niedziela, 15 września 2013
Zabójstwo
Możecie mnie zabić, rozdział mam już napisany w zeszycie, ale nie mam czasu na wstawienia, zaczęłam 3 klasę i naprawdę mam dużo nauki plus rozchorowałam się, ale postaram się dziś trochę wklepać, jutro i może jakoś dam radę go wstawić w miarę szybko. Przepraszam!
środa, 28 sierpnia 2013
przepraszam!
Wiem, miałam dodać rozdział już dawno, miałam częściej, ale wena mnie opuściła. Postaram się napisać coś jak najszybciej. Przepraszam!
sobota, 17 sierpnia 2013
Czternasty
5 października
Kiedy w końcu wyszliśmy z restauracji nasza przyzwoita i jakże ułożona Susene Cherry zaczęła na środku chodnika skakać ze szczęście. Tak, dosłownie skakać.
-Jesteś idiotką.- stwierdził Alex i obrzucił ją spojrzeniem mówiącym, że ma coś nie tak z głową.- To jak, idziemy do tego klubu?
-Emmm... Bo... ja... Nie chce iść.- ostatnie trzy słowa powiedziała prawie szeptem. Nie rozumiem, co się z nią stało?
-Sue, coś się stało?- podeszłam do niej. Wcześniej wydawała się ucieszona tym wypadem.
-Nie, po prostu nie mam ochoty. Nie martw się.- postała mi jeden ze swoich wyćwiczonych uśmiechów, który miał za zadanie mnie uspokoić, ale przyniósł odwrotny efekt.
-Dobra, to nie idziemy...- stwierdziłam.
-Nie! Poradzę sobie sama, w końcu nie jestem małym dzieckiem, a poza tym ty kochasz imprezy i niby ja mam uwierzyć, że dobrowolnie sobie odpuścisz? Nie ma mowy. Ja jadę do domu, a ty dobrze się zabawić.- uśmiechnęła się do mnie, z iskierkami w oczach. Przytuliła mnie.- Masz misję... Baw się za nas obie.- wyszeptała mi do ucha, a kiedy się odsunęła puściła mi oczko, z wielkim uśmiechem na ustach.
-Ale jak? Tak, sama masz zamiar wracać? Przecież o tej porze jest niebezpiecznie.- jak zwykle przezorna Amber pomyślała o najważniejszym.
-Spokojnie Ab, nic mi się nie stanie. Wezmę taksówkę.- Sue uśmiechnęła się do niej.
-No, nie wiem... To nie jest najlepszy pomysł, ktoś powonień z tobą pojechać...- teraz do naszej 'dyskusji' dołączył się Jake.
-Czy wy sobie zdajecie sprawę, że jeśli nadal będziecie tutaj tak stać i debetować nad tym, że ja pojadę do domu, bez względu na to co postanowicie, sama to wam wszystkie kluby pozamykają? Nie martwcie się, mogę do was dzwonić co pięć minut, czy coś, ale skończcie gadać, bo mi zimno! A teraz ładnie gęsiego,czy jakoś, iść i się bawić.- w między czasie wyciągnęła komórkę i teraz wybierała jakiś numer, przyłożyła aparat do ucha.- Dobry wieczór, poproszę taksówkę...
***
Sue dzwoniła, tak jak obiecała, co pięć minut i za każdym razem na inny telefon. Kiedy dojechała do domu odstawiła teatrzyk, ale co robić, kiedy czegoś tam zabrakło w mózgu?
-No, to na co czekamy? Wiem, jutro mamy kolejne castingi, ale dziś się zabawmy.- uśmiechnęłam się do moich towarzyszy.- Ach... Nie martwy się jutrem, dobra? Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam się bawić za dwoje, mam nawet taki rozkaz.- po raz kolejny posłałam im uśmiech.- Sprawdźmy co zdziała to cudeńko.- ze swojej małej torebki wyciągnęłam kartę VIP.
Sue
Weszłam do pustego mieszkania. Zdjęłam płaszcz i buty, z sypialni wzięłam bieliznę i piżamę. Szybko ruszyłam do łazienki by w końcu pozbyć się sukienki. Po dość szybkim prysznicu, postanowiłam zrobić sobie kakao. Kiedy weszłam do pokoju z kubkiem parującego napoju zauważyłam rzeczy wcześniej 'pozostawione' na mojej podłodze. Postawiłam kubek na komodzie i zaczęłam zbierać rozrzucone przedmioty. Przypomniałam sobie o moim odkryciu z gitarą i kiedy posprzątałam, wzięłam kubek i album. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Na pierwszym byliśmy my, ubieraliśmy choinkę, na kolejnym czytałam książkę, potem on z piłką. Potem znowu byłam ja, uśmiechnięta, jeszcze z burzą loków na głowie, wtedy byliśmy na spacerze z psami. To była dawna Zuza, roześmiana, szczęśliwa i przede wszystkim z poczuciem bezpieczeństwa, śmiało patrząca w przyszłość. Na tym zdjęciu stałam bokiem na drodze kamiennej, za mną rozciągał się las, miałam jedną nogę zgiętą w kolanie, dłonie złączone i zpowodnie opadające wzdłuż mojego tułowia. Poprzekładałam zdjęcia tak, że pierwsze przedstawiało mnie ze spaceru z psami, drugie jego, a trzecie nas. Dalej przeglądałam zdjęcia, popijając kakao, często ich dotykając przypominając sobie historię, którą uwieczniały. Ze stu procentową pewnością mogłam stwierdzić, że to MÓJ album. No tak, wziął wszystkie rzeczy z kartonu który tak starannie ukryłam. Odłożyłam album i uruchomiłam swojego laptopa. Weszłam w folder z naszymi nagraniami. oglądałam je sobie, jednoczeście płacząc i się uśmiechając.
6 października
Vic
Dziś od ranna siedzieliśmy na castingu. Dobrze znana nam sala teatralna, masa ludzi i ten pierdolony pulsujący ból w głowie. Co byśmy zrobili bez Sue , która kupiła dla nas dwie zgrzewki wody i kilka opakowań aspiryny. Nasz mały diabełek awansował na WIELKIEGO aniołka. Ja, Ab, Jake i Alex byliśmy wrakami, dosłownie. Ech... Przynajmniej impreza nam się udała, uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszej nocy. Dziś Sue zgodziła się usiąść z nami przy stole. Twierdziła, że musi nas pilnować i prawdę mówiąc, nie do końca jestem pewna czy to kłamstwo.
Często przyglądałam się Sue. Coś mi w jej zachowaniu nie grało, zauważyłam, że często bawi się swoją bransoletką z zawieszkami, lub krzyżykiem na szyi. Oczywiście wszytko, obowiązkowo srebrne. Nie wiem co ona ma do złota... Ale tu nie chodzi o metal z jakiego zostały wykonane te przedmioty, tylko to z kim są powiązane. Bransoletki i krzyżyka nie włożyła do pudła, z innymi pamiątkami. Krzyżyk był jego, co prawda to Sue mu go dała, ale należał do niego, bransoletka była Sue, ale to z nim ją kupiła. Cały czas była dziwnie zamyślona, oczywiście słuchała i oglądała ludzi występujących na scenie przed nią i systematycznie coś uzupełniała w swoim laptopie, ale była jakaś... Nieobecna... Wiedziałam! Coś wczoraj musiało się stać.
-Ludzie, skupcie się! To już ostatnia osoba.- wszyscy na informacje uzyskaną od mojej przyjaciółki się ożywili. W skupieniu i z uśmiechami na twarzy obserwowaliśmy ostatnią osobę na scenie. Szczerze? Był to naprawdę przystojny chłopak. Wymieniłam spojrzenia z Amber i Sue, obie pokiwały głowami, tak jakby czytały mi w myślach. Kiedy chłopak w końcu wyszedł (miałam już dość, chciałam w końcu odpocząć) .
-Ok, zostawiam wam laptopa, wybierzcie jakiś filmy, skoro już tutaj jesteśmy, a ja z Jake'iem pojedziemy po coś do jedzenia.- zadecydowała Sue.
Jake wypił wczoraj na tyle mało, że mógł prowadzić. Chwała Bogu. Chociaż głowa i tak go bolała, nie dziwię się, od wczorajszych naszych (czytaj moich i Alexa) wrzasków wprost do jego uszu, każdego by głowa bolała. Jake jako jedyny z nas miał prawo jazdy, ale rzadko jeździł. Dziś wziął samochód brata żeby potem nas wszystkich poodwozić do domów. Kiedy wyszli po kilku chwilach na palcach podeszłam do drzwi, gdy tylko zniknęli za zakrętem zaczęłam się za nimi skradać, jak tylko wyszli, upewniłam się jeszcze, że pojechali, poczekałam chwile i biegiem ruszyłam do sali.
-Z drogi!- krzyknęłam i dopadłam laptopa Sue. Na szczęście był już podłączony pod projektor.- Alex, stań na czatach. Nie wiadomo ile mamy czasu.- szybko odszukałam odpowiedni folder i zaczęłam im odtwarzać filmiki z przedstawień. Sue kiedyś grała, nawet mnie w to wciągnęła. Potrafiłam u niej przesiedzieć dwa miesiące tylko dlatego, że wciągnęła mnie w przedstawienie. Puściłam im kilka filmików z tą dawną Sue, na kilku z nich był On, a nawet ja. Pamiętam jak często siedziałam z nią w jej pokoju i przygotowałyśmy różne rzeczy na przedstawienie, często kładąc się późno, a wcześnie wstając. Pamiętam jak jej tato robił za szofera, jak jej mama nam gotowała, albo po prostu jak przychodziła nieraz wieczorami i nam pomagała.
-Przyjechali!- szybko wyłączyłam filmik który właśnie oglądaliśmy i otworzyłam folder z filmami ściągniętymi na jej komputer.
-Ok... To co w końcu oglądamy?- zaczęliśmy grać kłótnię przeglądając długą listę filmów Sue.
-Przecież już wam mówiłem z tysiąc razy! 'Szybcy i wściekli'!!!!- krzyknął Alex.
-Ona nie ma tego ściągniętego...- odpowiedziałam szybko.
-Jak to nie? A to, to co?- akurat teraz musiał się pojawić ten jebany film? Dlaczego?
-Ja wybiorę...- zaoferował się Jake. Tylko macie pozamykać oczy. Zamknęłam i czekałam. Po kilku minutach pozwolił nam je otworzyć.
-To co oglądamy?- zapytałam i spojrzałam na ekran.
