filmowy? tylko byś musiał przynieść swoje filmy, bo mu may większość po polsku, a nie wiemy gdzie są te Artura.- zaproponowała Sue.
-Ok.
                                                               ***
   Po godzinie przyszedł Jake.
-Gdzie Sue? Już śpi?- zapytał po kilku minutach.
-Pewnie jest w swoim pokoju.- dokładnie w tej chwili do salony wbiegła Sue z laptopem.
-Paczcie co znalazłam, to znaczy słuchające  Ugh... Słuchajcie i patrzcie.- przed nami na stoliku postawiła swojego laptopa i włączyła jakiś filmik na YouTube. Szybko przekonałam się, że to teledysk jakiegoś zespołu. Na ekranie pojawiły się cztery dziewczyny. Słuchaliśmy w skupieniu, no może oprócz Sue, ona się tym niesamowicie jarała. Piosenka się skończyła.
-To jest Little Mix. Maja świetne głosy, co nie?- zapytała nas podekscytowana Sue.
-Wiem kim one są. Brały udział w X-Factor'rze i wygrały.- poinformował nas Jake.
-Jak ty na nie trafiłaś?- zapytałam spoglądając na nią.
-O cholera... Zapomniałam.- siadła na podłodze i zaczęła się zastanawiać. Ja i Jake spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.- Nie śmiejcie się. To jest poważny problem.
-Niedługo zapomnisz jak się nazywasz.- pokręciłam z politowanie głową i znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
-Nie odzywam się do was. Sama zjem pop-corn.- wstała i poszła do kuchni. Po chwili przyszła z trzema wielkimi miskami po brzegi wypełnionymi prażoną kukurydzą.
   Znowu spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.
-Przepraszamy Cię, naprawdę nie chcieliśmy.- zaczęliśmy mówić jednocześnie.
-Jak jedzenie się skończy to wy idziecie je zrobić. Ja sobie będę siedziała.- podała nam miski.- To co oglądamy?


~~~
Hej miśki!
Co tam u was?
W końcu udało mi się dokończyć rozdział, cieszycie się?
Pod ostatnim rozdziałem w komentarzach był sam SPAM, tylko Natalia coś napisała, co nie było spamem. Smutno mi troszkę z tego powodu. Proszę komentujcie. Ja po prostu chcę wiedzieć ile was czyta. Nie napisze, że np. 10 komentarzy = 5 rozdział, bo nie lubię tego. Ja was do niczego nie zmuszam, tylko by było miło ;)
Kocham was;*