5 października
Kiedy w końcu wyszliśmy z restauracji nasza przyzwoita i jakże ułożona Susene Cherry zaczęła na środku chodnika skakać ze szczęście. Tak, dosłownie skakać.
-Jesteś idiotką.- stwierdził Alex i obrzucił ją spojrzeniem mówiącym, że ma coś nie tak z głową.- To jak, idziemy do tego klubu?
-Emmm... Bo... ja... Nie chce iść.- ostatnie trzy słowa powiedziała prawie szeptem. Nie rozumiem, co się z nią stało?
-Sue, coś się stało?- podeszłam do niej. Wcześniej wydawała się ucieszona tym wypadem.
-Nie, po prostu nie mam ochoty. Nie martw się.- postała mi jeden ze swoich wyćwiczonych uśmiechów, który miał za zadanie mnie uspokoić, ale przyniósł odwrotny efekt.
-Dobra, to nie idziemy...- stwierdziłam.
-Nie! Poradzę sobie sama, w końcu nie jestem małym dzieckiem, a poza tym ty kochasz imprezy i niby ja mam uwierzyć, że dobrowolnie sobie odpuścisz? Nie ma mowy. Ja jadę do domu, a ty dobrze się zabawić.- uśmiechnęła się do mnie, z iskierkami w oczach. Przytuliła mnie.- Masz misję... Baw się za nas obie.- wyszeptała mi do ucha, a kiedy się odsunęła puściła mi oczko, z wielkim uśmiechem na ustach.
-Ale jak? Tak, sama masz zamiar wracać? Przecież o tej porze jest niebezpiecznie.- jak zwykle przezorna Amber pomyślała o najważniejszym.
-Spokojnie Ab, nic mi się nie stanie. Wezmę taksówkę.- Sue uśmiechnęła się do niej.
-No, nie wiem... To nie jest najlepszy pomysł, ktoś powonień z tobą pojechać...- teraz do naszej 'dyskusji' dołączył się Jake.
-Czy wy sobie zdajecie sprawę, że jeśli nadal będziecie tutaj tak stać i debetować nad tym, że ja pojadę do domu, bez względu na to co postanowicie, sama to wam wszystkie kluby pozamykają? Nie martwcie się, mogę do was dzwonić co pięć minut, czy coś, ale skończcie gadać, bo mi zimno! A teraz ładnie gęsiego,czy jakoś, iść i się bawić.- w między czasie wyciągnęła komórkę i teraz wybierała jakiś numer, przyłożyła aparat do ucha.- Dobry wieczór, poproszę taksówkę...
***
Sue dzwoniła, tak jak obiecała, co pięć minut i za każdym razem na inny telefon. Kiedy dojechała do domu odstawiła teatrzyk, ale co robić, kiedy czegoś tam zabrakło w mózgu?
-No, to na co czekamy? Wiem, jutro mamy kolejne castingi, ale dziś się zabawmy.- uśmiechnęłam się do moich towarzyszy.- Ach... Nie martwy się jutrem, dobra? Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam się bawić za dwoje, mam nawet taki rozkaz.- po raz kolejny posłałam im uśmiech.- Sprawdźmy co zdziała to cudeńko.- ze swojej małej torebki wyciągnęłam kartę VIP.
Sue
Weszłam do pustego mieszkania. Zdjęłam płaszcz i buty, z sypialni wzięłam bieliznę i piżamę. Szybko ruszyłam do łazienki by w końcu pozbyć się sukienki. Po dość szybkim prysznicu, postanowiłam zrobić sobie kakao. Kiedy weszłam do pokoju z kubkiem parującego napoju zauważyłam rzeczy wcześniej 'pozostawione' na mojej podłodze. Postawiłam kubek na komodzie i zaczęłam zbierać rozrzucone przedmioty. Przypomniałam sobie o moim odkryciu z gitarą i kiedy posprzątałam, wzięłam kubek i album. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Na pierwszym byliśmy my, ubieraliśmy choinkę, na kolejnym czytałam książkę, potem on z piłką. Potem znowu byłam ja, uśmiechnięta, jeszcze z burzą loków na głowie, wtedy byliśmy na spacerze z psami. To była dawna Zuza, roześmiana, szczęśliwa i przede wszystkim z poczuciem bezpieczeństwa, śmiało patrząca w przyszłość. Na tym zdjęciu stałam bokiem na drodze kamiennej, za mną rozciągał się las, miałam jedną nogę zgiętą w kolanie, dłonie złączone i zpowodnie opadające wzdłuż mojego tułowia. Poprzekładałam zdjęcia tak, że pierwsze przedstawiało mnie ze spaceru z psami, drugie jego, a trzecie nas. Dalej przeglądałam zdjęcia, popijając kakao, często ich dotykając przypominając sobie historię, którą uwieczniały. Ze stu procentową pewnością mogłam stwierdzić, że to MÓJ album. No tak, wziął wszystkie rzeczy z kartonu który tak starannie ukryłam. Odłożyłam album i uruchomiłam swojego laptopa. Weszłam w folder z naszymi nagraniami. oglądałam je sobie, jednoczeście płacząc i się uśmiechając.
