Fan Fiction o One Direction

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Trzynasty

1 października 
   Po raz kolejny wybrałam numer Louisa i przyłożyłam aparat do ucha. W głośniku rozbrzmiał głos automatu informujący o tym, że zacny pan Tomlinson, po prostu wyłączył swój telefon! Co za człowiek? Najpierw dzwoni nagle do mnie, wypytuje się o Sue, wie, że zgubiła kalendarz, a teraz wyłączył swój pieprzony telefon bez żadnych wytłumaczeń? Co za...
-VICTORIA!!! Jake po Ciebie przyszedł!- co? Jake? Ach... No tak... Mieliśmy razem iść na casting. Sue jak zwykle pokazała swój upór i stwierdziła, że pod żadnym pozorem na niego nie przyjedzie. Na szczęście Alex, rycerz w białej zbroi, wymyślił jakiś plan by tego małego, zakutego, skrzata wyciągnąć z domu. Dziś ma się odbyć pierwsza część przesłuchań. Jake wszedł do mojego królestwa.
-Sue nadal nie chce iść?- zapytał. Odruchowo spojrzałam na drzwi. Na szczęście były zamknięte.
-Ychym... Alex ma się zjawić lada moment.- jak by na potwierdzenie moich słów rozległo się głośne pukanie.
   Uchyliłam lekko drzwi i wyjrzałam przez powstałą szparę. Poczułam jak Jake podchodzi i wygląda przez szparę powyżej mojej głowy.
-Alex? Co ty tutaj robisz?- zapytała zdziwiona szatynka.
-Zabieram Cię na casting.- Alex stwierdził z prostotą i posłał jej swój uśmiech. Ona zareagowała błyskawicznie na jego słowa i usiekła do pokoju. Chłopak nic sobie z tego nie robiąc wszedł do mieszkania, zamknął drzwi i rzucił nam spojrzenie pełne litości.- Już nie musicie się tak kryć. Wyjdźcie.
   Spojrzeliśmy na siebie z Jake'iem i wyszliśmy. Alex podszedł do drzwi od sypialni mojej przyjaciółki i z lekkim wysiłkiem je otworzył. Sue na 100% trzymała klamkę., Teraz znowu rzuciła się sprintem, tylko, że do swojego łóżka, złapała się zagłówka, ale i z tym Alex poradził sobie zadziwiająco szybko. Moja przyjaciółka w akcie desperacji chwaciła poduszkę, ale chłopak szybko, jak gdyby nigdy nic, ją sobie przerzucił przez ramie. Widok był warty Oscara. Sue zwisała bezwładnie z ramienia Alexa z poduszką przyciśniętą do piersi, a on? Szczerzyło się jak debil.
-Vic, założysz jej buty?
-Echem..- kiedy tylko się zbliżam do nogi szatynki ta zaczęła nimi kopać.- Jake, byłbyś tak miły przestać bawić się w fotografa i mi pomóc?- z jego pomącą poszło, zdecydowanie łatwiej. Sue, już po chwili miała na nogach buty.
-VICTORIA! JAKE! Myślałam, że chociaż wy mi pomożecie! Jak możecie być po jego stronie?!- czyżby panna Cherry próbowała w nas wzbudzić poczucie winy?
-Ależ my to robimy dla twojego dobra.- posłałam jej uśmiech.
-Ok... Idziemy. Nie będziemy jej wkładać płaszcza i tak jedziemy samochodem, a wątpię czy by nam pomogła... Zapewne szybciej by zleciała z mojego ramienia....- szybko się ubrałam i wyszliśmy. Przez całą drogę na zewnątrz Sue próbowała się uwolnić z silnych ramion Alexa.- Nie kręć się tak, bo sobie krzywdę zrobisz.
-To mnie może postaw na ziemię, idioto.
-Nie, bo w tedy uciekniesz.- Alex wsadził ją na tylne siedzenie i po odpowiednim 'zabezpieczeniu' Sue odjechaliśmy.
                                                                            ***
Sue 
   Tkwiłam w ostatnim rzędzie, naszego mini teatru szkolnego Kompletnie nie wiedziałam po co tu siedzę. Dla mnie to nie miało sensu. Ludzie na scenie dawali z siebie wszytko, podziwiałam ich i prowadziłam własną ocenę. Wiem, że jak bym tylko chciała to bym mogła siedzieć tam, na dole przy stole, gdzie moi przyjaciele, ale to nie było w moim stylu. Chyba po prostu bałam się tego brzemienia, poczucia nienależnej posady, które by na mnie wywierało, każde jednorazowe spojrzenie na scenę i na człowieka tam stojącego. Wolałam ukryta siedzieć sobie w ostatnim rzędzie, z poduszką zabraną z mieszkanie pod plecami i oświetlając sobie latarką w telefonie plik kartek na moich kolanach, by cokolwiek zapisać. Obserwowałam po cichu i każdemu z całego serca mu kibicując. Byłam obiektywna, wiedziałam, że nikt tego nie zobaczy i mogę napisać to za pomocą cyferek to, co naprawdę myślę.
-Jak dostanę buziaka, to się poświęcę i oferuję Ci jedyną, niepowtarzalną, wyjątkową, kawę lattę!- odwróciłam z wielkim uśmiechem twarz w kierunku Alexa. W obu dłoniach trzymał kawę na wynos. Pochylił się, tak bym mogła go cmoknąć w policzek. Na nanosekundę dotknęłam ustami jego skóry i 'wykradłam' mu kawę.
-Dziękuje. A teraz spadaj! To moje miejsce byłam pierwsza.- zrobiłam wszytko by w ton mojego głosu włożyć jak najwięcej powagi i groźby, ale niestety, uśmiech który z każdym słowem coraz bardziej poszerzał się na mojej twarzy zniszczył efekt. Upiłam łyk kawy, i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest odpowiednio posłodzona.
-Dlaczego nie chciałaś tutaj przyjść? A jak już tutaj Ciebie przyniosłem, to dlaczego uciekłaś od nas?
-To nie dla mnie. Nie mogłabym tam siedzieć i powiedzieć komuś, że to co zaprezentował, po prostu mi się nie podobało, nie mogłabym obserwować jak jego mina ze zniecierpliwionej zmienia się w zawiedzioną.- spojrzałam z wahaniem na jego twarz. Wyglądał na zamyślonego.
-Chyba rozumiem. Nie chcesz sprawić komuś przykrości?- pokiwałam lekko głową.
-A teraz się zamknij, bo nic nie słyszę.- zaśmiał się, ale zamilkł kiedy posłałam mu spojrzenie mające go zabić. Chyba muszę iść do okulisty, bo coś się w moim morderczym spojrzeniu popsuło...                                                                                                        ***
5 października 
   Poczułam wibracje w kieszeni moich dżinsów, wyciągnęłam urządzenie i ze zdziwieniem zobaczyłam, że ktoś mi wysłał z nieznanego numeru sms-a. Szybko palcem odblokowałam ekran, mojego dotykowego, już trochę wysłużonego telefonu (tak nadal nie przyjęłam 'prezentu' od Artura) i otworzyłam wiadomość:
               'Nie zapomnij o dzisiejszej kolacji z cytuje'nadętym ważniakiem' Powodzenia...' 
   O co tu kurwa chodzi? Kilka razy, tak dla pewności przeczytałam wiadomość. Świetnie, mój kalendarz ma jakiś psychopata. Może jak będę udawać, że nie widzę tych sms-ów od niego, nie będzie pisał? Tak to jest myśl... Pomimo tego, że najprawdopodobniej był psycholem, to miał rację. Kolacja była coraz bliżej, a ja powinnam w końcu zacząć się przygotowywać. Otworzyłam szafę i mój wzrok mimowolnie padł na instrument na jej dnie. Była identyczna, kropla w krople jak ta w Polsce. Wzięłam ją i obróciłam tak by widzieć ją od tyły. Uważnie przyjrzałam się miejscu gdzie pudło łączy się z gryfem i była tam mała ryska. Ryska dzięki której mogłam rozróżnić MOJĄ gitarę. To była ona! Jak Artur ją zabrał z Polski? Przecież ja ją zakopałam na strychu, tak by nikt nie mógł jej znaleźć. A jednak on ją znalazł. Zdezorientowana odłożyłam gitarę i zaczęłam grzebać w pudle. Szybko znalazłam mój stary zeszyt z flagą U.K., następną rzeczą był zestaw moich kostek do gry. Skąd on ma te rzeczy?! Ze zdziwieniem wysypałam całą pozostałą zawartość kartonu da dywan. Moje słuchawki i MP3, książka do nauki gry na gitarze oraz ku mojemu szczeremu zaskoczeniu list. Drżącymi rękoma rozdarłam nieporadnie kopertę, rozłożyłam kartkę i ujrzałam pismo Artura. Jednocześnie mnie to ucieszyło i zasmuciło.
-Sue! Co ty wyprawiasz? Szybko, ubieraj się. Nie mamy czasu.- odłożyłam list na dywan i zaczęłam przygotowania do kolacji...


~~~
Debil w akcji, czyli Pataxxon przedstawia!
Przepraszam... rozdział, miał pojawić się wczoraj, ale byłam tak zmęczona, że po prostu nie dałam rady...
W planach miałam, by ten rozdział był zabawny, ciekawy i długi, ale wyszło jak zawsze...
Naprawiłam obserwatorów, jak zauważyliście dodałam nowe zakładki...
Teraz postaram się troszeczkę nadgonić i dodawać częściej rozdziały. Ale niczego nie obiecuje, z weną jak zwykle u mnie krucho ;)
Do zobaczenia ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz