Fan Fiction o One Direction

sobota, 22 czerwca 2013

Dziesiąty

12 września 
- Hej, ty jesteś Amber?
-Tak to ja... A ty kim jesteś?
-Jestem Sue i mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia...
-Ale ja nic nie zrobiłam! Nie chce niczego kupować.- odpowiedziała ze strachem w oczach, wcale jej się nie dziwiłam.
-O czym ty gadasz? Ach...- moja lekko nieogarnięta przyjaciółka dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego o co chodziło dziewczynie. Uśmiechnęła się do niej.- Ja nie w tej sprawie. Wczoraj zgubiłaś coś, prawda? Dokładniej plik kartek...
-O Boże... Nie mów, że to znalazłaś.- z przestrachem w oczach Amber spojrzała na wciąż szczerzącą się Sue.
-Znalazłam i wiem, że nie powinnam, ale... Przeczytałam... To mnie po prostu wzywało i nie mogła m się oprzeć, i nie wiem jak Cię mam za to przepraszać, bo tak mi strasznie głupio... A może nie? Sama nie wiem...- walnęłam ją w bok.- Ałła! Za co?- spojrzała na mnie jak na wariatkę...
-Przejdź do sedna.- uśmiechnęłam się pokrzepiająco do zaskoczonej dziewczyny.
-Pomyślałam, że fajnie by było zrealizować treść twojej książki w formie serialu. Jak tylko się zgodzisz ja postaram się wszytko pozałatwiać, aktorami byliby uczniowie, zapewne w szkole jest dużo zdolnych osób które pomogły by nam to wszytko zrealizować... Załatwiłam bym, jakiś sponsorów, wiem pewnie teraz myślisz, ze zwariowałam i pewnie tak jest, ale to się musi udać. Sama pomyśl, koszty byłyby niewielkie, dyrektor musi się zgodzić, bo to w końcu rozwijanie talentów uczniów, sponsorów by się znalazło bo to w końcu projekt nastolatków i...
-Skończ.- chyba zorientowała się, że jej nie można pozwolić gadać, bo jak zacznie to nie skończy...- Załóżmy, że się zgodzę. Castingi, szukanie sponsorów, przekonanie dyrektora... To nie będzie łatwe...- w jej brązowych oczach było widać szczęście, ale też obawę.
-Naprawdę, nie myślałam, ze to kiedykolwiek powiem, ale to jest dobry pomysł...- popatrzyłam na moją przyjaciółkę, a ona obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem, prychnęła pod nosem i odwróciła głowę w drugą stronę...
-Nie żebym wątpiła w twoje możliwości, czy coś, ale... Czy ty dziś coś brałaś?- zapytała Amber spoglądając na ciągle kręcącą się Sue. Kiedyś, kiedy robiła sobie trwałą, by jak twierdziła 'pomóc naturalnym loczkom' wyglądało to jeszcze bardziej podejrzanie.
-Nic nie brałam... Chociaż może Vic coś mi dosypała... A jak tak to, to jest naprawdę mocne i dobre, i chce do tego dilera numer... Nie martw się, tobie też załatwię...- jak zwykle, swoje najgłupsze i najgorsze pomysły wyrzucała z siebie jak torpeda.
-Chodź, Amber od tej wariatki... Znając ją, zaraz się z kimś pokłóci, albo kogoś uderzy czy coś...- przy nas pojawił się Alex. Amber spojrzała na niego jak na debila.
-Radzę Ci od niego się dosunąć, zaraz zacznie Ci prawić kazanie o tym co powinnaś, a czego nie...- teraz to Sue doradzała zszokowanej dziewczynie.
-To nie ja, ciągle ładuje się w kłopoty!
-To nie ja, zachowuje się tak jak bym pozjadała wszystkie rozumy!
-To nie ja, uważam, że mogę zbawiać świat, narażając się wszystkim!
-To nie ja, zgrywam rodzica wszystkich!
-To nie ja, uważam się za bohaterkę której nikt, nic nie zrobi!
-To nie ja, jestem debilem
-Kurwa! Od was można dostać bólu głowy! Pozamykać gęby i to już!- z nimi nie można wytrzymać. Musiałam w końcu ich upomnieć. Oboje odwrócili się w moim kierunku, prawie stykając ramionami, co było dziwne jak na nich.
-Mamy przejebane?- zapytał Alex pochylając się lekko nad Sue, ze wzrokiem wciąż wlepionym we mnie.
-Oj, tak...- odpowiedziała.
-Co teraz?- zapytał nie spuszczając mnie ani na moment z oczu, tak ja Sue.
-Zostało nam tylko jedno... Wiejemy!- ten widok mnie strasznie zaskoczył. Sue która zaczęła biec z uśmiechem na ustach, a za nią Alex... Wpatrywałam się w tą scenę z szeroko otwartymi oczami. Spojrzałam zszokowana na Amber.
-Nie ma co... Ucieczki wychodzą, im tak dobrze, jak kłótnie...- powiedziała uśmiechając się do mnie. Wciąż zszokowana przyznałam jej prawdę kiwając głową.
-Ech... I zastawiła nas, z niedokończonym swoim planem, a żeby nam się zbytnio nie nudziło, to uciekła ze swoim wrogiem...- zaśmiałam się.
-Czy ona tak zawsze?- zapytała mnie przerażona Amber.- Bo jak tak, to ona chyba ziemię do góry nogami przewróci, żeby to się udało...-Oj... Obawiam się, że tylko ziemię. Ale dość o tych zdrajcach, co byś powiedziała na lunch ze mną?
-Brzmi kusząco... Jeśli mi obiecasz, że nie zwiejesz, to wchodzę w to.- roześmiane weszłyśmy do stołówki.
                                                               
Sue *w tym samy czasie*
   Ciągle się śmiejąc wybiegłam ze szkoły.
-To co teraz robimy?- zapytałam, z uśmiechem na ustach, Alex'a.
-Hmmmm... Może kawa? Nie wiem jak ty, ale ja nie chce tam wracać...- powiedział szczerząc się.
-To dlaczego jeszcze tu stoimy? Chodźmy!- z uśmiechem przyklejonym chyba na 'Kropelkę' lub 'Super Glue' szłam przed siebie.
   Droga mijała nam w doskonałych humorach i oboje zapomnieliśmy o tym, że jesteśmy wrogami... Weszliśmy do pustego o tej porze Starbucks'a i zamówiliśmy kawy. Wyszliśmy z kawiarni z zamiarem pójścia do parku. Spojrzałam na witryny i moją uwagę przykuła księgarnia.
-Chodź...- rzuciłam do Alex'a i weszłam. W środku było przyjemnie, dużo książek, które mogłabym przeglądać godzinami, ale moją uwagę przykuł, mały regał z kalendarzami. Podeszłam do niego szybko i chwyciłam czarny, proty kalendarz. Był idealny... Nie za mały... Nie za duży... Bez słowa podeszłam do kasy i podałam młodej dziewczynie przedmiot. Uśmiechnęła się do mnie, obsłużyła mnie, podziękowałam i wyszłam.
-No co?- zapytałam widząc zdziwioną minę chłopaka.
-Nie rozumiem... Weszłaś do księgarni, wzięłaś pierwszy lepszy kalendarz i go kupiłaś?- prychnęłam, widząc jego zdziwioną i zszokowaną minę.
-Nie pierwszy lepszy... Jest wyjątkowy. Zobaczysz, on mi przyniesie coś dobrego.- uśmiechnęłam się do mojej zdobyczy...


~~~
Hej... Jest dokładnie 3:20 a ja siedzę i nie jestem zmęczona... Ech...
Cóż ja bym wam mogła powiedzieć?
Kocham Was ;*
Do następnego ;D
P.S.: Amer w zakładce ;D

niedziela, 16 czerwca 2013

Dziewiąty

11 września

   Śmieszy mnie zachowanie Sue i Alex'a. Od ich 'małej' sprzeczki minął tydzień, a oni ciągle na siebie patrzą jak pies z kotem. Z Jake'iem nawet założyłam się kto dłużej wytrzyma. Ja obstawiłam oczywiście moją przyjaciółkę. Mam nadzieje, że mnie nie zawiedzie. Spojrzałam na swój telefon by sprawdzić godzinę. Gdzie ona jest? Ile na nią można czekać? Siedziałam właśnie na dość znanym murku czekając na wiecznie spóźniającą się dziewczynę. Gdy w końcu wyłoniła się z budynku w dłoni trzymałam plik kartek.