-Nie!- krzyknęłam kiedy zobaczyłam napis 'Szybcy i wściekli'.- Co wy macie z tym filmem? Ile można to oglądać?
-O co Ci chodzi? Nie lubisz go?- zapytał mnie Jake.
-Och... Lubi, tylko ja mam na jego punkcie świra i chyba już z dziesięć razy go ze mną oglądała.- odpowiedziała z uśmiechem Sue.
-I to wszystkie części, a potem nawijanie przez nią jaki chce mieć samochód, jakie sceny jej podobały, dosłownie streszczała mi calutki film, tak jak bym go nie oglądała. No ile można?
-Trochę przysypiałaś.-po tych słowach Sue wszyscy się roześmieli.
-No co?
-Nic...- uśmiechnęła się do mnie Amber.
-Ona zna wszystkie dialogi! Nie oglądajmy tego.- nie ustępowałam.
-Nie prawda! Nie znam wszystkich. Tylko jakiś 98 procent.- pokazała mi język.
-Siedź cicho i oglądaj, z nami nie wygrasz.- na ja ich wszystkich powybijam! I jeszcze Amber przeciwko mnie? Z kim ja się zadaje?
7 października
Sue
Co za jebany idiota pisze do mnie o tej porze? Wzięłam telefon z szafki nocnej, spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam piękną liczbę 12:35. Ok, w ramach wyjaśnienia, to nadal jest kurewsko wcześnie, szczególnie, że do domu wróciłam o 3!
'Czyżby dziś wolne? Miłego odpoczynku, przyda Ci się po kolacji i castingu...'
Ożeż! I co ja mam zrobić? Najprawdopodobniej mój kalendarz ma jakiś zboczeniec czy coś... Zaczynam się bać. A co jeśli on mnie teraz obserwuje?
'Nie prościej byłoby mi oddać kalendarz? To chyba bardziej się opłaca od wysyłania tych sms-ów...'
Po co ja wo-gule pisałam do niego? Przecież miałam nie odpisywać. Telefon ma moim brzuchu zaczął wibrować. O kurwa! Odpisał?!
'Chciałem Ci oddać kalendarz, byłem nawet pod twoją szkołą... Teraz nie mam jak tego zrobić.'
Był pod moją szkołą? Ciekawe...
'Dlaczego nie możesz? Zniszczyłeś go czy coś?'
Wysłałam i czekałam.
'Nie... Jestem teraz w Ameryce ;)'
No i wszystko jasne.
'Podsumowując; mój kalendarz ma jakiś chłopak, który najprawdopodobniej jest pedofilem, zboczeńcem lub jest psychiczny, jest teraz w Ameryce, ma dostęp do pewnych osobistych informacji, nie wiem nawet ile ma lat, jak się nazywa i co zamierza zrobić z moim kalendarzem.'
Ciekawe co on sobie o mnie pomyśli... Pewnie, że mam nierówno pod kopułą...
'Nie jestem pedofilem, ani zboczeńcem i z tego co mi wiadomo nie jestem psychiczny. Mam 19 lat, jestem Niall i nie zamierzam nic robić z twoim kalendarzem. Jak wrócę to Ci go oddam.'
Wiec ma na imię Niall... Hmm... Chyba szybko nie odzyskam kalendarza...
~~~
Hej!
Zabijcie mnie... W tamtym tygodniu miał się pojawić rozdział, ale dostałam szlaban na komputer i nici. Dopiero w tym tygodniu udało mi się jakoś przekonać mamę (czytaj: poszłam do niej jak spała, pewnie odwołała, żebym jej dała spokój ;D ).
Ten rozdział jest dość długi, mam nadzieję, że choć w minimalnym stopniu wynagrodziłam wam niezapowiedzianą przerwę.
Ech... Zamierzam napisać rozdział i go dodać za jakiś 3, 4 dni, ale znając mnie nic z tego nie wyjdzie.
Jestem naprawdę zawiedziona, 13 pojawiła się 2 tygodnie temu, a pod nią 0 komentarzy, to naprawdę boli kiedy zdajesz sobie sprawę, że cała twoje praca idzie na marne, bo nikt nie czyta tego, na co ty poświęcasz godziny... Rozważam zakończenie bloga, to jeszcze nic pewnego, ale coraz częśej o tym myślę.
A zresztą, po co ja to pisze? I tak nikt tego nie czyta...
Dodaje rozdział w sobotę! Nie wiem co się stało ;)
Przypominam o tym, że naprawiłam obserwatorów i o zakładce 'Informowani'
Kocham Was ♥
Pataxxon
Kiedy w końcu wyszliśmy z restauracji nasza przyzwoita i jakże ułożona Susene Cherry zaczęła na środku chodnika skakać ze szczęście. Tak, dosłownie skakać.
-Jesteś idiotką.- stwierdził Alex i obrzucił ją spojrzeniem mówiącym, że ma coś nie tak z głową.- To jak, idziemy do tego klubu?
-Emmm... Bo... ja... Nie chce iść.- ostatnie trzy słowa powiedziała prawie szeptem. Nie rozumiem, co się z nią stało?
-Sue, coś się stało?- podeszłam do niej. Wcześniej wydawała się ucieszona tym wypadem.
-Nie, po prostu nie mam ochoty. Nie martw się.- postała mi jeden ze swoich wyćwiczonych uśmiechów, który miał za zadanie mnie uspokoić, ale przyniósł odwrotny efekt.
-Dobra, to nie idziemy...- stwierdziłam.
-Nie! Poradzę sobie sama, w końcu nie jestem małym dzieckiem, a poza tym ty kochasz imprezy i niby ja mam uwierzyć, że dobrowolnie sobie odpuścisz? Nie ma mowy. Ja jadę do domu, a ty dobrze się zabawić.- uśmiechnęła się do mnie, z iskierkami w oczach. Przytuliła mnie.- Masz misję... Baw się za nas obie.- wyszeptała mi do ucha, a kiedy się odsunęła puściła mi oczko, z wielkim uśmiechem na ustach.
-Ale jak? Tak, sama masz zamiar wracać? Przecież o tej porze jest niebezpiecznie.- jak zwykle przezorna Amber pomyślała o najważniejszym.
-Spokojnie Ab, nic mi się nie stanie. Wezmę taksówkę.- Sue uśmiechnęła się do niej.
-No, nie wiem... To nie jest najlepszy pomysł, ktoś powonień z tobą pojechać...- teraz do naszej 'dyskusji' dołączył się Jake.
-Czy wy sobie zdajecie sprawę, że jeśli nadal będziecie tutaj tak stać i debetować nad tym, że ja pojadę do domu, bez względu na to co postanowicie, sama to wam wszystkie kluby pozamykają? Nie martwcie się, mogę do was dzwonić co pięć minut, czy coś, ale skończcie gadać, bo mi zimno! A teraz ładnie gęsiego,czy jakoś, iść i się bawić.- w między czasie wyciągnęła komórkę i teraz wybierała jakiś numer, przyłożyła aparat do ucha.- Dobry wieczór, poproszę taksówkę...
***
Sue dzwoniła, tak jak obiecała, co pięć minut i za każdym razem na inny telefon. Kiedy dojechała do domu odstawiła teatrzyk, ale co robić, kiedy czegoś tam zabrakło w mózgu?
-No, to na co czekamy? Wiem, jutro mamy kolejne castingi, ale dziś się zabawmy.- uśmiechnęłam się do moich towarzyszy.- Ach... Nie martwy się jutrem, dobra? Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam się bawić za dwoje, mam nawet taki rozkaz.- po raz kolejny posłałam im uśmiech.- Sprawdźmy co zdziała to cudeńko.- ze swojej małej torebki wyciągnęłam kartę VIP.
Sue
Weszłam do pustego mieszkania. Zdjęłam płaszcz i buty, z sypialni wzięłam bieliznę i piżamę. Szybko ruszyłam do łazienki by w końcu pozbyć się sukienki. Po dość szybkim prysznicu, postanowiłam zrobić sobie kakao. Kiedy weszłam do pokoju z kubkiem parującego napoju zauważyłam rzeczy wcześniej 'pozostawione' na mojej podłodze. Postawiłam kubek na komodzie i zaczęłam zbierać rozrzucone przedmioty. Przypomniałam sobie o moim odkryciu z gitarą i kiedy posprzątałam, wzięłam kubek i album. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Na pierwszym byliśmy my, ubieraliśmy choinkę, na kolejnym czytałam książkę, potem on z piłką. Potem znowu byłam ja, uśmiechnięta, jeszcze z burzą loków na głowie, wtedy byliśmy na spacerze z psami. To była dawna Zuza, roześmiana, szczęśliwa i przede wszystkim z poczuciem bezpieczeństwa, śmiało patrząca w przyszłość. Na tym zdjęciu stałam bokiem na drodze kamiennej, za mną rozciągał się las, miałam jedną nogę zgiętą w kolanie, dłonie złączone i zpowodnie opadające wzdłuż mojego tułowia. Poprzekładałam zdjęcia tak, że pierwsze przedstawiało mnie ze spaceru z psami, drugie jego, a trzecie nas. Dalej przeglądałam zdjęcia, popijając kakao, często ich dotykając przypominając sobie historię, którą uwieczniały. Ze stu procentową pewnością mogłam stwierdzić, że to MÓJ album. No tak, wziął wszystkie rzeczy z kartonu który tak starannie ukryłam. Odłożyłam album i uruchomiłam swojego laptopa. Weszłam w folder z naszymi nagraniami. oglądałam je sobie, jednoczeście płacząc i się uśmiechając.
6 października
Vic
Dziś od ranna siedzieliśmy na castingu. Dobrze znana nam sala teatralna, masa ludzi i ten pierdolony pulsujący ból w głowie. Co byśmy zrobili bez Sue , która kupiła dla nas dwie zgrzewki wody i kilka opakowań aspiryny. Nasz mały diabełek awansował na WIELKIEGO aniołka. Ja, Ab, Jake i Alex byliśmy wrakami, dosłownie. Ech... Przynajmniej impreza nam się udała, uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszej nocy. Dziś Sue zgodziła się usiąść z nami przy stole. Twierdziła, że musi nas pilnować i prawdę mówiąc, nie do końca jestem pewna czy to kłamstwo.
