21 sierpnia, noc
Gdy Vic wyszła, ja również wstałam. Naczynia włożyłam do zlewu i udałam się do swojego pokoju. Na dywanie stał wielki karton z prezentem od Artura. Postanowiłam go otworzyć. W środku na samym wierzchu była śliczna, czarna gitara. Rozpłakałam się. Dlaczego, on mi to zrobił? Ostrożnie wzięłam do rąk instrument, tak jakby był z porcelany. Przecież wiedział... Dlaczego jestem tak cholernie słaba? Czy już zawsze tak będzie? Przecież on gdzieś jest. Musi być. Usiadłam po turecku i ułożyłam w odpowiedniej pozycji gitarę. Zaczęłam lekko trącać struny. Była nastrajana Cichutko zaczęłam grać moją ostatnią napisaną piosenkę. Z każdym ruchem moich palców coraz bardziej płakałam. Czułam się tak jakbym bezgłośnie krzyczała, że potrzebuje pomocy, zrozumienia. Jednocześnie bałam się. Sama nie wiem czego... Melodia którą grałam była ostatnią piosenka którą zagrałam, jeszcze jak on był, postanowiłam ja dokończyć jak on wróci. Doszłam do momentu w którym przed rokiem, zaprzestałam pisania. Delikatnie położyłam instrument i zaczęłam dalej przeglądać zawartość kartonu. Trzęsącymi się dłońmi wyjęłam kule śnieżną. Identyczną dał mi on na gwiazdkę. Obiecałam mu, ze kiedyś tam pojedziemy.
-Przepraszam, że tu jestem bez ciebie.- wyszeptałam patrząc na miniaturowy Big Ben. Kule położyłam obok gitary i kolejny raz zajrzałam do kartonu. Teraz album. Wyciągnęłam go i otworzyłam. Na pierwszym zdjęciu, byłam z nim jak ubieraliśmy choinkę. To było chyba ze trzy lata temu. Kolejne zdjęcie przedstawiało mnie czytającą książkę. Nadal pamiętam tamten dzień Nie było wtedy internetu i on zaczął robić zdjęcia. Teraz była jego fotografia. Ujrzałam na nim dobrze mi znane boisko i jego z piłką. Uwielbiałam to zdjęcie. Ta jego pasja, rozwiane włosy i cały on. Zamknęłam album czując kolejne łzy dołączając już do i tak obfitego potoku. Wstałam i nie zbierając rzeczy z podłogi, wzięłam kosmetyczkę i piżamę Udałam się do jasnej łazienki, zażyłam krótkiego prysznicu i poszłam spać.
22 sierpnia
Całą noc nie mogłam zasnąć. W końcu odpuściłam i siedziałam na łóżku, ciągle myśląc o przeszłości. Nagle zapragnęłam znów znaleźć się Polsce, pójść nad strumyk w lesie, albo na drogę za moim domem. Nawet zwykły las byłby dla mnie teraz ukojeniem. W Polsce mieszkałam na wsi, tutaj brakowało mi tego. Może to i głupie, że stwierdzam to już po kilku godzinach... Wstałam z łóżka i spojrzałam w lustro. Wyglądałam tragicznie. Podkrążone zapuchnięte i przekrwione oczy, byłam blada i rozczochrana. Z szafy wyciągnęłam szare spodnie dresowe, czarną bokserkę i bieliznę. Spojrzałam na dywan. Nadal tam były wyciągnięte przeze mnie wczoraj przedmioty. Odłożyłam ubrania na łóżko i podniosłam najpierw gitarę, która schowałam do szafy, następnie wzięłam album i kule, kule postawiłam na komodzie, a album na regale. Gdy skończyłam już układanie, po raz kolejny wzięłam ubrania i udałam się do łazienki. Szybko się umyłam, ubrałam i rozczesałam swoje mokre włosy. Postanowiłam ich nie suszyć by się ładnie pokręciły. Poszłam zrobić śniadanie. Zajrzałam do ogromnej dwudrzwiowej lodówki. ciekawe po co Arturowi była potrzebna, aż tak duża, ale nie wnikam. Wzięłam produkty na naleśniki
-Co jest?- zapytała nagle Vic.
-Nic, a co ma być?- odpowiedziałam, moim wystudiowanym wesołym głosem.
-Możesz oszukiwać swoich rodziców, ludzi na ulicy, każdego, ale nie mnie. Mi wystarczy, że spojrzę na twoje ruchy, usłyszę głos i już wtedy wiem, ze coś nie gra. więc proszę nie próbuj tego przede mną ukryć.- mówiąc to podchodziła do mnie. Obróciłam się do niej.
-To wszystko przez ten jebany prezent Artura. Dlaczego on mi o nim przypomniał?- czułam że znowu zaczynają mi się zbierać łzy.
-Skarbie, spokojnie.- przytuliła mnie. -Nie możesz ciągle uciekać od wspomnień. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale poradzisz sobie, Sue. A ja w tym ci pomogę. Jasne?- ze zdziwieniem stwierdziłam, że własnie tego potrzebowałam. Lekko kiwnęłam głową, na znak, że się zgadzam.
-A teraz daj mi skończyć naleśniki.- powiedziałam już weselszym głosem. Otarłam łzy i powróciłam do gotowania.
***
Artur dopilnował, żebyśmy załatwiły wszystkie formalności. Zmieniłyśmy swoje imiona i nazwiska na angielskie i jeszcze kilka rzeczy. Na szczęście Artur dał nam już powypełniane papierki i musiałyśmy tylko niektóre po podpisywać i zanieść.
-Dobra, skoro formalności mamy już z głowy, to może lody?- zapytałam Vic.
-Podoba mi się ten pomysł.- szybko ruszyłyśmy w poszukiwaniu deserów.
-Może tutaj?- wskazałam przyjaciółce szyld Milk Shake City.
-Dobrze, tylko się pośpieszmy.- uśmiechnęła się do mnie Vic.
***
Szłyśmy ulicą pijąc swoje shaki i rozmawiając. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Przystanęłam i zaczęłam szukać w swojej dużej czarnej torebce urządzenia. Nagle poczułam ból w plecach i w następnej sekundzie kolanami "przejeżdżałam" po chodniku.
-Cholera jasna...- chciałam się podnieść ale coś, a raczej ktoś mnie przygniatał. Tak nagle jak ciężar się pojawił, tak zniknął Czułam pulsujący ból w kolanach. Szybko wstałam i wbiegłam do pobliskiej kawiarni. Poprosiłam kelnerkę o wodę utlenioną, lub coś do dezynfekcji, a sama pognałam w kierunku toalety. Zaczęłam przeklinać to, że dziś z powodu ładnej pogody ubrałam szorty. Szybko odkręciłam kran, upewniłam się, że leci zimna woda i podstawiałam na zmianę kolana. Musiało to komicznie wyglądać. W końcu przyszła kelnerka z apteczkę i Vic. Młoda kelnerka podała mi wodę utlenioną. Szybko nią polałam kolana i syknęłam z bólu.
-Mogę gazik?- oczyściłam delikatnie rany.- Vic u mnie w torebce powinny być duże plastry.- zawsze je nosiłam, na wszelki wypadek. Kiedy przyjaciółka podała mi opatrunek, jeszcze raz oczyściłam kolana i nakleiłam na nie plastry.
-Dziękuje.- uśmiechnęłam się do dziewczyny oddając jej butelkę z wodą utlenioną - I przepraszam za bałagan.- spojrzałam ze wstydem na mokrą, jasną podłogę ze smugami czerwieni i gazikami.
-Nic się nie stało.- uśmiechnęła się i wyszła.- z torebki wygrzebałam chusteczki i mocząc je wycierałam nogi z krwi. Dopiero teraz zauważyłam, że mój shake znajduje się na mojej bluzce. Po prostu świetnie.
Spróbowałam wstać, ponieważ wcześniej usiadłam pod ścianą by mi było lepiej opatrzyć skaleczenia. Syknęłam i znowu opadłam.
-Cholera jasna.- zacisnęłam zęby i znowu spróbowałam. Nic z tego.- Pomożesz mi?
-Jasne.- Vic złapała mnie za ręce i podciągnęła do pozycji stojącej.- Dasz radę iść?- spytała się mnie z przejęciem.
-Jasne, muszę to tylko rozchodzić.- zaczęłam "iść", jeśli to można tak nazwać, byłam w rozkroku na ugiętych nogach. Vic starała się mi pomóc.- Daleko jesteśmy od domu?
-Nie.... Ale i tak uważam, że nie powinnaś iść.
-Nie zapominaj co było w Polsce. Nic mi nie będzie, muszę to tylko rozchodzić - wspólnymi siłami wyszłyśmy z toalety. Nie ukrywam, zaczynało coraz bardziej boleć, ale nie mogłam się przyznać, bo Vic by zaczęła histeryzować.
