Fan Fiction o One Direction

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Piętnasty

28 października 
   Zerkając pod łóżko zobaczyłam kopertę. Szybko ją wydobyłam i rozdarłam. Wygiągnęłam kartkę i zaczęłam czytać dość krótki list...

"Susane...
Jeśli to czytasz, to znaczy, że znasz już całą zawartość kartonu. Nie jestem pewny czy wiesz, że to są wszytko twoje rzeczy, te same które ukryłaś w Polsce, jeśli to Cię pocieszy, to sporo ich szukałam...
Nie o to jednak chodzi w tym liście... Chciałbym, byś w końcu zaczęła żyć, byś była tą dawną osobą która miała tysiące myśli na sekundę i w zamyśleniu przyglądała się wszystkim z figlarnym uśmieszkiem przed jednym ze swoich popisowych kawałów. 
Rozumiem Cię i to jak trudne były dla Ciebie wydarzenia z ostatnich dwóch lat, ale On by chciał byś żyła, a nie zamknęła się w kokonie swoich myśli i obwiniania się. Dlaczego nie spróbować? Jesteś w nowym miejscu, masz przy sobie wspaniała przyjaciółkę i przede wszystkim czystą, niewykorzystaną kartę. Nie patrz w tył, spójrz w przód i rusz z miejsca... 
Nie mieszkam z wami, ponieważ postanowiłam wam, w szczególności tobie, dać wolną rękę, działaj. Masz możliwość nikt Ci nie będzie niczego dyktował, jesteś wolna (no do pewnego stopnia)! 
                                                                                                                            To twoje życie 
                                                                                                                                Artur ;)"  
   Rozpłakałam się... I co ja mam niby zrobić? żyć tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło? Przecież się tak nie da! Gdyby nie ja i ta moja głupia łatwowierność to wszytko teraz byłoby jak najlepiej! Teraz pewnie siedziałabym w Polsce z rodziną i się o nic nie martwiła. Ale nie, jak musiałam się zakochać w kimś takim jak ten jebany dupek! A teraz On gdzieś uciekł, nie wiadomo gdzie, rodzice to na 100% wiedza, ale nie chcą mi tego powiedzieć. Nie dziwię się im, jak bym była na ich miejscu też bym sobie niczego nie powiedziała. Co ja mam zrobić by znowu zacząć 'żyć'? Tsa... Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić... Otarłam łzy i zaczęłam się ubierać na spotkanie ze sponsorem. Kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?

                                                                        ***
   Siedząc na wygodnej sofie czekałam zdenerwowana na spotkanie. Z telefonu który dostałam kilka dni temu nic nie wynikało, oprócz daty i miejsca.
-Panna Cherry?- zapytała śliczna, blond-włosa sekretarka. Dlaczego sekretarki muszą być takie ładne? No bo, czy ktoś widział brzydką sekretarkę? No właśnie, ja też nie...
-Tak.- również posłałam jej uśmiech, chociaż nie tak olśniewający jak jej.
-Proszę za mną.- okej... Jak się chodziło? Nie dramatyzuj! Dasz sobie radę! A jak się wycofa? Ty to już nie masz kiedy się odzywać, prawda? Weszłam do gabinetu niejakiego Christiana Grey'a.
-Dzień dobry, panno Cherry.- przywitał się mężczyzna po 30, może po 40. Okej... Wyobrażałam sobie jakiegoś staruszka. Znudzonego życiem staruszka, który w akcie dobrego serca postanowił wspomóc bandę nastolatków bez perspektyw i szansy na powodzenie.
-Dzień dobry.- uśmiechnęłam się lekko.
-Proszę usiądź, kawy, herbaty?-wskazał mi na jeden z trzech foteli przy stoliku. Spełniłam jego prośbę,
-Nie, dziękuje.- kiedy w końcu przejdziemy do konkretów? Przecież nie przyszłam tutaj na kawę tylko w bardzo ważnej sprawie!
-Może jednak? Najprawdopodobniej spędzimy tutaj sporo czasu.- czy on grał na zwłokę? Ależ on upierdliwy. Hmmmmm... Skoro tak nalega... A ja wręcz zabiłabym za kawę? Czemu nie?
-No dobrze. Poproszę kawę.- uśmiechnęłam się do niego. Czy on zawsze ma ten uśmiech na twarzy? Ile można?
-Z kawą, cukrem?-kolejny uśmiech...
-Tak, poproszę.- wyszedł na chwilę, zapewne poinformować sekretarkę o zadaniu. Szybko wrócił i rozsiadł na swoim fotelu.
-Zapewne zastanawia się pani, po co panią dziś tutaj wezwałem?- to było raczej stwierdzenie niż pytanie.
-Ma pan rację, nie widzę żadnego powodu by moja dzisiejsza wizyta była konieczna.-odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
-Chce uzgodnić szczegóły, uznałem, że najlepiej zrobić to osobiście.- szczegóły? Przecież on chce się wycofać!
-Szczegóły?
-Tak, szczegóły. Chciałbym by moja forma figurowała jako producent, nie tylko jako sponsor czy parter...- otrzymałam szeroko oczy. PRODUCENT?!
-To pan nie chce się wycofać?- nie kryłam mojego zdumienia.
-Oczywiście, że nie! Skąd ten pomysł?- on również był zdziwiony, ale z innego powodu niż ja.
-Nie oszukujmy się, jesteśmy bandą nastolatków która chce dokonać niemożliwego. Nasze powodzenie zależy tylko od szczęście. Nie mamy środków, nie mamy znanych nazwisk dla rozgłosu, my nawet nie mamy czasu by kręcić. Tym bardziej możliwości! Moim zdaniem możliwość realizacji tego pomysłu jest równa zeru.- powiedziałam, postanawiając nie ukrywać oczywistych faktów.
-Masz rację... Zdaję sobie z tego całkowitą rację. Przed zaproszeniem Cię tutaj wiele osób mi mówiło, że to nie ma sensu, reżyserowie, producenci, aktorzy oni wszyscy w to nie wierzą... Ale oni ni dostrzegają tego, co ja dostrzegam. Macie zapał, chęć do pracy i przede wszystkim marzenia. Jesteście młodzi, to fakt, musicie się uczyć, ale dostrzegam w was talent. To jak zabraliście się za castingi. To z jakim zapałem do tego podchodzicie. To ma szansę, a ja zamierzam wam w tym pomóc, oczywiście jeśli mi na to pozwolicie.- wpatrywałam się w niego z szeroko otworzonymi oczami. On sobie jaja robi?
-To nie zależy tylko ode mnie, zgodę muszą wyrazić wszyscy...

~~~
Przepraszam, za to, że tak długo nie dodawałam... Miałam wielki zastój... Ale teraz planuję powrócić pełną parą!
Rozdział jest kiepski, pomimo tego, że bardzo długo pisałam...
Kocham Was ♥