6 października
Vic
Dziś od ranna siedzieliśmy na castingu. Dobrze znana nam sala teatralna, masa ludzi i ten pierdolony pulsujący ból w głowie. Co byśmy zrobili bez Sue , która kupiła dla nas dwie zgrzewki wody i kilka opakowań aspiryny. Nasz mały diabełek awansował na WIELKIEGO aniołka. Ja, Ab, Jake i Alex byliśmy wrakami, dosłownie. Ech... Przynajmniej impreza nam się udała, uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszej nocy. Dziś Sue zgodziła się usiąść z nami przy stole. Twierdziła, że musi nas pilnować i prawdę mówiąc, nie do końca jestem pewna czy to kłamstwo.
Często przyglądałam się Sue. Coś mi w jej zachowaniu nie grało, zauważyłam, że często bawi się swoją bransoletką z zawieszkami, lub krzyżykiem na szyi. Oczywiście wszytko, obowiązkowo srebrne. Nie wiem co ona ma do złota... Ale tu nie chodzi o metal z jakiego zostały wykonane te przedmioty, tylko to z kim są powiązane. Bransoletki i krzyżyka nie włożyła do pudła, z innymi pamiątkami. Krzyżyk był jego, co prawda to Sue mu go dała, ale należał do niego, bransoletka była Sue, ale to z nim ją kupiła. Cały czas była dziwnie zamyślona, oczywiście słuchała i oglądała ludzi występujących na scenie przed nią i systematycznie coś uzupełniała w swoim laptopie, ale była jakaś... Nieobecna... Wiedziałam! Coś wczoraj musiało się stać.
-Ludzie, skupcie się! To już ostatnia osoba.- wszyscy na informacje uzyskaną od mojej przyjaciółki się ożywili. W skupieniu i z uśmiechami na twarzy obserwowaliśmy ostatnią osobę na scenie. Szczerze? Był to naprawdę przystojny chłopak. Wymieniłam spojrzenia z Amber i Sue, obie pokiwały głowami, tak jakby czytały mi w myślach. Kiedy chłopak w końcu wyszedł (miałam już dość, chciałam w końcu odpocząć) .
-Ok, zostawiam wam laptopa, wybierzcie jakiś filmy, skoro już tutaj jesteśmy, a ja z Jake'iem pojedziemy po coś do jedzenia.- zadecydowała Sue.
Jake wypił wczoraj na tyle mało, że mógł prowadzić. Chwała Bogu. Chociaż głowa i tak go bolała, nie dziwię się, od wczorajszych naszych (czytaj moich i Alexa) wrzasków wprost do jego uszu, każdego by głowa bolała. Jake jako jedyny z nas miał prawo jazdy, ale rzadko jeździł. Dziś wziął samochód brata żeby potem nas wszystkich poodwozić do domów. Kiedy wyszli po kilku chwilach na palcach podeszłam do drzwi, gdy tylko zniknęli za zakrętem zaczęłam się za nimi skradać, jak tylko wyszli, upewniłam się jeszcze, że pojechali, poczekałam chwile i biegiem ruszyłam do sali.
-Z drogi!- krzyknęłam i dopadłam laptopa Sue. Na szczęście był już podłączony pod projektor.- Alex, stań na czatach. Nie wiadomo ile mamy czasu.- szybko odszukałam odpowiedni folder i zaczęłam im odtwarzać filmiki z przedstawień. Sue kiedyś grała, nawet mnie w to wciągnęła. Potrafiłam u niej przesiedzieć dwa miesiące tylko dlatego, że wciągnęła mnie w przedstawienie. Puściłam im kilka filmików z tą dawną Sue, na kilku z nich był On, a nawet ja. Pamiętam jak często siedziałam z nią w jej pokoju i przygotowałyśmy różne rzeczy na przedstawienie, często kładąc się późno, a wcześnie wstając. Pamiętam jak jej tato robił za szofera, jak jej mama nam gotowała, albo po prostu jak przychodziła nieraz wieczorami i nam pomagała.
-Przyjechali!- szybko wyłączyłam filmik który właśnie oglądaliśmy i otworzyłam folder z filmami ściągniętymi na jej komputer.
-Ok... To co w końcu oglądamy?- zaczęliśmy grać kłótnię przeglądając długą listę filmów Sue.
-Przecież już wam mówiłem z tysiąc razy! 'Szybcy i wściekli'!!!!- krzyknął Alex.
-Ona nie ma tego ściągniętego...- odpowiedziałam szybko.
-Jak to nie? A to, to co?- akurat teraz musiał się pojawić ten jebany film? Dlaczego?