-Boli cię coś?- podszedł do nas jakiś chłopak z dziewczyną.
-Nie, kurwa łaskocze.- chciałam ich ominąć.
-Może wam jakoś pomóc.- czy on nie może się odwalić. Chce jak najszybciej dostać się do domu.
-Już pomogłeś. Możesz się odsunąć, bo nie mam jak przejść.- zaczął mnie irytować.
-O Boże, ty krwawisz?- teraz odezwała się długowłosa szatynka stojąca obok chłopka.
-Ameryki to ty nie odkryłaś....
-Nie, spójrz na swoje nogi.- wszyscy jak na zawołanie skierowali tam swój wzrok.
-Cholera...- spod plastrów zaczęła cieknąć krew.
-Może trzeba jechać do szpitala.- zapytał się ten chłopka k.
-A masz samochód?- zapytała od razu Vic.
-Nie, nie trzeba.
-Nie interesuje mnie twoje zdanie, nie mam zamiaru się z tobą kłócić jedziemy i tyle.- nic już nie powiedziałam. Nawet jak bym piszczała, skakała, czy robiła cokolwiek innego, to ona by nie ustąpiła.
-Jasne, zaparkowałem niedaleko.- wyszedł, chyba jego dziewczyna została. Z nikąd pojawiła się przy nas ta sama kelnerka z mokra ściereczką. Szatynka zaczęła mi wycierać krew.
-Nie musisz, poradzę sobie.- chciałam jej zabrać szmatkę.
-Siedź, ja to zrobię.- jak ja tego nie lubię. Jednak niczego nie zrobiłam. Nie lubię tego jak ktoś mi współczuje, czuje się za mnie odpowiedzialny, gdy jestem w centrum czyjejś uwagi... Dziwne co nie? Chwila, czy ja właśnie sama sobie zadałam pytanie? Mniejsza z tym. Powracając do tematu nie lubię tego, wręcz nienawidzę. wtedy czuje się taka słaba, delikatna, a przecież wcale nie jestem.
Gdy wrócił chłopka, pomógł mi wyjść z kawiarni i wsiąść do samochodu. Vic usiadła ze mną z tyłu, a szatynka z przodu. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli, nawet nie wiem dlaczego. Czy to mi się podobało, czy nie musiałam pojechać do szpitala, tak jak bym nie umiała opatrzyć zwykłej rany... Znowu mi pomogli wyjść z samochodu i wejść do szpitala. Nawet mi dali wózek. nie mam pojęcia po co. W ramach protestu nie odzywałam się do nich ani słowem. W końcu przyjął mnie lekarz i na szczęście weszłam, a właściewie wjechałam tam sama.
-Dzień dobry. Jak się pani nazywa i co się stało.
-Dzień dobry, nazywam się Susane Cherry i jakiś debil wpadł na mnie jak szłam chodnikiem i trochę zdarłam kolana. Nic poważnego, ale moja przyjaciółka uparła się, żeby mnie tu przywieść.- opowiedziałam w dużym skrócie co się stało.
-Mogę?- zapytał mnie podchodząc. Skinęłam lekko głową. Wcześniej usiadłam na tym specjalnym łóżku Odkleił plastry i obejrzał dokładnie rany.
-Kto ci to opatrywał?- zapytał po chwili.
-Ja. Coś źle zrobiłam?
-Nie. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zaraz zawołam pielęgniarkę by ci to jeszcze raz opatrzyła, dobrze?
-Dobrze.- szybko pojawiła się młoda pielęgniarka i mi po raz kolejny opatrzyła nogi. -Dziękuje.
Wyszłam z sali i rozejrzałam się. W poczekalni siedziała Vic i szatynka z chłopakiem.
-A nie mówiłam, nic mi się nie stało.
-Nie marudź to wyglądało poważnie.- powiedziała zła na mnie Vic.
-Bez przesady gorzej już ze mną było. Wracamy do domu?- zapytałam przyjaciółkę. Było już po 15, a pomimo tego byłam strasznie zmęczona.
-Dobrze.
-Odwiozę was.- powiedział chłopak. Ja byłam zbyt zmęczona by odmówić, a poza tym nie wiedziałam jak wrócić do domu.
~~~
Hej skarby...
Tak, wiem możecie mnie udusić, poćwiartować czy zrobić cokolwiek innego za ten beznadziejny rozdział. Ale cóż, nie miałam na niego żadnego pomysłu. Bardzo was za niego przeprasza.
Mam nadzieję, że podczas przerwy świątecznej znajdę sporo czasu na pisanie.
Nie jestem pewna czy kolejny rozdział pojawi się przed świętami więc, chciałabym wam życzyć spokojnych, rodzinnych świąt, dobrego jaka i porządnej bitwy na śnieżki w lany poniedziałek
Kocham was;*
Pataxxon
[SPAM]
OdpowiedzUsuńZ góry przepraszam za spam, jednak nie znalazłam tutaj odpowiedniej zakładki, w której mogłabym umieścić taki komentarz. Jeśli będzie Ci od przeszkadzał, to go po prostu usuń. :)
Chciałabym Cię serdecznie zaprosić bloga, którego prowadzę razem z przyjaciółką, Martą. O czym on jest? O dwóch skrajnościach imieniem Francesca i Kimberly. Po paradoksalnej sytuacji dziewczyny zaprzyjaźniły się mimo swojej odmienności.
Franky jest tancerką o mocnym charakterze. Potrafi być wredna i często wykorzystuje ludzi. Kim zaś jest tą… Lepszą? Ma dobre serce i dużo pisze. W przyszłości chciałaby byś znaną pisarką.
Trudno mi jest w skrócie opisać bohaterki, toteż zapraszam na naszego bloga, w którym jak na razie znajduje się post zatytułowany „Szczegółowy opis bohaterów”, czego nie muszę tłumaczyć. :P W ciągu kilku najbliższych dni pojawi się prolog, zaś w sobotę rozdział pierwszy. To dopiero początek historii, więc łatwo będzie się wdrążyć. :)
Tak więc w imieniu moim i Marty chciałabym Cię serdecznie zaprosić na naszego bloga:
hide-feelings.blogspot.com
Byłoby nam bardzo miło, gdybyś wyraziła szczerą opinię na temat zamieszczonego tam opisu. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. W to opowiadanie wkładamy całe swoje serce. :)
Pozdrawiam serdecznie. ♥
Jeszcze raz przepraszam za spam.
I jak zawsze marudzenie, że rozdział jest do dupy, kiedy wcale nie jest!
OdpowiedzUsuńPrzepraszam Cię, że komentuję dopiero teraz, ale nie miałam wcześniej czasu :)
A rozdział jak zawsze bardzo mi się podobał :)
Trochę smutny, trochę zabawny, ale przede wszystkim Twój. Jedyny, niepowtarzalny, w Twoim stylu :)
Z niecierpliwością czekam na następny, ale to przecież wiesz :)
Całuję :*
Cichaj... Co ja mogę zrobić, że to co stworze nie podoba mi się? Pewnie nigdy nie zobaczysz, że jest napisane "rozdział mi się podoba" czy coś ;)
UsuńCieszę się, że Ci się podoba ;)
No, fakt ten rodził jest taki... Pomieszany uczuciowo...
To, że jest mój, to jest pewne, czy niepowtarzalny, to nie jestem pewna ;)
Ściskam i całuje ;*
Proszę Cię... chociaż raz... na moją specjalną prośbę... przyznaj, że podoba Ci się to, co napisałaś...
UsuńBo nie wyrobię...
I i tak ubóstwiam każde słowo, które się tu pojawia :)
Całuję :*
Dobrze, jeśli jakiś rozdział mi się spodoba to, to napiszę. Na razie mogę Ci obiecać, że nie bd pisała, że mi się nie podoba ;)
UsuńNawet nie wiesz jak ja się cieszę, że tb się to poboba ;)
Kocham Cię ;*
Dziękuje za zaproszenie i zapraszam rowniez na mojego bloga ;)
OdpowiedzUsuń[SPAM]
OdpowiedzUsuńŻycie czasem potrafi płatać figle i mieszać w życiu.
Charlie-jest z pozoru zwykła dziewczyną, która przeszła dość wiele. Jeden niefortunny wypadek, ucieczka i początek czegoś nowego.A kiedy będzie myślała, że jej życie zaczyna się układać wszystko się skomplikuje.
Kto pomoże jej wszystko poukładać i zacząć spokojne życie? Komu uda się zdobyć jej zaufanie i odkryć wszystkie tajemnice?
Stary zapomniany przyjaciel czy nowy nieznajomy?
Więcej dowiesz się na blogu: http://true-hapiness.blogspot.com
Zapraszam! ;)
Dziękuje za zaproszenie ;)
Usuń