Często przyglądałam się Sue. Coś mi w jej zachowaniu nie grało, zauważyłam, że często bawi się swoją bransoletką z zawieszkami, lub krzyżykiem na szyi. Oczywiście wszytko, obowiązkowo srebrne. Nie wiem co ona ma do złota... Ale tu nie chodzi o metal z jakiego zostały wykonane te przedmioty, tylko to z kim są powiązane. Bransoletki i krzyżyka nie włożyła do pudła, z innymi pamiątkami. Krzyżyk był jego, co prawda to Sue mu go dała, ale należał do niego, bransoletka była Sue, ale to z nim ją kupiła. Cały czas była dziwnie zamyślona, oczywiście słuchała i oglądała ludzi występujących na scenie przed nią i systematycznie coś uzupełniała w swoim laptopie, ale była jakaś... Nieobecna... Wiedziałam! Coś wczoraj musiało się stać.
-Ludzie, skupcie się! To już ostatnia osoba.- wszyscy na informacje uzyskaną od mojej przyjaciółki się ożywili. W skupieniu i z uśmiechami na twarzy obserwowaliśmy ostatnią osobę na scenie. Szczerze? Był to naprawdę przystojny chłopak. Wymieniłam spojrzenia z Amber i Sue, obie pokiwały głowami, tak jakby czytały mi w myślach. Kiedy chłopak w końcu wyszedł (miałam już dość, chciałam w końcu odpocząć) .
-Ok, zostawiam wam laptopa, wybierzcie jakiś filmy, skoro już tutaj jesteśmy, a ja z Jake'iem pojedziemy po coś do jedzenia.- zadecydowała Sue.
Jake wypił wczoraj na tyle mało, że mógł prowadzić. Chwała Bogu. Chociaż głowa i tak go bolała, nie dziwię się, od wczorajszych naszych (czytaj moich i Alexa) wrzasków wprost do jego uszu, każdego by głowa bolała. Jake jako jedyny z nas miał prawo jazdy, ale rzadko jeździł. Dziś wziął samochód brata żeby potem nas wszystkich poodwozić do domów. Kiedy wyszli po kilku chwilach na palcach podeszłam do drzwi, gdy tylko zniknęli za zakrętem zaczęłam się za nimi skradać, jak tylko wyszli, upewniłam się jeszcze, że pojechali, poczekałam chwile i biegiem ruszyłam do sali.
-Z drogi!- krzyknęłam i dopadłam laptopa Sue. Na szczęście był już podłączony pod projektor.- Alex, stań na czatach. Nie wiadomo ile mamy czasu.- szybko odszukałam odpowiedni folder i zaczęłam im odtwarzać filmiki z przedstawień. Sue kiedyś grała, nawet mnie w to wciągnęła. Potrafiłam u niej przesiedzieć dwa miesiące tylko dlatego, że wciągnęła mnie w przedstawienie. Puściłam im kilka filmików z tą dawną Sue, na kilku z nich był On, a nawet ja. Pamiętam jak często siedziałam z nią w jej pokoju i przygotowałyśmy różne rzeczy na przedstawienie, często kładąc się późno, a wcześnie wstając. Pamiętam jak jej tato robił za szofera, jak jej mama nam gotowała, albo po prostu jak przychodziła nieraz wieczorami i nam pomagała.
-Przyjechali!- szybko wyłączyłam filmik który właśnie oglądaliśmy i otworzyłam folder z filmami ściągniętymi na jej komputer.
-Ok... To co w końcu oglądamy?- zaczęliśmy grać kłótnię przeglądając długą listę filmów Sue.
-Przecież już wam mówiłem z tysiąc razy! 'Szybcy i wściekli'!!!!- krzyknął Alex.
-Ona nie ma tego ściągniętego...- odpowiedziałam szybko.
-Jak to nie? A to, to co?- akurat teraz musiał się pojawić ten jebany film? Dlaczego?
-Ja wybiorę...- zaoferował się Jake. Tylko macie pozamykać oczy. Zamknęłam i czekałam. Po kilku minutach pozwolił nam je otworzyć.
-To co oglądamy?- zapytałam i spojrzałam na ekran.
-Nie!- krzyknęłam kiedy zobaczyłam napis 'Szybcy i wściekli'.- Co wy macie z tym filmem? Ile można to oglądać?
-O co Ci chodzi? Nie lubisz go?- zapytał mnie Jake.
-Och... Lubi, tylko ja mam na jego punkcie świra i chyba już z dziesięć razy go ze mną oglądała.- odpowiedziała z uśmiechem Sue.
-I to wszystkie części, a potem nawijanie przez nią jaki chce mieć samochód, jakie sceny jej podobały, dosłownie streszczała mi calutki film, tak jak bym go nie oglądała. No ile można?
-Trochę przysypiałaś.-po tych słowach Sue wszyscy się roześmieli.
-No co?
-Nic...- uśmiechnęła się do mnie Amber.
-Ona zna wszystkie dialogi! Nie oglądajmy tego.- nie ustępowałam.
-Nie prawda! Nie znam wszystkich. Tylko jakiś 98 procent.- pokazała mi język.
-Siedź cicho i oglądaj, z nami nie wygrasz.- na ja ich wszystkich powybijam! I jeszcze Amber przeciwko mnie? Z kim ja się zadaje?
7 października
Sue
Co za jebany idiota pisze do mnie o tej porze? Wzięłam telefon z szafki nocnej, spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam piękną liczbę 12:35. Ok, w ramach wyjaśnienia, to nadal jest kurewsko wcześnie, szczególnie, że do domu wróciłam o 3!
'Czyżby dziś wolne? Miłego odpoczynku, przyda Ci się po kolacji i castingu...'
Ożeż! I co ja mam zrobić? Najprawdopodobniej mój kalendarz ma jakiś zboczeniec czy coś... Zaczynam się bać. A co jeśli on mnie teraz obserwuje?
'Nie prościej byłoby mi oddać kalendarz? To chyba bardziej się opłaca od wysyłania tych sms-ów...'
Po co ja wo-gule pisałam do niego? Przecież miałam nie odpisywać. Telefon ma moim brzuchu zaczął wibrować. O kurwa! Odpisał?!
'Chciałem Ci oddać kalendarz, byłem nawet pod twoją szkołą... Teraz nie mam jak tego zrobić.'
Był pod moją szkołą? Ciekawe...
'Dlaczego nie możesz? Zniszczyłeś go czy coś?'
Wysłałam i czekałam.
'Nie... Jestem teraz w Ameryce ;)'
No i wszystko jasne.
'Podsumowując; mój kalendarz ma jakiś chłopak, który najprawdopodobniej jest pedofilem, zboczeńcem lub jest psychiczny, jest teraz w Ameryce, ma dostęp do pewnych osobistych informacji, nie wiem nawet ile ma lat, jak się nazywa i co zamierza zrobić z moim kalendarzem.'
Ciekawe co on sobie o mnie pomyśli... Pewnie, że mam nierówno pod kopułą...
'Nie jestem pedofilem, ani zboczeńcem i z tego co mi wiadomo nie jestem psychiczny. Mam 19 lat, jestem Niall i nie zamierzam nic robić z twoim kalendarzem. Jak wrócę to Ci go oddam.'
Wiec ma na imię Niall... Hmm... Chyba szybko nie odzyskam kalendarza...
~~~
Hej!
Zabijcie mnie... W tamtym tygodniu miał się pojawić rozdział, ale dostałam szlaban na komputer i nici. Dopiero w tym tygodniu udało mi się jakoś przekonać mamę (czytaj: poszłam do niej jak spała, pewnie odwołała, żebym jej dała spokój ;D ).
Ten rozdział jest dość długi, mam nadzieję, że choć w minimalnym stopniu wynagrodziłam wam niezapowiedzianą przerwę.
Ech... Zamierzam napisać rozdział i go dodać za jakiś 3, 4 dni, ale znając mnie nic z tego nie wyjdzie.
Jestem naprawdę zawiedziona, 13 pojawiła się 2 tygodnie temu, a pod nią 0 komentarzy, to naprawdę boli kiedy zdajesz sobie sprawę, że cała twoje praca idzie na marne, bo nikt nie czyta tego, na co ty poświęcasz godziny... Rozważam zakończenie bloga, to jeszcze nic pewnego, ale coraz częśej o tym myślę.
A zresztą, po co ja to pisze? I tak nikt tego nie czyta...
Dodaje rozdział w sobotę! Nie wiem co się stało ;)
Przypominam o tym, że naprawiłam obserwatorów i o zakładce 'Informowani'
Kocham Was ♥
Pataxxon
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Trzynasty
1 października
Po raz kolejny wybrałam numer Louisa i przyłożyłam aparat do ucha. W głośniku rozbrzmiał głos automatu informujący o tym, że zacny pan Tomlinson, po prostu wyłączył swój telefon! Co za człowiek? Najpierw dzwoni nagle do mnie, wypytuje się o Sue, wie, że zgubiła kalendarz, a teraz wyłączył swój pieprzony telefon bez żadnych wytłumaczeń? Co za...
-VICTORIA!!! Jake po Ciebie przyszedł!- co? Jake? Ach... No tak... Mieliśmy razem iść na casting. Sue jak zwykle pokazała swój upór i stwierdziła, że pod żadnym pozorem na niego nie przyjedzie. Na szczęście Alex, rycerz w białej zbroi, wymyślił jakiś plan by tego małego, zakutego, skrzata wyciągnąć z domu. Dziś ma się odbyć pierwsza część przesłuchań. Jake wszedł do mojego królestwa.
-Sue nadal nie chce iść?- zapytał. Odruchowo spojrzałam na drzwi. Na szczęście były zamknięte.
-Ychym... Alex ma się zjawić lada moment.- jak by na potwierdzenie moich słów rozległo się głośne pukanie.
Uchyliłam lekko drzwi i wyjrzałam przez powstałą szparę. Poczułam jak Jake podchodzi i wygląda przez szparę powyżej mojej głowy.
-Alex? Co ty tutaj robisz?- zapytała zdziwiona szatynka.
-Zabieram Cię na casting.- Alex stwierdził z prostotą i posłał jej swój uśmiech. Ona zareagowała błyskawicznie na jego słowa i usiekła do pokoju. Chłopak nic sobie z tego nie robiąc wszedł do mieszkania, zamknął drzwi i rzucił nam spojrzenie pełne litości.- Już nie musicie się tak kryć. Wyjdźcie.
Spojrzeliśmy na siebie z Jake'iem i wyszliśmy. Alex podszedł do drzwi od sypialni mojej przyjaciółki i z lekkim wysiłkiem je otworzył. Sue na 100% trzymała klamkę., Teraz znowu rzuciła się sprintem, tylko, że do swojego łóżka, złapała się zagłówka, ale i z tym Alex poradził sobie zadziwiająco szybko. Moja przyjaciółka w akcie desperacji chwaciła poduszkę, ale chłopak szybko, jak gdyby nigdy nic, ją sobie przerzucił przez ramie. Widok był warty Oscara. Sue zwisała bezwładnie z ramienia Alexa z poduszką przyciśniętą do piersi, a on? Szczerzyło się jak debil.
-Vic, założysz jej buty?
-Echem..- kiedy tylko się zbliżam do nogi szatynki ta zaczęła nimi kopać.- Jake, byłbyś tak miły przestać bawić się w fotografa i mi pomóc?- z jego pomącą poszło, zdecydowanie łatwiej. Sue, już po chwili miała na nogach buty.
-VICTORIA! JAKE! Myślałam, że chociaż wy mi pomożecie! Jak możecie być po jego stronie?!- czyżby panna Cherry próbowała w nas wzbudzić poczucie winy?
-Ależ my to robimy dla twojego dobra.- posłałam jej uśmiech.
-Ok... Idziemy. Nie będziemy jej wkładać płaszcza i tak jedziemy samochodem, a wątpię czy by nam pomogła... Zapewne szybciej by zleciała z mojego ramienia....- szybko się ubrałam i wyszliśmy. Przez całą drogę na zewnątrz Sue próbowała się uwolnić z silnych ramion Alexa.- Nie kręć się tak, bo sobie krzywdę zrobisz.
-To mnie może postaw na ziemię, idioto.
-Nie, bo w tedy uciekniesz.- Alex wsadził ją na tylne siedzenie i po odpowiednim 'zabezpieczeniu' Sue odjechaliśmy.
***
Sue
Tkwiłam w ostatnim rzędzie, naszego mini teatru szkolnego Kompletnie nie wiedziałam po co tu siedzę. Dla mnie to nie miało sensu. Ludzie na scenie dawali z siebie wszytko, podziwiałam ich i prowadziłam własną ocenę. Wiem, że jak bym tylko chciała to bym mogła siedzieć tam, na dole przy stole, gdzie moi przyjaciele, ale to nie było w moim stylu. Chyba po prostu bałam się tego brzemienia, poczucia nienależnej posady, które by na mnie wywierało, każde jednorazowe spojrzenie na scenę i na człowieka tam stojącego. Wolałam ukryta siedzieć sobie w ostatnim rzędzie, z poduszką zabraną z mieszkanie pod plecami i oświetlając sobie latarką w telefonie plik kartek na moich kolanach, by cokolwiek zapisać. Obserwowałam po cichu i każdemu z całego serca mu kibicując. Byłam obiektywna, wiedziałam, że nikt tego nie zobaczy i mogę napisać to za pomocą cyferek to, co naprawdę myślę.
-Jak dostanę buziaka, to się poświęcę i oferuję Ci jedyną, niepowtarzalną, wyjątkową, kawę lattę!- odwróciłam z wielkim uśmiechem twarz w kierunku Alexa. W obu dłoniach trzymał kawę na wynos. Pochylił się, tak bym mogła go cmoknąć w policzek. Na nanosekundę dotknęłam ustami jego skóry i 'wykradłam' mu kawę.
-Dziękuje. A teraz spadaj! To moje miejsce byłam pierwsza.- zrobiłam wszytko by w ton mojego głosu włożyć jak najwięcej powagi i groźby, ale niestety, uśmiech który z każdym słowem coraz bardziej poszerzał się na mojej twarzy zniszczył efekt. Upiłam łyk kawy, i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest odpowiednio posłodzona.
-Dlaczego nie chciałaś tutaj przyjść? A jak już tutaj Ciebie przyniosłem, to dlaczego uciekłaś od nas?
-To nie dla mnie. Nie mogłabym tam siedzieć i powiedzieć komuś, że to co zaprezentował, po prostu mi się nie podobało, nie mogłabym obserwować jak jego mina ze zniecierpliwionej zmienia się w zawiedzioną.- spojrzałam z wahaniem na jego twarz. Wyglądał na zamyślonego.
-Chyba rozumiem. Nie chcesz sprawić komuś przykrości?- pokiwałam lekko głową.
-A teraz się zamknij, bo nic nie słyszę.- zaśmiał się, ale zamilkł kiedy posłałam mu spojrzenie mające go zabić. Chyba muszę iść do okulisty, bo coś się w moim morderczym spojrzeniu popsuło... ***
5 października
Poczułam wibracje w kieszeni moich dżinsów, wyciągnęłam urządzenie i ze zdziwieniem zobaczyłam, że ktoś mi wysłał z nieznanego numeru sms-a. Szybko palcem odblokowałam ekran, mojego dotykowego, już trochę wysłużonego telefonu (tak nadal nie przyjęłam 'prezentu' od Artura) i otworzyłam wiadomość:
'Nie zapomnij o dzisiejszej kolacji z cytuje'nadętym ważniakiem' Powodzenia...'
O co tu kurwa chodzi? Kilka razy, tak dla pewności przeczytałam wiadomość. Świetnie, mój kalendarz ma jakiś psychopata. Może jak będę udawać, że nie widzę tych sms-ów od niego, nie będzie pisał? Tak to jest myśl... Pomimo tego, że najprawdopodobniej był psycholem, to miał rację. Kolacja była coraz bliżej, a ja powinnam w końcu zacząć się przygotowywać. Otworzyłam szafę i mój wzrok mimowolnie padł na instrument na jej dnie. Była identyczna, kropla w krople jak ta w Polsce. Wzięłam ją i obróciłam tak by widzieć ją od tyły. Uważnie przyjrzałam się miejscu gdzie pudło łączy się z gryfem i była tam mała ryska. Ryska dzięki której mogłam rozróżnić MOJĄ gitarę. To była ona! Jak Artur ją zabrał z Polski? Przecież ja ją zakopałam na strychu, tak by nikt nie mógł jej znaleźć. A jednak on ją znalazł. Zdezorientowana odłożyłam gitarę i zaczęłam grzebać w pudle. Szybko znalazłam mój stary zeszyt z flagą U.K., następną rzeczą był zestaw moich kostek do gry. Skąd on ma te rzeczy?! Ze zdziwieniem wysypałam całą pozostałą zawartość kartonu da dywan. Moje słuchawki i MP3, książka do nauki gry na gitarze oraz ku mojemu szczeremu zaskoczeniu list. Drżącymi rękoma rozdarłam nieporadnie kopertę, rozłożyłam kartkę i ujrzałam pismo Artura. Jednocześnie mnie to ucieszyło i zasmuciło.
-Sue! Co ty wyprawiasz? Szybko, ubieraj się. Nie mamy czasu.- odłożyłam list na dywan i zaczęłam przygotowania do kolacji...
~~~
Debil w akcji, czyli Pataxxon przedstawia!
Przepraszam... rozdział, miał pojawić się wczoraj, ale byłam tak zmęczona, że po prostu nie dałam rady...
W planach miałam, by ten rozdział był zabawny, ciekawy i długi, ale wyszło jak zawsze...
Naprawiłam obserwatorów, jak zauważyliście dodałam nowe zakładki...
Teraz postaram się troszeczkę nadgonić i dodawać częściej rozdziały. Ale niczego nie obiecuje, z weną jak zwykle u mnie krucho ;)
Do zobaczenia ;*
-Sue nadal nie chce iść?- zapytał. Odruchowo spojrzałam na drzwi. Na szczęście były zamknięte.
-Ychym... Alex ma się zjawić lada moment.- jak by na potwierdzenie moich słów rozległo się głośne pukanie.
Uchyliłam lekko drzwi i wyjrzałam przez powstałą szparę. Poczułam jak Jake podchodzi i wygląda przez szparę powyżej mojej głowy.
-Alex? Co ty tutaj robisz?- zapytała zdziwiona szatynka.
-Zabieram Cię na casting.- Alex stwierdził z prostotą i posłał jej swój uśmiech. Ona zareagowała błyskawicznie na jego słowa i usiekła do pokoju. Chłopak nic sobie z tego nie robiąc wszedł do mieszkania, zamknął drzwi i rzucił nam spojrzenie pełne litości.- Już nie musicie się tak kryć. Wyjdźcie.
Spojrzeliśmy na siebie z Jake'iem i wyszliśmy. Alex podszedł do drzwi od sypialni mojej przyjaciółki i z lekkim wysiłkiem je otworzył. Sue na 100% trzymała klamkę., Teraz znowu rzuciła się sprintem, tylko, że do swojego łóżka, złapała się zagłówka, ale i z tym Alex poradził sobie zadziwiająco szybko. Moja przyjaciółka w akcie desperacji chwaciła poduszkę, ale chłopak szybko, jak gdyby nigdy nic, ją sobie przerzucił przez ramie. Widok był warty Oscara. Sue zwisała bezwładnie z ramienia Alexa z poduszką przyciśniętą do piersi, a on? Szczerzyło się jak debil.
-Vic, założysz jej buty?
-Echem..- kiedy tylko się zbliżam do nogi szatynki ta zaczęła nimi kopać.- Jake, byłbyś tak miły przestać bawić się w fotografa i mi pomóc?- z jego pomącą poszło, zdecydowanie łatwiej. Sue, już po chwili miała na nogach buty.
-VICTORIA! JAKE! Myślałam, że chociaż wy mi pomożecie! Jak możecie być po jego stronie?!- czyżby panna Cherry próbowała w nas wzbudzić poczucie winy?
-Ależ my to robimy dla twojego dobra.- posłałam jej uśmiech.
-Ok... Idziemy. Nie będziemy jej wkładać płaszcza i tak jedziemy samochodem, a wątpię czy by nam pomogła... Zapewne szybciej by zleciała z mojego ramienia....- szybko się ubrałam i wyszliśmy. Przez całą drogę na zewnątrz Sue próbowała się uwolnić z silnych ramion Alexa.- Nie kręć się tak, bo sobie krzywdę zrobisz.
-To mnie może postaw na ziemię, idioto.
-Nie, bo w tedy uciekniesz.- Alex wsadził ją na tylne siedzenie i po odpowiednim 'zabezpieczeniu' Sue odjechaliśmy.