-Idziemy?- podeszła do mnie i się uśmiechnęła, ciągle rozglądając.
-Co to?- spytałam wstając.
-Nie wiem. Wypadło jakiejś dziewczynie, niestety gdzieś mi zniknęła. Więc...- uśmiechnęła się do mnie.
-Idziemy na tą kawę?- dziś miałyśmy wracać do domu same. Krótko mówiąc Sue powiedziała Jake'owi, że ma go dosyć i dziś wraca sam. Tak... Dokładnie tymi słowami... Szłyśmy ramię w ramie do Starbucka'a, nie byłam zwolenniczką kawy, ale Sue, ostatnio się do niej przekonała... Cóż, jak twierdzi jej urokowi osobistemu nikt się nie oprze... Prawda jest zupełnie inna, jeśli się na coś uprze, to nie odpuści, choćby nie wiem co. Kiedy w końcu doszłyśmy do kawiarni szybko zrobiła zakupy i udałyśmy się do domu...

Sue 
   Weszłam do swojego pokoju zaraz po powrocie do mieszkania. Włączyłam swojego laptopa, a plik kartek położyłam na szafce nocnej. Zaczęłam tępo wpatrywać się w urządzenie sącząc kawę. Mój wzrok mimowolnie powędrował na mebel przy łóżku... Miałam wrażenie, że plik zadrukowanych kartek woła do mnie 'Zacznij mnie czytać! Zacznij!' Sięgnęłam po nie i dostrzegłam tytuł 'Księżyc...' Szybko zabrałam się za czytanie. Tekst był najprawdopodobniej scenariuszem, a może książką... Coś pomiędzy.
   'Zastanawialiście się kiedyś czym jest świat? Czym jest coś o czym my nie wiemy? Zwykli ludzie... Zwykli... Nienawidzę tajemnic. Zawsze nienawidziłam... Ale moja rodzina? Ona je chyba uwielbia... To jest tak niedorzeczne i denerwujące, kiedy ciągle coś przed tobą zatają, mówiąc ciągle, że się dowiesz w swoim czasie. A może ja nie chcę czekać? Może ja chce wiedzieć już teraz? Ich nikt nie przekona... Próbowałam...'

Vic
   Zajrzałam do pokoju Sue. Nawet nie zauważyła jak weszłam. Czytała te kartki, które dziś znalazła. Ucieszyłam się, to oznacza, że mam ją z głowy... Musiałam dziś gdzieś zadzwonić i lepiej by ona tego nie słyszała. Nie chciałam tego... Nikt z nas nie chciał... Weszłam do sypialni i od razu skierowałam się na balkon. Wyszłam i przymknęłam za sobą drzwi. Wybrałam odpowiedni numer i cierpliwie czekałam.
-Słucham?- usłyszałam tak dobrze mi znany głos po drugiej stronie.
-Hej, to ja...- wydukałam i wręcz wyczułam jak jego postawa i myśli się zmieniają.
-Hej... Coś się stało? Znowu miała atak? Jak się czujecie? Za klimatyzowałyście się?- zaśmiałam się cicho. Gdy to usłyszał zamilkł.
-To chyba ja powinnam mówić..- uśmiechnęłam się.- U nas wszytko dobrze. Przepraszam, że tak długo nie dzwoniłam. Od ostatniego razu nie miała ataków. Ale trochę nawywijała...- zaczęłam mu opowiadać, wszytko ze szczegółami co działo się od naszego pierwszego dnia w szkole. Gdy w końcu skończyłam mu streszczać wydarzenia, gwizdnął przeciągle.
-Widzę, że zaszalała... A co u Ciebie?- uśmiechnęłam się. Teraz już oboje byliśmy spokojni i mogliśmy normalnie pogadać...

12 września                                                            
   Gdy Sue wstała rano wyglądała jak siedem nie szczęść. Teraz gdy byłyśmy po czwartej lekcji jej stan się nie poprawił... Raczej pogorszył, pomimo pięciu kaw, nadal jej oczy się zamykały. Akurat była przerwa na lunch, a moja przyjaciółka postanowiła odszukać autorkę tekstu nad którym spędziła całą noc.
-To nie ma sensu... Może jej dziś w szkole nie ma.- stwierdziłam po tym jak, już chciała czwarty raz wysłać mnie na obchód stołówki. Od jakiegoś chłopaka dowiedziałyśmy się jak wygląda i nawet miał jej zdjęcie.
-O... Jest!- Sue wystrzeliła jak z procy i już po chwili była przy zszokowanej brunetce.- Hej, ty jesteś Amber?
-Tak to ja... A ty kim jesteś?
-Jestem Sue i mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia...


~~~
Hej... Przepraszam, że takie krótkie, ale brat mi więcej czasu dziś nie chce dać... A chciałam go dodać jeszcze w weekend...
Nie będę pisała, że np. 3 komentarze= następny rozdział, bo tego sama nie lubię... Ale miło bybyło jak byście coś napisały...
To tyle ;) Muszę już uciekać.
Kocham Was ♥
Pataxxon

niedziela, 9 czerwca 2013

Ósmy

4 września
   Ruszyłam do pracowni chemicznej. Ugh... co za szkoła? Czy ja w niej zawsze muszę się gubić?! Oczywiście do klasy weszłam po dzwonku. Świetnie!
-Raczyła, pani zaszczycić nas swoją obecnością?- starsza, grubsza kobieta zlustrowała mnie wzrokiem.- Powiedz, mi złotko, co to są sole?- ona jaja sobie robi?! Takie rzeczy?! Nie mogła się bardziej wysilić?
-Sole są to związki chemiczne zbudowane z kationów metali, lub grupy amonowej i reszty kwasowej.- odpowiedziałam płynie, bez zająknięcia.
-Dobrze...- po raz kolejny zlustrowała mnie wzrokiem.- Ile sposobów otrzymywania soli jesteś w stanie wymienić?
-Dziewięć.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jedyną rzeczą która mnie zastanawiała to, to dlaczego mnie pytała o rzeczy z drugiej klasy gimnazjum.
-Na co czekasz, wymień je.- uśmiechnęła się do mnie. Prawie widziałam chmurkę nad jej głową, z wyobrażeniem poniżenia mnie.
-Pierwszy reakcja pomiędzy zasadą lub kwasem, zwana potocznie zobojętnianiem, drugi ...- szybko się zorientowała, że nie blefuje i popatrzyła na mnie ze złością.
-Usiądź.- wskazała mi klasę i w duchu przeklęłam. Zgadnijcie obok kogo było jedyne wolne miejsce? Gdy przechodziłam obok niej usłyszałam niemrawy szept "Może Alex w końcu czegoś się nauczy...". Usidłam na miejscu i spojrzałam na kobietę. Kiwnęła głową jakby na potwierdzenie moich domysłów. Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziś na zajęciach zrobimy krótkie przypomnienie wiadomości. Będziecie spalać różne metale i dodawać je do wody. Albo coś jeszcze, zobaczymy jak wam pójdzie. Teraz rozdam wam karty.- ona sobie jaja robi? Takie proste? Cóż, szybko pójdzie. Kiedy dała nam kartkę szybko przeczytałam co trzeba, założyłam fartuch, rękawiczki i okulary. Zaczęłam wyjmować magnez, żelazo i glin. Potem sięgnęłam po kolby i łyżeczki do spalań. Nabrałam odrobinę żelaza i zaczęłam go rozżarzać. Kątem oka spojrzałam na stanowisko obok. Jakiś dziewczyny, na pierwszy rzut oka plastiki, wzięły dużą ilość magnezu, a do kolby nalały strasznie dużo wody.
-Stójcie. Jeśli rozżarzycie taką ilość magnezu i wrzucicie ją do wody, to woda... Hmmm... wybuchnie.- one spojrzały na mnie, obrzuciły mnie wrogim spojrzeniem i jedna z nich prychnęła pod nosem. Nie zauważyłam kiedy podeszła nauczycielka.
-Co się tutaj dzieje?- spytała dwóch dziewczyn.
-Ona...- tutaj jedna z nich wskazała na mnie.- Nam przeszkadza w wykonywaniu Pani poleceń.- uśmiechnęła się do niej.
-Nie przeszkadzam, tylko udzielam drobnych, za co pomocnych rad. Zwróciłam im uwagę, że wzięły za dużo magnezu i wody. Chyba nie chcemy w klasie małego gejzeru?- spojrzałam na nie wymownie. Nauczycielka uważnie przypatrzyła się rzeczom przygotowanym przez nie. Spojrzała na mnie.
-Brawo za uwagę i spostrzegawczość.- odwróciła się do blondynek.- Mam wrażenie, że jesteście pierwszy raz na lekcji chemii. Zachowałyście się bardzo nieodpowiedzialnie. Zastosujcie się do rad koleżanki i żeby to był ostatni raz.- pogroziła im palcem i odeszła. Całą swoją uwagę teraz skupiłam na własnym rozżarzaniu metalu.
-Brawo, naraziłaś się kolejnym osobom... Co z tobą jest?- no tak, Alex...
-Nie twój interes.- wrzuciłam żelazo do wody. Wzięłam zapałkę i ją zapaliłam. Gdy ją wrzuciłam do kolby usłyszeliśmy charakterystyczne szczeknięcie. Zapisałam szybko obserwacje i wniosek na karcie. Kiedy ja byłam zajęta, Alex rozżarzał magnez. Potem wrzucił go do wody, a ja znowu uzupełniłam kartę.
-Powiedz mi, co ty masz w sobie, że po niecałych dwóch dniach robisz sobie wrogów w najpopularniejszych osobach w szkole?- on i te jego pytania... Żeby go i ten jego nos szlag trafił.
-Ciągle mnie o coś wypytujesz... A może zdradziłbyś kim do cholery jesteś, że wczoraj oni nagle zmiękli gdy się pojawiłeś?- zapytałam go, wpatrując się w niego zmrużonymi oczami. Alex odwrócił ode mnie wzrok i skupił się na spalaniu glinu. Uśmiechnęłam się pod nosem i nie czekając na koniec zaczęłam wpisywać obserwacje i wniosek. 1:0 dla mnie. Może ten dzień nie będzie taki straszny...
                                                                       ***
   Gdy w szkole rozległ się ostatni dzwonek ludzie zaczęli wylewać się z sal. Podążyłam wraz z tłumem do mojej szafki. Ciekawe czy to tylko przypadek spowodował, że moja szafka miała magiczny numerek 6969... 'Nie, ja wcale nie myślę o tym, co sobie myślisz, że myślę!' uśmiechnęłam się na to wspomnienie kiedy moja jakże zacna przyjaciółka zobaczyła mój schowek. Niedbale wrzuciłam niepotrzebne książki do metalowego pudełka i wyszłam z budynku. Usiadłam na murku i napisałam do Vic gdzie jestem. Znowu świeciło słońce co mnie strasznie cieszyło. Zamknęłam oczu i napawałam się promieniami łaskoczącymi moją twarz. Po kilku minutach, coś, a raczej ktoś przerwał mój kontakt z kulą gazową. Otworzyłam oczy. Świetnie przede mną stał we własnej osobie Alex-jakiś-tam... Na szczęście Vic i Jake już do mnie dochodzili. Nawet nie patrząc na ciemnowłosego wstałam i ruszyłam do przyjaciół.
-Nie chcesz tego odzyskać?- zatrzymałam się, odwróciłam się i spojrzałam na to co trzymał w dłoni. Zamarłam. Skąd on ma mój telefon?
-Evans! Oddaj ten telefon!- w naszym kierunku zbliżał się jeden z chłopaków, którym wczoraj przeszkodziłam.- Nie na darmo ukradłem go tej...- dopiero w tym momencie, gdy był już ba wyciągnięcie ręki Alex'a zauważył mnie. Podeszłam do niego i bezceremonialnie uderzyłam go w twarz z liścia.
-Wiem co chciałeś powiedzieć. Nie myśl, że będę się Ciebie bała.- powiedziałam półgłosem i po prostu odwróciłam się i odeszłam. Ludzie których uwagę zwróciły krzyki tego dupka patrzyli w naszym kierunku z nieskrywanym szokiem i zainteresowanie. Alex podszedł do mnie, złapał mnie mocno za przedramię i zaczął dość brutalnie prowadzić, nakazując to samo moim przyjaciołom.
-Czy Ci do końca od jebało?- wyszeptał wściekle do mojego ucha.- Nie masz z kim zadzierać tylko akurat z nim?- zaczęłam mocnej się szarpać.
-Co Cię to kurwa obchodzi? To moje problemy! Mogę robić co mi się rzewnie podoba, a tobie nic do tego!- szeptem na niego krzyczałam, do tej chwili nie wiedziałam, że tak się da... Kiedy oddaliliśmy się na bezpieczną według niego odległość, poluźnił uścisk, a ja to wykorzystałam i się wyrwałam.- Przestań w końcu uważać się za Boga, który wszytko może! To moje życie!- krzyknęłam i po prostu uciekłam...
~~~
Hej...
Nie wiem, co mnie wzięło z tą chemią...
Poznajecie teraz tą inną Sue, twardą, mocno stąpającą po ziemi, nie bojącą się niczego... Ale to nie będzie trwało wiecznie... Tyle wam na razie powinno wystarczyć, więcej nie tajemnic nie zdradzę...
Przepraszam, że krótki i o niczym. Jutro jest niby ważny dla mnie dzień, ale się z niego wcale nie ciesze, co jest dziwne, bo większość skacze z radości kiedy ten dzień się zbliża. Ale dlaczego ja o tym pisze? Ech... To je Pataxxon, tego nie ogarniesz.
To tyle...
Kocham Was...
Pataxxon ♥

sobota, 1 czerwca 2013

Siódmy

WERSJA ORYGINALNA!!!

3 września

Vic
-Kim ty, do cholery, jesteś?- spytał, podchodząc do Sue, chłopak.
-Nie twój interes.- odpowiedziała moje przyjaciółka.
-Chyba jednak mój. Jakby nie ja, to co byś zrobiła? On nie ma skrupułów. Teraz zapewne byłabyś pobita.- w jego głosie słychać było podirytowanie.
-Poradziłabym sobie.- odpowiedziała pewnie, choć zdenerwowana.
-Pewnie... Siedząc teraz i plącząc!- wykrzyczał.
-To było się, kurwa nie mieszać!- zaczęli sobie skakać do gardeł.
-Co myślisz, że byś sobie poradziła?!
-Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz, wiec nie możesz wiedzieć jaki byłby finał!
-Przestańcie!- miałam już dosyć. Obydwoje spojrzeli na mnie jakbym urwała się z choinki. Odwrócili się do siebie i dalej zaczęli swoją kłótnię.
-Jedno wiem, jesteś albo głupia, albo naiwna!
-A ty uważasz się za pępek świata!- oboje byli strasznie zdenerwowani.
-Rozejm! Alex poznaj Sue, Sue poznaj Alexa. Będziecie chodzili do jednej klasy. - Jake, rozdzielił ich. Rozdzwonił się dzwonek, a wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich klas. Alex spojrzał z pogardą na Sue, a ona odwdzięczyła się tym sam.- Chodź, Vic, odprowadzimy naszą bohaterką.- z uśmiechem stwierdził nasz sąsiad.
-Ty sobie jaja robisz, prawda? Ja wcale nie będę chodziła do klasy z tym bałwanem, nigdy w życiu.- powiedziała krzyżując ręce na piersiach. Chłopak spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Ciekawie będzie w ich klasie.- powiedział i mrugnął okiem, gdy moja przyjaciółka wchodziła do sali.


Sue
   Weszłam do klasy. Niestety nauczycielka już w niej była. Świetnie pierwsza lekcja i od razu spóźnienie. Spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
-Witaj, ty zapewne jesteś nową uczennicą. Zechciałabyś się przedstawić?- wyglądała na miłą. Posłałam jej delikatny uśmiech i odwróciłam się do klasy.
-Jestem Sue Cherry i na razie tyle wam wystarczy.- nie siliłam się na uśmiech.
-Dobrze, Sue usiądź z Alex'em.- kolejny raz zwróciła się do mnie nauczycielka. Jak ta śliczna blondynka o jasnych zielonych oczach, patrzących za okularów mogła mi zrobić coś takiego? Z niezadowoloną miną ruszyłam na koniec klasy. Usiadła i tępo zaczęłam się wpatrywać w zegar wiszący nad tablicą. Po kilku sekundach mnie to znudziło więc wyciągnęłam jakiś zeszyt i długopis. Zaczęłam bazgrać, nikomu nie znane wzory na jednej z ostatnich kartek.
-Nazywam się Amanda Gray i bla... bla... bla... mnie zawsze nudziły te pogadanki, wiec nie zamierzam was nimi zanudzać. jeśli czegoś o mnie nie wiecie, to się dowiecie. Teraz każdemu z was rozdam plan lekcji.- zaczęła chodzić po klasie dając każdemu karteczkę. Gdy wszyscy już mieli kawałki papieru kobieta kolejny raz przemówiła.- A teraz róbcie co chcecie. W końcu to pierwsza lekcja w nowym roku szkolnym.- młoda nauczycielka się do nas uśmiechnęła. Wróciłam do bazgrania po kartce.
-Co Ci odbiło, żeby się rzucać do tamtych chłopaków.- usłyszałam głos przy uchu.
-A co, może miałam pozwolić by się znęcali nad tamtą dziewczyną?- zapytałam z sarkazmem, nawet nie patrząc na niego.
-Czy ty kiedykolwiek myślisz o konsekwencjach? Pierwszy dzień szkoły i już byś z niej pobita wyszła?
-To moje życie! Moje decyzje i gówno Ci do tego!- odpowiedziałam mu w końcu na niego patrząc. Obrzuciłam go spojrzeniem mówiącym "odpierdol się" i wróciłam do dalszego rysowania po kartce. Alex nie odezwał już się, z czego, nie ukrywam, bardzo się cieszyłam. Gdy w końcu zadzwonił upragniony dla mnie dzwonek, poderwałam się z krzesła, szybko wrzuciłam zeszyt i długopis do torebki, i pierwsza opuściłam klasę.
                                                                   ***
   Pomalutku z kubkiem parującej herbaty w dłoni podeszłam do szafy. Kubek z napojem postawiłam na dywanie, a z szafy wyciągnęłam pudło. Ponownie usiadłam po turecku na podłodze i z lękiem zajrzałam do wielkiego kartonu. Było tam dużo różnych rzeczy, ale moją uwagę przykuła figurka motocyklu. Pamiętam, że  po tym jak podobną kupiłam Jemu, powiedziałam, że kiedyś kupię sobie prawdziwy motocykl. Następnie wyjęłam z pudła piłkę do nogi, w kąciku mojego oka zakręciła się malutka łza której nie pozwoliłam wypłynąć. Kolejnym przedmiotem była gra. Z leciutkim uśmiechem odtworzyłam to jak zawsze w trakcie gry mówił nazwiska piłkarzy, a ja niego spoglądałam jak na idiotę. Nigdy nie nauczyłam się grać w Fifę i nigdy nie zamierzam. Zamknęłam karton, oparłam się o łóżku i zaczęłam sączyć herbatę rozmyślając. Starałam powstrzymywać łzy, które się cisnęły mi do oczu. Nagle jak błyskawica przez moją głowę przeleciała myśl. Jutro znowu zobaczę Alexa, już się cieszę...


~~~
Witajcie!
Jak pewnie niektórzy zauważyli, wczoraj przez przypadek dodałam rozdział... Przepraszam... A co do tych którzy go przeczytali, to przepraszam za błędy i za to, że go nie dokończyłam. Ta wersja jest oryginalna i przede wszystkim dokończona ;D
Przepraszam po raz kolejny, że taki krótki.
Ach... jutro zaktualizuje zakładkę bohaterowie, a już teraz dodam zdjęcie Alex'a