-Ja wybiorę...- zaoferował się Jake. Tylko macie pozamykać oczy. Zamknęłam i czekałam. Po kilku minutach pozwolił nam je otworzyć.
-To co oglądamy?- zapytałam i spojrzałam na ekran.
-Nie!- krzyknęłam kiedy zobaczyłam napis 'Szybcy i wściekli'.- Co wy macie z tym filmem? Ile można to oglądać?
-O co Ci chodzi? Nie lubisz go?- zapytał mnie Jake.
-Och... Lubi, tylko ja mam na jego punkcie świra i chyba już z dziesięć razy go ze mną oglądała.- odpowiedziała z uśmiechem Sue.
-I to wszystkie części, a potem nawijanie przez nią jaki chce mieć samochód, jakie sceny jej podobały, dosłownie streszczała mi calutki film, tak jak bym go nie oglądała. No ile można?
-Trochę przysypiałaś.-po tych słowach Sue wszyscy się roześmieli.
-No co?
-Nic...- uśmiechnęła się do mnie Amber.
-Ona zna wszystkie dialogi! Nie oglądajmy tego.- nie ustępowałam.
-Nie prawda! Nie znam wszystkich. Tylko jakiś 98 procent.- pokazała mi język.
-Siedź cicho i oglądaj, z nami nie wygrasz.- na ja ich wszystkich powybijam! I jeszcze Amber przeciwko mnie? Z kim ja się zadaje?
7 października
Sue
Co za jebany idiota pisze do mnie o tej porze? Wzięłam telefon z szafki nocnej, spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam piękną liczbę 12:35. Ok, w ramach wyjaśnienia, to nadal jest kurewsko wcześnie, szczególnie, że do domu wróciłam o 3!
'Czyżby dziś wolne? Miłego odpoczynku, przyda Ci się po kolacji i castingu...'
Ożeż! I co ja mam zrobić? Najprawdopodobniej mój kalendarz ma jakiś zboczeniec czy coś... Zaczynam się bać. A co jeśli on mnie teraz obserwuje?
'Nie prościej byłoby mi oddać kalendarz? To chyba bardziej się opłaca od wysyłania tych sms-ów...'
Po co ja wo-gule pisałam do niego? Przecież miałam nie odpisywać. Telefon ma moim brzuchu zaczął wibrować. O kurwa! Odpisał?!
'Chciałem Ci oddać kalendarz, byłem nawet pod twoją szkołą... Teraz nie mam jak tego zrobić.'
Był pod moją szkołą? Ciekawe...
'Dlaczego nie możesz? Zniszczyłeś go czy coś?'
Wysłałam i czekałam.
'Nie... Jestem teraz w Ameryce ;)'
No i wszystko jasne.
'Podsumowując; mój kalendarz ma jakiś chłopak, który najprawdopodobniej jest pedofilem, zboczeńcem lub jest psychiczny, jest teraz w Ameryce, ma dostęp do pewnych osobistych informacji, nie wiem nawet ile ma lat, jak się nazywa i co zamierza zrobić z moim kalendarzem.'
Ciekawe co on sobie o mnie pomyśli... Pewnie, że mam nierówno pod kopułą...
'Nie jestem pedofilem, ani zboczeńcem i z tego co mi wiadomo nie jestem psychiczny. Mam 19 lat, jestem Niall i nie zamierzam nic robić z twoim kalendarzem. Jak wrócę to Ci go oddam.'
Wiec ma na imię Niall... Hmm... Chyba szybko nie odzyskam kalendarza...
~~~
Hej!
Zabijcie mnie... W tamtym tygodniu miał się pojawić rozdział, ale dostałam szlaban na komputer i nici. Dopiero w tym tygodniu udało mi się jakoś przekonać mamę (czytaj: poszłam do niej jak spała, pewnie odwołała, żebym jej dała spokój ;D ).
Ten rozdział jest dość długi, mam nadzieję, że choć w minimalnym stopniu wynagrodziłam wam niezapowiedzianą przerwę.
Ech... Zamierzam napisać rozdział i go dodać za jakiś 3, 4 dni, ale znając mnie nic z tego nie wyjdzie.
Jestem naprawdę zawiedziona, 13 pojawiła się 2 tygodnie temu, a pod nią 0 komentarzy, to naprawdę boli kiedy zdajesz sobie sprawę, że cała twoje praca idzie na marne, bo nikt nie czyta tego, na co ty poświęcasz godziny... Rozważam zakończenie bloga, to jeszcze nic pewnego, ale coraz częśej o tym myślę.
A zresztą, po co ja to pisze? I tak nikt tego nie czyta...
Dodaje rozdział w sobotę! Nie wiem co się stało ;)
Przypominam o tym, że naprawiłam obserwatorów i o zakładce 'Informowani'
Kocham Was ♥
Pataxxon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz