Fan Fiction o One Direction

niedziela, 9 czerwca 2013

Ósmy

4 września
   Ruszyłam do pracowni chemicznej. Ugh... co za szkoła? Czy ja w niej zawsze muszę się gubić?! Oczywiście do klasy weszłam po dzwonku. Świetnie!
-Raczyła, pani zaszczycić nas swoją obecnością?- starsza, grubsza kobieta zlustrowała mnie wzrokiem.- Powiedz, mi złotko, co to są sole?- ona jaja sobie robi?! Takie rzeczy?! Nie mogła się bardziej wysilić?
-Sole są to związki chemiczne zbudowane z kationów metali, lub grupy amonowej i reszty kwasowej.- odpowiedziałam płynie, bez zająknięcia.
-Dobrze...- po raz kolejny zlustrowała mnie wzrokiem.- Ile sposobów otrzymywania soli jesteś w stanie wymienić?
-Dziewięć.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jedyną rzeczą która mnie zastanawiała to, to dlaczego mnie pytała o rzeczy z drugiej klasy gimnazjum.
-Na co czekasz, wymień je.- uśmiechnęła się do mnie. Prawie widziałam chmurkę nad jej głową, z wyobrażeniem poniżenia mnie.
-Pierwszy reakcja pomiędzy zasadą lub kwasem, zwana potocznie zobojętnianiem, drugi ...- szybko się zorientowała, że nie blefuje i popatrzyła na mnie ze złością.
-Usiądź.- wskazała mi klasę i w duchu przeklęłam. Zgadnijcie obok kogo było jedyne wolne miejsce? Gdy przechodziłam obok niej usłyszałam niemrawy szept "Może Alex w końcu czegoś się nauczy...". Usidłam na miejscu i spojrzałam na kobietę. Kiwnęła głową jakby na potwierdzenie moich domysłów. Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziś na zajęciach zrobimy krótkie przypomnienie wiadomości. Będziecie spalać różne metale i dodawać je do wody. Albo coś jeszcze, zobaczymy jak wam pójdzie. Teraz rozdam wam karty.- ona sobie jaja robi? Takie proste? Cóż, szybko pójdzie. Kiedy dała nam kartkę szybko przeczytałam co trzeba, założyłam fartuch, rękawiczki i okulary. Zaczęłam wyjmować magnez, żelazo i glin. Potem sięgnęłam po kolby i łyżeczki do spalań. Nabrałam odrobinę żelaza i zaczęłam go rozżarzać. Kątem oka spojrzałam na stanowisko obok. Jakiś dziewczyny, na pierwszy rzut oka plastiki, wzięły dużą ilość magnezu, a do kolby nalały strasznie dużo wody.
-Stójcie. Jeśli rozżarzycie taką ilość magnezu i wrzucicie ją do wody, to woda... Hmmm... wybuchnie.- one spojrzały na mnie, obrzuciły mnie wrogim spojrzeniem i jedna z nich prychnęła pod nosem. Nie zauważyłam kiedy podeszła nauczycielka.
-Co się tutaj dzieje?- spytała dwóch dziewczyn.
-Ona...- tutaj jedna z nich wskazała na mnie.- Nam przeszkadza w wykonywaniu Pani poleceń.- uśmiechnęła się do niej.
-Nie przeszkadzam, tylko udzielam drobnych, za co pomocnych rad. Zwróciłam im uwagę, że wzięły za dużo magnezu i wody. Chyba nie chcemy w klasie małego gejzeru?- spojrzałam na nie wymownie. Nauczycielka uważnie przypatrzyła się rzeczom przygotowanym przez nie. Spojrzała na mnie.
-Brawo za uwagę i spostrzegawczość.- odwróciła się do blondynek.- Mam wrażenie, że jesteście pierwszy raz na lekcji chemii. Zachowałyście się bardzo nieodpowiedzialnie. Zastosujcie się do rad koleżanki i żeby to był ostatni raz.- pogroziła im palcem i odeszła. Całą swoją uwagę teraz skupiłam na własnym rozżarzaniu metalu.
-Brawo, naraziłaś się kolejnym osobom... Co z tobą jest?- no tak, Alex...
-Nie twój interes.- wrzuciłam żelazo do wody. Wzięłam zapałkę i ją zapaliłam. Gdy ją wrzuciłam do kolby usłyszeliśmy charakterystyczne szczeknięcie. Zapisałam szybko obserwacje i wniosek na karcie. Kiedy ja byłam zajęta, Alex rozżarzał magnez. Potem wrzucił go do wody, a ja znowu uzupełniłam kartę.
-Powiedz mi, co ty masz w sobie, że po niecałych dwóch dniach robisz sobie wrogów w najpopularniejszych osobach w szkole?- on i te jego pytania... Żeby go i ten jego nos szlag trafił.
-Ciągle mnie o coś wypytujesz... A może zdradziłbyś kim do cholery jesteś, że wczoraj oni nagle zmiękli gdy się pojawiłeś?- zapytałam go, wpatrując się w niego zmrużonymi oczami. Alex odwrócił ode mnie wzrok i skupił się na spalaniu glinu. Uśmiechnęłam się pod nosem i nie czekając na koniec zaczęłam wpisywać obserwacje i wniosek. 1:0 dla mnie. Może ten dzień nie będzie taki straszny...
                                                                       ***
   Gdy w szkole rozległ się ostatni dzwonek ludzie zaczęli wylewać się z sal. Podążyłam wraz z tłumem do mojej szafki. Ciekawe czy to tylko przypadek spowodował, że moja szafka miała magiczny numerek 6969... 'Nie, ja wcale nie myślę o tym, co sobie myślisz, że myślę!' uśmiechnęłam się na to wspomnienie kiedy moja jakże zacna przyjaciółka zobaczyła mój schowek. Niedbale wrzuciłam niepotrzebne książki do metalowego pudełka i wyszłam z budynku. Usiadłam na murku i napisałam do Vic gdzie jestem. Znowu świeciło słońce co mnie strasznie cieszyło. Zamknęłam oczu i napawałam się promieniami łaskoczącymi moją twarz. Po kilku minutach, coś, a raczej ktoś przerwał mój kontakt z kulą gazową. Otworzyłam oczy. Świetnie przede mną stał we własnej osobie Alex-jakiś-tam... Na szczęście Vic i Jake już do mnie dochodzili. Nawet nie patrząc na ciemnowłosego wstałam i ruszyłam do przyjaciół.
-Nie chcesz tego odzyskać?- zatrzymałam się, odwróciłam się i spojrzałam na to co trzymał w dłoni. Zamarłam. Skąd on ma mój telefon?
-Evans! Oddaj ten telefon!- w naszym kierunku zbliżał się jeden z chłopaków, którym wczoraj przeszkodziłam.- Nie na darmo ukradłem go tej...- dopiero w tym momencie, gdy był już ba wyciągnięcie ręki Alex'a zauważył mnie. Podeszłam do niego i bezceremonialnie uderzyłam go w twarz z liścia.
-Wiem co chciałeś powiedzieć. Nie myśl, że będę się Ciebie bała.- powiedziałam półgłosem i po prostu odwróciłam się i odeszłam. Ludzie których uwagę zwróciły krzyki tego dupka patrzyli w naszym kierunku z nieskrywanym szokiem i zainteresowanie. Alex podszedł do mnie, złapał mnie mocno za przedramię i zaczął dość brutalnie prowadzić, nakazując to samo moim przyjaciołom.
-Czy Ci do końca od jebało?- wyszeptał wściekle do mojego ucha.- Nie masz z kim zadzierać tylko akurat z nim?- zaczęłam mocnej się szarpać.
-Co Cię to kurwa obchodzi? To moje problemy! Mogę robić co mi się rzewnie podoba, a tobie nic do tego!- szeptem na niego krzyczałam, do tej chwili nie wiedziałam, że tak się da... Kiedy oddaliliśmy się na bezpieczną według niego odległość, poluźnił uścisk, a ja to wykorzystałam i się wyrwałam.- Przestań w końcu uważać się za Boga, który wszytko może! To moje życie!- krzyknęłam i po prostu uciekłam...
~~~
Hej...
Nie wiem, co mnie wzięło z tą chemią...
Poznajecie teraz tą inną Sue, twardą, mocno stąpającą po ziemi, nie bojącą się niczego... Ale to nie będzie trwało wiecznie... Tyle wam na razie powinno wystarczyć, więcej nie tajemnic nie zdradzę...
Przepraszam, że krótki i o niczym. Jutro jest niby ważny dla mnie dzień, ale się z niego wcale nie ciesze, co jest dziwne, bo większość skacze z radości kiedy ten dzień się zbliża. Ale dlaczego ja o tym pisze? Ech... To je Pataxxon, tego nie ogarniesz.
To tyle...
Kocham Was...
Pataxxon ♥

2 komentarze:

  1. Wszystkiegoo najlepszegoooooo!

    Rozdział mega cudowny ♥

    Czekam z niecierpliwością na nn ;) xx

    P.P ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile jeszcze razy dziś złożysz mi życzenia?
    Ech... Co ja z tb zrobię? Nawet jeśli byłby całkowicie do dupy, to ty napiszesz inaczej... Ale cóż... Kocham Cię ♥

    OdpowiedzUsuń