***
Sue
Tkwiłam w ostatnim rzędzie, naszego mini teatru szkolnego Kompletnie nie wiedziałam po co tu siedzę. Dla mnie to nie miało sensu. Ludzie na scenie dawali z siebie wszytko, podziwiałam ich i prowadziłam własną ocenę. Wiem, że jak bym tylko chciała to bym mogła siedzieć tam, na dole przy stole, gdzie moi przyjaciele, ale to nie było w moim stylu. Chyba po prostu bałam się tego brzemienia, poczucia nienależnej posady, które by na mnie wywierało, każde jednorazowe spojrzenie na scenę i na człowieka tam stojącego. Wolałam ukryta siedzieć sobie w ostatnim rzędzie, z poduszką zabraną z mieszkanie pod plecami i oświetlając sobie latarką w telefonie plik kartek na moich kolanach, by cokolwiek zapisać. Obserwowałam po cichu i każdemu z całego serca mu kibicując. Byłam obiektywna, wiedziałam, że nikt tego nie zobaczy i mogę napisać to za pomocą cyferek to, co naprawdę myślę.
-Jak dostanę buziaka, to się poświęcę i oferuję Ci jedyną, niepowtarzalną, wyjątkową, kawę lattę!- odwróciłam z wielkim uśmiechem twarz w kierunku Alexa. W obu dłoniach trzymał kawę na wynos. Pochylił się, tak bym mogła go cmoknąć w policzek. Na nanosekundę dotknęłam ustami jego skóry i 'wykradłam' mu kawę.
-Dziękuje. A teraz spadaj! To moje miejsce byłam pierwsza.- zrobiłam wszytko by w ton mojego głosu włożyć jak najwięcej powagi i groźby, ale niestety, uśmiech który z każdym słowem coraz bardziej poszerzał się na mojej twarzy zniszczył efekt. Upiłam łyk kawy, i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest odpowiednio posłodzona.
-Dlaczego nie chciałaś tutaj przyjść? A jak już tutaj Ciebie przyniosłem, to dlaczego uciekłaś od nas?
-To nie dla mnie. Nie mogłabym tam siedzieć i powiedzieć komuś, że to co zaprezentował, po prostu mi się nie podobało, nie mogłabym obserwować jak jego mina ze zniecierpliwionej zmienia się w zawiedzioną.- spojrzałam z wahaniem na jego twarz. Wyglądał na zamyślonego.
-Chyba rozumiem. Nie chcesz sprawić komuś przykrości?- pokiwałam lekko głową.
-A teraz się zamknij, bo nic nie słyszę.- zaśmiał się, ale zamilkł kiedy posłałam mu spojrzenie mające go zabić. Chyba muszę iść do okulisty, bo coś się w moim morderczym spojrzeniu popsuło... ***
5 października
Poczułam wibracje w kieszeni moich dżinsów, wyciągnęłam urządzenie i ze zdziwieniem zobaczyłam, że ktoś mi wysłał z nieznanego numeru sms-a. Szybko palcem odblokowałam ekran, mojego dotykowego, już trochę wysłużonego telefonu (tak nadal nie przyjęłam 'prezentu' od Artura) i otworzyłam wiadomość:
'Nie zapomnij o dzisiejszej kolacji z cytuje'nadętym ważniakiem' Powodzenia...'
O co tu kurwa chodzi? Kilka razy, tak dla pewności przeczytałam wiadomość. Świetnie, mój kalendarz ma jakiś psychopata. Może jak będę udawać, że nie widzę tych sms-ów od niego, nie będzie pisał? Tak to jest myśl... Pomimo tego, że najprawdopodobniej był psycholem, to miał rację. Kolacja była coraz bliżej, a ja powinnam w końcu zacząć się przygotowywać. Otworzyłam szafę i mój wzrok mimowolnie padł na instrument na jej dnie. Była identyczna, kropla w krople jak ta w Polsce. Wzięłam ją i obróciłam tak by widzieć ją od tyły. Uważnie przyjrzałam się miejscu gdzie pudło łączy się z gryfem i była tam mała ryska. Ryska dzięki której mogłam rozróżnić MOJĄ gitarę. To była ona! Jak Artur ją zabrał z Polski? Przecież ja ją zakopałam na strychu, tak by nikt nie mógł jej znaleźć. A jednak on ją znalazł. Zdezorientowana odłożyłam gitarę i zaczęłam grzebać w pudle. Szybko znalazłam mój stary zeszyt z flagą U.K., następną rzeczą był zestaw moich kostek do gry. Skąd on ma te rzeczy?! Ze zdziwieniem wysypałam całą pozostałą zawartość kartonu da dywan. Moje słuchawki i MP3, książka do nauki gry na gitarze oraz ku mojemu szczeremu zaskoczeniu list. Drżącymi rękoma rozdarłam nieporadnie kopertę, rozłożyłam kartkę i ujrzałam pismo Artura. Jednocześnie mnie to ucieszyło i zasmuciło.
-Sue! Co ty wyprawiasz? Szybko, ubieraj się. Nie mamy czasu.- odłożyłam list na dywan i zaczęłam przygotowania do kolacji...
~~~
Debil w akcji, czyli Pataxxon przedstawia!
Przepraszam... rozdział, miał pojawić się wczoraj, ale byłam tak zmęczona, że po prostu nie dałam rady...
W planach miałam, by ten rozdział był zabawny, ciekawy i długi, ale wyszło jak zawsze...
Naprawiłam obserwatorów, jak zauważyliście dodałam nowe zakładki...
Teraz postaram się troszeczkę nadgonić i dodawać częściej rozdziały. Ale niczego nie obiecuje, z weną jak zwykle u mnie krucho ;)
Do zobaczenia ;*
niedziela, 14 lipca 2013
Dwunasty
29 września
Za pół godziny mieliśmy mieć kolejne spotkanie, a Sue buszowała po całym domu.
-Co się stało?- byłam zdziwiona kiedy zaczęła wyrzucać moja szufladę z bielizną.
-Chyba zgubiłam swój kalendarz...- mruknęła i rozejrzała się po pokoju.
-Spokojnie, z tego co pamiętam napisałaś tam swój numer telefonu...- pokiwała z zamyśleniem głową.- Więc ten ktoś kto go znalazł się z tobą skontaktuje, nie uważasz?
-Chyba masz rację.- odpowiedziała mi nadal nie dość przekonana.
-Kiedy go zgubiłaś?
-Wczoraj, jak wracałam. No tak! Wpadłam na takiego chłopaka, a miałam niezamkniętą torebkę... Nie chciała się dopchnąć, a ja nie miałam czasu układać tam rzeczy. To na pewno wtedy... Mam nadzieję, że ten chłopak się odezwie, a przede wszystkim, że go zabrał.
1 października
Niall
Stałem pod szkołą i czekałem. Uczniowie wychodzili z niej grupkami, ale nigdzie nie widziałem Susane. Nagle wśród zamętu usłyszałem śmiech. Odwróciłem w tamtą stronę głowę, To ona... Śmiała się z czegoś wchodząc do autobusu, Cholera jasna! Autobus ruszył, a moje auto było zaparkowane kawałek z tond. Zrezygnowany zacząłem wędrówkę do swojego pojazdu. Za kilka godzin będę w samolocie... Jak ja jej oddam ten kalendarz? I jeszcze mój telefon zaczął dzwonić.
-Tak?- rzuciłem otwierając samochód.
-Hej, Niall. Wiesz jaki dziś jest dzień?- jak zwykle Liam próbował nas wszystkich pozbierać do kupy.
-Tak, wiem Li. Dziś jest poniedziałek...- uśmiechnęłam się.
-Niall! Nie żartuj, wiesz, że dziś wylatujemy?- zapytał lekko zdenerwowany.
-Tak, spokojnie. Nie zapomniałem.
-A spakowałeś się? I gdzie ty do cholery jesteś?- o co mu chodzi?
-Prawie, jeszcze tylko kilka rzeczy. O co Ci chodzi?
-Och... O nic. Tylko stoję przed twoim apartamentem.- o kurwa!
-Już jadę. Później Ci wszytko wytłumaczę.
***
Siedzieliśmy w samolocie, a ja streszczałem Li ostatnie wydarzenia.
-Pokaż mi ten kalendarz.- podałem mu przedmiot. Otworzył tam gdzie są dane.- Ty idioto! Tutaj jest jej numer, mogłeś po prostu do niej zadzwonić i się z nią umówić.
-No, ale... Ja...
-Nie zauważyłeś go?- skąd on to wiedział? Pokiwałem głową zawstydzony.
-Nawet jeśli bym go zobaczył, to bym się wstydził...- zwiesiłem głowę.
-Och... Horan... I co ja mam z tobą zrobić?- zapytał zatroskany.
-Co jest?- Harry dosłownie wsadził pomiędzy nas swoją głowę.- Horan co z tobą, czyżbyś się zakochał?- spojrzałem na niego jak na debila, ale ten już stracił mną zainteresowanie. Wyrwał Liam'owi kalendarz i uciekł do łazienki.
-Horan! Kim jest Susane Cherry?!- no to tyle z dyskrecją.
-Kto? Weź powtórz!- odkrzyknął mu Lou.
-SUSANE CHERRY! A co?- ciągle krzyczał z ubikacji.
-Zamknij się Styles! Musze gdzieś zadzwonić.- Tomlinson wyciągnął swój telefon i zaczął czegoś tam szukać, najprawdopodobniej numeru telefony.- Em... Victoria?- o co tu kurwa chodzi?!
Louis
-Em... Victoria?- zapytałem, dla formalności.
-Tak, kto mówi?- pod drugiej stronie usłyszałem głos rudowłosej.
-Louis Tomlinson, ten sam który wpadł na Sue. Mam do Ciebie pytanie.- uśmiechnąłem się na wspomnienie wkurzonej twarzy szatynki.
-Ok, pytaj, tylko jak to będzie coś zboczonego to rzucę w Ciebie patelnią!- w głośniku rozbrzmiał jej śmiech.- I tak, dorzucę.
-Nie, to nic zboczonego. Mam pytanie, Sue nazywa się Susane Cherry, prawda?
-No tak. Nie rozumiem po co Ci to?- w jej głosie dało się słyszeć zdziwienie.
-A nie zgubiła niedawno kalendarza? Takiego czarnego...- dalej pytałem.
-Tak, ale wytłumacz mi skąd ty do jasnej cholery wiesz?!- była nieźle wkurzona.
-Muszę kończyć. Pa.- i się rozłączyłem.- Harry daj mi ten kalendarz!
~~~
Hej!
Wiem, rozdział jest, ale mega krótki. Sama dobie się dziwie, że zdążyłam.
Jutro wyjeżdżam, ale mimo to napisałam.
Wiem, nie jest zachwycający, ale się naprawdę starałam...
Blog miał sporo wejść po ostatnim poście, a wiecie ilu komentarzy się naliczyłam pod 11? A ty was zaskoczę. Calutkie okrągłe 0. Nigdy nie zrobię x komentarzy = nn, wiem, że mój blog nie jest najciekawszy czy coś, ale wcześniej był chociaż jeden komentarz. Miałam nie dodawać tego rozdziału, ale się sprężyłam...
Następny rozdział pojawi się jak wrócę. Przepraszam, nie zdążyłam napisać na zapas...
Kocham Was ♥
Pataxxon
Za pół godziny mieliśmy mieć kolejne spotkanie, a Sue buszowała po całym domu.
-Co się stało?- byłam zdziwiona kiedy zaczęła wyrzucać moja szufladę z bielizną.
-Chyba zgubiłam swój kalendarz...- mruknęła i rozejrzała się po pokoju.
-Spokojnie, z tego co pamiętam napisałaś tam swój numer telefonu...- pokiwała z zamyśleniem głową.- Więc ten ktoś kto go znalazł się z tobą skontaktuje, nie uważasz?
-Chyba masz rację.- odpowiedziała mi nadal nie dość przekonana.
-Kiedy go zgubiłaś?
-Wczoraj, jak wracałam. No tak! Wpadłam na takiego chłopaka, a miałam niezamkniętą torebkę... Nie chciała się dopchnąć, a ja nie miałam czasu układać tam rzeczy. To na pewno wtedy... Mam nadzieję, że ten chłopak się odezwie, a przede wszystkim, że go zabrał.
1 października
Niall
Stałem pod szkołą i czekałem. Uczniowie wychodzili z niej grupkami, ale nigdzie nie widziałem Susane. Nagle wśród zamętu usłyszałem śmiech. Odwróciłem w tamtą stronę głowę, To ona... Śmiała się z czegoś wchodząc do autobusu, Cholera jasna! Autobus ruszył, a moje auto było zaparkowane kawałek z tond. Zrezygnowany zacząłem wędrówkę do swojego pojazdu. Za kilka godzin będę w samolocie... Jak ja jej oddam ten kalendarz? I jeszcze mój telefon zaczął dzwonić.
-Tak?- rzuciłem otwierając samochód.
-Hej, Niall. Wiesz jaki dziś jest dzień?- jak zwykle Liam próbował nas wszystkich pozbierać do kupy.
-Tak, wiem Li. Dziś jest poniedziałek...- uśmiechnęłam się.
-Niall! Nie żartuj, wiesz, że dziś wylatujemy?- zapytał lekko zdenerwowany.
-Tak, spokojnie. Nie zapomniałem.
-A spakowałeś się? I gdzie ty do cholery jesteś?- o co mu chodzi?
-Prawie, jeszcze tylko kilka rzeczy. O co Ci chodzi?
-Och... O nic. Tylko stoję przed twoim apartamentem.- o kurwa!
-Już jadę. Później Ci wszytko wytłumaczę.
***
Siedzieliśmy w samolocie, a ja streszczałem Li ostatnie wydarzenia.
-Pokaż mi ten kalendarz.- podałem mu przedmiot. Otworzył tam gdzie są dane.- Ty idioto! Tutaj jest jej numer, mogłeś po prostu do niej zadzwonić i się z nią umówić.
-No, ale... Ja...
-Nie zauważyłeś go?- skąd on to wiedział? Pokiwałem głową zawstydzony.
-Nawet jeśli bym go zobaczył, to bym się wstydził...- zwiesiłem głowę.
-Och... Horan... I co ja mam z tobą zrobić?- zapytał zatroskany.
-Co jest?- Harry dosłownie wsadził pomiędzy nas swoją głowę.- Horan co z tobą, czyżbyś się zakochał?- spojrzałem na niego jak na debila, ale ten już stracił mną zainteresowanie. Wyrwał Liam'owi kalendarz i uciekł do łazienki.
-Horan! Kim jest Susane Cherry?!- no to tyle z dyskrecją.
-Kto? Weź powtórz!- odkrzyknął mu Lou.
-SUSANE CHERRY! A co?- ciągle krzyczał z ubikacji.
-Zamknij się Styles! Musze gdzieś zadzwonić.- Tomlinson wyciągnął swój telefon i zaczął czegoś tam szukać, najprawdopodobniej numeru telefony.- Em... Victoria?- o co tu kurwa chodzi?!
Louis
-Em... Victoria?- zapytałem, dla formalności.
-Tak, kto mówi?- pod drugiej stronie usłyszałem głos rudowłosej.
-Louis Tomlinson, ten sam który wpadł na Sue. Mam do Ciebie pytanie.- uśmiechnąłem się na wspomnienie wkurzonej twarzy szatynki.
-Ok, pytaj, tylko jak to będzie coś zboczonego to rzucę w Ciebie patelnią!- w głośniku rozbrzmiał jej śmiech.- I tak, dorzucę.
-Nie, to nic zboczonego. Mam pytanie, Sue nazywa się Susane Cherry, prawda?
-No tak. Nie rozumiem po co Ci to?- w jej głosie dało się słyszeć zdziwienie.
-A nie zgubiła niedawno kalendarza? Takiego czarnego...- dalej pytałem.
-Tak, ale wytłumacz mi skąd ty do jasnej cholery wiesz?!- była nieźle wkurzona.
-Muszę kończyć. Pa.- i się rozłączyłem.- Harry daj mi ten kalendarz!
~~~
Hej!
Wiem, rozdział jest, ale mega krótki. Sama dobie się dziwie, że zdążyłam.
Jutro wyjeżdżam, ale mimo to napisałam.
Wiem, nie jest zachwycający, ale się naprawdę starałam...
Blog miał sporo wejść po ostatnim poście, a wiecie ilu komentarzy się naliczyłam pod 11? A ty was zaskoczę. Calutkie okrągłe 0. Nigdy nie zrobię x komentarzy = nn, wiem, że mój blog nie jest najciekawszy czy coś, ale wcześniej był chociaż jeden komentarz. Miałam nie dodawać tego rozdziału, ale się sprężyłam...
Następny rozdział pojawi się jak wrócę. Przepraszam, nie zdążyłam napisać na zapas...
Kocham Was ♥
Pataxxon
piątek, 5 lipca 2013
Jedynasty
13 września
Siedziałyśmy w stołówce i rozmawiałyśmy... No prawie... Głównie to ja mówiłam, a one słuchały...
-Dziś po szkole pójdę do dyrektora i z nim porozmawiam, jeśli się zgodzi, zacznę szukać sponsorów, i zdolnych uczniów. Amber, ty jesteś tutaj dłużej, więc twoja pomoc i chłopaków będzie niezastąpiona. Tylko nie jestem pewna czy serial to dobry pomysł. Dziś w nocy doszłam do wniosku, że może lepiej byłoby zrobić tak jakby film, który jeśli wypali będzie pierwszym odcinkiem. Co prawda może być ciężko nawet bardzo, ale wierzę, że damy radę...- spojrzałam na Vic i Amber. -Co do scenariusza, to trzeba dać kopię dyrektorowi, by to przeczytał... Jeśli on się nie zgodzi wymyślę coś innego i błagam powiedziecie coś bo dziwnie się czuje...- przez cały, już ponad dziesięcio minutowy monolog nie odezwały się oni słowem... Kiedy zorientowały się, że im się przyglądam pokiwały głowami. Uderzyłam się dłonią w czoło i wymruczałam pod nosem: 'Z kim ja pracuje?'
-Co tam Mała?- przyszli książę Alex i książę Jake,... Jak tylko zaczęłam mówić teleportowali się.
-Nie jestem MAŁA...- włożyłam w tyle złości ile mogłam.
-Ach... Nie denerwuj się Maleńka.- wiedziałam, że stojąc na podłodze nie udrze go wystarczająco mocno, wiec stanęłam na krześle i pożądanie go w miejsce gdzie powinien znajdować się mózg. Triumfalnie się uśmiechnęłam i zeszłam z krzesła.
-Nie jestem Mała, debilu...- usiadłam na krześle i wyciągnęłam z torby puszkę Coca-Coli.
***
Vic
Sue właśnie rozmawiała z dyrektorem kiedy ja, Alex, Jake i Amber siedzieliśmy u nas w mieszkaniu. Wszyscy byliśmy bardzo zdenerwowani, no może oprócz Sue. Ona stwierdziła, że jesteśmy beznadziejni, bo się denerwujemy, a ona nie może... Każde z nas nerwowo spoglądało na swój telefon, ale najczęściej wszyscy obdarzali uważnym spojrzeniem, mój... Gdy tylko weszliśmy o mieszkania, kazali mi położyć urządzenie na stole, bo to najprawdopodobniej do mnie zadzwoni jak skończy. Spojrzałam na zegarek. To już prawie półtorej godziny... Ile można gadać? Dwie godziny temu zostawiliśmy ją pod gabinetem. Pół godziny potem dostałam SMS-a z informacją, że wchodzi i żeby trzymać za nią kciuki. Od tamtej pory jest cisza... Nagle w tej wręcz grobowej ciszy, którą zresztą sami tworzyliśmy, rozległ się odgłos otwieranych drzwi... Nikt nie ruszył się z miejsca, wszyscy tylko wlepili swój wzrok na wejście do kuchni. Po paru sekundach, które zdawały się trwać wieczność pojawiła się Sue. Nawet się nie rozebrała. Oparła się o futrynę i patrzyła na nas z twarzą pokerzysty.
-Kurwa, Mała, mów bo mnie zaraz coś weźmie...- w końcu przerwał niezręczną ciszę Alex.
-No więc, nie wiem jak to wam powiedzieć...- spojrzała na swoje buty.- Ale... Będziemy mieli zajebiście dużo roboty, I KURWA NIE JESTEM MAŁA!!!- oznajmiła nam z uśmiechem. Alex podbiegł do niej i zaczął się z nią obracać na środku kuchni. Prawie od razu całe mieszkanie wypełnił jej śmiech. Ten prawdziwy z głębi serca. Wszyscy patrzyliśmy na nich jak na idiotów, i jak na zawołanie podeszliśmy do nich, i jak Alex przestał się kręcić zamknęliśmy Sue w uścisku. Moja przyjaciółka ciągle się śmiała, a my razem z nią.
-Zaraz puszczę pawia...- po kilku minutach oznajmiła nam z uśmiechem Sue. Odsunęliśmy się od niej.- Musimy już zacząć działać. Komu kawy?
Sue
Ciężko mi było utrzymać twarz pokerzysty, ale mi się udało. Z Vic zrobiłyśmy wszystkim kawę i usiedliśmy w salonie. Wyciągnęłam swój kalendarz i zaczęłam mówić.
-Dyrektor zgodził się prawie od razu i powiedział, że nam pomoże w miarę swoich możliwości. W sumie to jest całkiem fajny. Musimy jak najszybciej zacząć działać, bo czas jednak nagli. Jeśli nasz 'projekt' odniesie sukces, to dalej będziemy ciągnęli to jako serial. Na razie, pierwszy tak jakby odcinek, będzie w formie filmu. musimy zorganizować castingi na kamerzystę, dźwiękowca, charakteryzatora, oczywiście aktorów i jeszcze masę innych osób. Może najpierw ogłosimy casting na kamerzystę. Hmmm... dajmy im jakieś 2-3 tygodnie na stworzenie filmiku...- szybko zaczęłam wertować swój kalendarz.- Może do 28?- wszyscy pokiwali głowami. -Alex, albo Jake, nich których przyniesie drukarkę, z pokoju na końcu korytarza po lewej.- ja natomiast udałam się do swojego pokoju po laptopa.- Okej. Plakat zrobimy prosty, czytelny i zwięzły...
W podobnej atmosferze minął nam wieczór. Czeka nas jeszcze dużo pracy, a nie jesteśmy nawet na półmetku...
28 września
Dziś jest termin wysyłania filmików. Bardzo się ucieszyliśmy kiedy nadesłano wiele prac, przed terminem. Moi przyjaciele, chyba w końcu zrozumieli, że to ma jakąś szanse. Zdobyliśmy dwóch dość dużych sponsorów, zaplanowaliśmy kolejne castingi i Amber opracowała ostateczną wersję scenariusza. Z Alex'em bardzo się polubiłam, chociaż ciągle mnie wkurza... Z głową w chmurach szłam jedną z wielu ulic Londynu. Dziś znowu padało. Lubiłam deszcz, ale trochę zaczął mnie już wkurzać. Już trzeci dzień tak pada i pada, a końca nie widać... Ze słuchawkami wepchanymi do uszu szłam, w rytmie 'Give me love' Ed'a Sheeran'a. Nie zwracałam na nic uwagi, nagle wpadłam na kogoś. Naszczęście tek ktoś objął mnie w pasie chroniąc przed upadkiem. Uniosłam lekko głowę by spojrzeć na tajemniczego Ktosia. Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki. On wpatrywał się w moje. Poczułam się tak, jakby świat się zatrzymał. Nasze klatki piersiowe dzieliły tylko dłonie trzymające parasole. Nagle, gdzieś daleko w mojej głowie rozległ się alarm... 'Uciekaj! Już! Musisz dotrzymać obietnicy! Nie pamiętasz co stało się ostatnio?!' Z mentalnym westchnieniem przyznał racje swojemu rozsądkowi.
-Sorry...- rzuciłam szybko i po prostu odeszłam. Z tego wszystkiego nie zauważyłam, ze słuchawki odpięły się od telefonu i teraz dźwięki dość głośno wydostają się z mojego telefonu. Cholera jasna!
Niall *w tym samym czasie*
Spokojnie, zatopiony w swoich myślach, szedłem dość rzadko używaną uliczką Londynu do studia. Padało... Znowu... Zdążyłem się przyzwyczaić. Pomimo czarnego parasola nade mną, na głowie miałem kaptur. Często używałem tej drogi, dlatego z przyzwyczajenia nie zwracałem uwagi na otoczenie... Moje zdziwienie kiedy wpadłem na kogoś było ogromne. Resztki mojego refleksu uchroniły dziewczynę przed upadkiem. Spojrzałem w dół i ujrzałem szatynkę niepewnie podnoszącą swoją głowę. Zatopiłem się w jej niebieskoszarych oczach...
-Sorry...- krótkie słowo i zanim się zorientowałem niebieskooka znikała za rogiem. Spojrzałem na chodnik. Tam wśród smug deszczu leżał, zwykły czarny kalendarz. Szybko go podniosłem. Byłem zaskoczony kiedy okazał się nie zamoczony. Otrząsnęłam się na dźwięk telefonu.
-Już idę.- rzuciłem szybko i się rozłączyłem. Nie musiałem sprawdzać. Byłem spóźniony, ale chyba nie, aż tak...
~~~
Hej! A może powinnam zacząć od 'Przepraszam...'? Zdecydowanie to drugie...
Przepraszam, przepraszam, przepraszam....
Rozdział według mojego założenia powinien pojawić się tydzień temu, ale...
Szczerze? Całkowicie inaczej go sobie wyobrażałam... Ech...
Nie zawieszam bloga na wakacje, co prawda wyjeżdżam na dwa tygodnie, ale postaram się napisać wcześnie na zapas...
Jakie macie plany na wakacje?
Jeśli macie jakiekolwiek pytania do bohaterów, lub do mnie to zapraszam na mojego ask'a (zakładka kontakt)
Ech... To chyba tyle... Proszę jeśli czytacie to zastawcie po sobie jakiś ślad. Chociażby głupi ';)'
Kocham Was ;*
Pataxxon
Siedziałyśmy w stołówce i rozmawiałyśmy... No prawie... Głównie to ja mówiłam, a one słuchały...
-Dziś po szkole pójdę do dyrektora i z nim porozmawiam, jeśli się zgodzi, zacznę szukać sponsorów, i zdolnych uczniów. Amber, ty jesteś tutaj dłużej, więc twoja pomoc i chłopaków będzie niezastąpiona. Tylko nie jestem pewna czy serial to dobry pomysł. Dziś w nocy doszłam do wniosku, że może lepiej byłoby zrobić tak jakby film, który jeśli wypali będzie pierwszym odcinkiem. Co prawda może być ciężko nawet bardzo, ale wierzę, że damy radę...- spojrzałam na Vic i Amber. -Co do scenariusza, to trzeba dać kopię dyrektorowi, by to przeczytał... Jeśli on się nie zgodzi wymyślę coś innego i błagam powiedziecie coś bo dziwnie się czuje...- przez cały, już ponad dziesięcio minutowy monolog nie odezwały się oni słowem... Kiedy zorientowały się, że im się przyglądam pokiwały głowami. Uderzyłam się dłonią w czoło i wymruczałam pod nosem: 'Z kim ja pracuje?'
-Co tam Mała?- przyszli książę Alex i książę Jake,... Jak tylko zaczęłam mówić teleportowali się.
-Nie jestem MAŁA...- włożyłam w tyle złości ile mogłam.
-Ach... Nie denerwuj się Maleńka.- wiedziałam, że stojąc na podłodze nie udrze go wystarczająco mocno, wiec stanęłam na krześle i pożądanie go w miejsce gdzie powinien znajdować się mózg. Triumfalnie się uśmiechnęłam i zeszłam z krzesła.
-Nie jestem Mała, debilu...- usiadłam na krześle i wyciągnęłam z torby puszkę Coca-Coli.
***
Vic
Sue właśnie rozmawiała z dyrektorem kiedy ja, Alex, Jake i Amber siedzieliśmy u nas w mieszkaniu. Wszyscy byliśmy bardzo zdenerwowani, no może oprócz Sue. Ona stwierdziła, że jesteśmy beznadziejni, bo się denerwujemy, a ona nie może... Każde z nas nerwowo spoglądało na swój telefon, ale najczęściej wszyscy obdarzali uważnym spojrzeniem, mój... Gdy tylko weszliśmy o mieszkania, kazali mi położyć urządzenie na stole, bo to najprawdopodobniej do mnie zadzwoni jak skończy. Spojrzałam na zegarek. To już prawie półtorej godziny... Ile można gadać? Dwie godziny temu zostawiliśmy ją pod gabinetem. Pół godziny potem dostałam SMS-a z informacją, że wchodzi i żeby trzymać za nią kciuki. Od tamtej pory jest cisza... Nagle w tej wręcz grobowej ciszy, którą zresztą sami tworzyliśmy, rozległ się odgłos otwieranych drzwi... Nikt nie ruszył się z miejsca, wszyscy tylko wlepili swój wzrok na wejście do kuchni. Po paru sekundach, które zdawały się trwać wieczność pojawiła się Sue. Nawet się nie rozebrała. Oparła się o futrynę i patrzyła na nas z twarzą pokerzysty.
-Kurwa, Mała, mów bo mnie zaraz coś weźmie...- w końcu przerwał niezręczną ciszę Alex.
-No więc, nie wiem jak to wam powiedzieć...- spojrzała na swoje buty.- Ale... Będziemy mieli zajebiście dużo roboty, I KURWA NIE JESTEM MAŁA!!!- oznajmiła nam z uśmiechem. Alex podbiegł do niej i zaczął się z nią obracać na środku kuchni. Prawie od razu całe mieszkanie wypełnił jej śmiech. Ten prawdziwy z głębi serca. Wszyscy patrzyliśmy na nich jak na idiotów, i jak na zawołanie podeszliśmy do nich, i jak Alex przestał się kręcić zamknęliśmy Sue w uścisku. Moja przyjaciółka ciągle się śmiała, a my razem z nią.
-Zaraz puszczę pawia...- po kilku minutach oznajmiła nam z uśmiechem Sue. Odsunęliśmy się od niej.- Musimy już zacząć działać. Komu kawy?
Sue
Ciężko mi było utrzymać twarz pokerzysty, ale mi się udało. Z Vic zrobiłyśmy wszystkim kawę i usiedliśmy w salonie. Wyciągnęłam swój kalendarz i zaczęłam mówić.
-Dyrektor zgodził się prawie od razu i powiedział, że nam pomoże w miarę swoich możliwości. W sumie to jest całkiem fajny. Musimy jak najszybciej zacząć działać, bo czas jednak nagli. Jeśli nasz 'projekt' odniesie sukces, to dalej będziemy ciągnęli to jako serial. Na razie, pierwszy tak jakby odcinek, będzie w formie filmu. musimy zorganizować castingi na kamerzystę, dźwiękowca, charakteryzatora, oczywiście aktorów i jeszcze masę innych osób. Może najpierw ogłosimy casting na kamerzystę. Hmmm... dajmy im jakieś 2-3 tygodnie na stworzenie filmiku...- szybko zaczęłam wertować swój kalendarz.- Może do 28?- wszyscy pokiwali głowami. -Alex, albo Jake, nich których przyniesie drukarkę, z pokoju na końcu korytarza po lewej.- ja natomiast udałam się do swojego pokoju po laptopa.- Okej. Plakat zrobimy prosty, czytelny i zwięzły...
W podobnej atmosferze minął nam wieczór. Czeka nas jeszcze dużo pracy, a nie jesteśmy nawet na półmetku...
28 września
Dziś jest termin wysyłania filmików. Bardzo się ucieszyliśmy kiedy nadesłano wiele prac, przed terminem. Moi przyjaciele, chyba w końcu zrozumieli, że to ma jakąś szanse. Zdobyliśmy dwóch dość dużych sponsorów, zaplanowaliśmy kolejne castingi i Amber opracowała ostateczną wersję scenariusza. Z Alex'em bardzo się polubiłam, chociaż ciągle mnie wkurza... Z głową w chmurach szłam jedną z wielu ulic Londynu. Dziś znowu padało. Lubiłam deszcz, ale trochę zaczął mnie już wkurzać. Już trzeci dzień tak pada i pada, a końca nie widać... Ze słuchawkami wepchanymi do uszu szłam, w rytmie 'Give me love' Ed'a Sheeran'a. Nie zwracałam na nic uwagi, nagle wpadłam na kogoś. Naszczęście tek ktoś objął mnie w pasie chroniąc przed upadkiem. Uniosłam lekko głowę by spojrzeć na tajemniczego Ktosia. Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki. On wpatrywał się w moje. Poczułam się tak, jakby świat się zatrzymał. Nasze klatki piersiowe dzieliły tylko dłonie trzymające parasole. Nagle, gdzieś daleko w mojej głowie rozległ się alarm... 'Uciekaj! Już! Musisz dotrzymać obietnicy! Nie pamiętasz co stało się ostatnio?!' Z mentalnym westchnieniem przyznał racje swojemu rozsądkowi.
-Sorry...- rzuciłam szybko i po prostu odeszłam. Z tego wszystkiego nie zauważyłam, ze słuchawki odpięły się od telefonu i teraz dźwięki dość głośno wydostają się z mojego telefonu. Cholera jasna!
Niall *w tym samym czasie*
Spokojnie, zatopiony w swoich myślach, szedłem dość rzadko używaną uliczką Londynu do studia. Padało... Znowu... Zdążyłem się przyzwyczaić. Pomimo czarnego parasola nade mną, na głowie miałem kaptur. Często używałem tej drogi, dlatego z przyzwyczajenia nie zwracałem uwagi na otoczenie... Moje zdziwienie kiedy wpadłem na kogoś było ogromne. Resztki mojego refleksu uchroniły dziewczynę przed upadkiem. Spojrzałem w dół i ujrzałem szatynkę niepewnie podnoszącą swoją głowę. Zatopiłem się w jej niebieskoszarych oczach...
-Sorry...- krótkie słowo i zanim się zorientowałem niebieskooka znikała za rogiem. Spojrzałem na chodnik. Tam wśród smug deszczu leżał, zwykły czarny kalendarz. Szybko go podniosłem. Byłem zaskoczony kiedy okazał się nie zamoczony. Otrząsnęłam się na dźwięk telefonu.
-Już idę.- rzuciłem szybko i się rozłączyłem. Nie musiałem sprawdzać. Byłem spóźniony, ale chyba nie, aż tak...
~~~
Hej! A może powinnam zacząć od 'Przepraszam...'? Zdecydowanie to drugie...
Przepraszam, przepraszam, przepraszam....
Rozdział według mojego założenia powinien pojawić się tydzień temu, ale...
Szczerze? Całkowicie inaczej go sobie wyobrażałam... Ech...
Nie zawieszam bloga na wakacje, co prawda wyjeżdżam na dwa tygodnie, ale postaram się napisać wcześnie na zapas...
Jakie macie plany na wakacje?
Jeśli macie jakiekolwiek pytania do bohaterów, lub do mnie to zapraszam na mojego ask'a (zakładka kontakt)
Ech... To chyba tyle... Proszę jeśli czytacie to zastawcie po sobie jakiś ślad. Chociażby głupi ';)'
Kocham Was ;*
Pataxxon
sobota, 22 czerwca 2013
Dziesiąty
12 września
- Hej, ty jesteś Amber?
-Tak to ja... A ty kim jesteś?
-Jestem Sue i mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia...
-Ale ja nic nie zrobiłam! Nie chce niczego kupować.- odpowiedziała ze strachem w oczach, wcale jej się nie dziwiłam.
-O czym ty gadasz? Ach...- moja lekko nieogarnięta przyjaciółka dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego o co chodziło dziewczynie. Uśmiechnęła się do niej.- Ja nie w tej sprawie. Wczoraj zgubiłaś coś, prawda? Dokładniej plik kartek...
-O Boże... Nie mów, że to znalazłaś.- z przestrachem w oczach Amber spojrzała na wciąż szczerzącą się Sue.
-Znalazłam i wiem, że nie powinnam, ale... Przeczytałam... To mnie po prostu wzywało i nie mogła m się oprzeć, i nie wiem jak Cię mam za to przepraszać, bo tak mi strasznie głupio... A może nie? Sama nie wiem...- walnęłam ją w bok.- Ałła! Za co?- spojrzała na mnie jak na wariatkę...
-Przejdź do sedna.- uśmiechnęłam się pokrzepiająco do zaskoczonej dziewczyny.
-Pomyślałam, że fajnie by było zrealizować treść twojej książki w formie serialu. Jak tylko się zgodzisz ja postaram się wszytko pozałatwiać, aktorami byliby uczniowie, zapewne w szkole jest dużo zdolnych osób które pomogły by nam to wszytko zrealizować... Załatwiłam bym, jakiś sponsorów, wiem pewnie teraz myślisz, ze zwariowałam i pewnie tak jest, ale to się musi udać. Sama pomyśl, koszty byłyby niewielkie, dyrektor musi się zgodzić, bo to w końcu rozwijanie talentów uczniów, sponsorów by się znalazło bo to w końcu projekt nastolatków i...
-Skończ.- chyba zorientowała się, że jej nie można pozwolić gadać, bo jak zacznie to nie skończy...- Załóżmy, że się zgodzę. Castingi, szukanie sponsorów, przekonanie dyrektora... To nie będzie łatwe...- w jej brązowych oczach było widać szczęście, ale też obawę.
-Naprawdę, nie myślałam, ze to kiedykolwiek powiem, ale to jest dobry pomysł...- popatrzyłam na moją przyjaciółkę, a ona obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem, prychnęła pod nosem i odwróciła głowę w drugą stronę...
-Nie żebym wątpiła w twoje możliwości, czy coś, ale... Czy ty dziś coś brałaś?- zapytała Amber spoglądając na ciągle kręcącą się Sue. Kiedyś, kiedy robiła sobie trwałą, by jak twierdziła 'pomóc naturalnym loczkom' wyglądało to jeszcze bardziej podejrzanie.
-Nic nie brałam... Chociaż może Vic coś mi dosypała... A jak tak to, to jest naprawdę mocne i dobre, i chce do tego dilera numer... Nie martw się, tobie też załatwię...- jak zwykle, swoje najgłupsze i najgorsze pomysły wyrzucała z siebie jak torpeda.
-Chodź, Amber od tej wariatki... Znając ją, zaraz się z kimś pokłóci, albo kogoś uderzy czy coś...- przy nas pojawił się Alex. Amber spojrzała na niego jak na debila.
-Radzę Ci od niego się dosunąć, zaraz zacznie Ci prawić kazanie o tym co powinnaś, a czego nie...- teraz to Sue doradzała zszokowanej dziewczynie.
-To nie ja, ciągle ładuje się w kłopoty!
-To nie ja, zachowuje się tak jak bym pozjadała wszystkie rozumy!
-To nie ja, uważam, że mogę zbawiać świat, narażając się wszystkim!
-To nie ja, zgrywam rodzica wszystkich!
-To nie ja, uważam się za bohaterkę której nikt, nic nie zrobi!
-To nie ja, jestem debilem
-Kurwa! Od was można dostać bólu głowy! Pozamykać gęby i to już!- z nimi nie można wytrzymać. Musiałam w końcu ich upomnieć. Oboje odwrócili się w moim kierunku, prawie stykając ramionami, co było dziwne jak na nich.
-Mamy przejebane?- zapytał Alex pochylając się lekko nad Sue, ze wzrokiem wciąż wlepionym we mnie.
-Oj, tak...- odpowiedziała.
-Co teraz?- zapytał nie spuszczając mnie ani na moment z oczu, tak ja Sue.
-Zostało nam tylko jedno... Wiejemy!- ten widok mnie strasznie zaskoczył. Sue która zaczęła biec z uśmiechem na ustach, a za nią Alex... Wpatrywałam się w tą scenę z szeroko otwartymi oczami. Spojrzałam zszokowana na Amber.
-Nie ma co... Ucieczki wychodzą, im tak dobrze, jak kłótnie...- powiedziała uśmiechając się do mnie. Wciąż zszokowana przyznałam jej prawdę kiwając głową.
-Ech... I zastawiła nas, z niedokończonym swoim planem, a żeby nam się zbytnio nie nudziło, to uciekła ze swoim wrogiem...- zaśmiałam się.
-Czy ona tak zawsze?- zapytała mnie przerażona Amber.- Bo jak tak, to ona chyba ziemię do góry nogami przewróci, żeby to się udało...-Oj... Obawiam się, że tylko ziemię. Ale dość o tych zdrajcach, co byś powiedziała na lunch ze mną?
-Brzmi kusząco... Jeśli mi obiecasz, że nie zwiejesz, to wchodzę w to.- roześmiane weszłyśmy do stołówki.
Sue *w tym samy czasie*
Ciągle się śmiejąc wybiegłam ze szkoły.
-To co teraz robimy?- zapytałam, z uśmiechem na ustach, Alex'a.
-Hmmmm... Może kawa? Nie wiem jak ty, ale ja nie chce tam wracać...- powiedział szczerząc się.
-To dlaczego jeszcze tu stoimy? Chodźmy!- z uśmiechem przyklejonym chyba na 'Kropelkę' lub 'Super Glue' szłam przed siebie.
Droga mijała nam w doskonałych humorach i oboje zapomnieliśmy o tym, że jesteśmy wrogami... Weszliśmy do pustego o tej porze Starbucks'a i zamówiliśmy kawy. Wyszliśmy z kawiarni z zamiarem pójścia do parku. Spojrzałam na witryny i moją uwagę przykuła księgarnia.
-Chodź...- rzuciłam do Alex'a i weszłam. W środku było przyjemnie, dużo książek, które mogłabym przeglądać godzinami, ale moją uwagę przykuł, mały regał z kalendarzami. Podeszłam do niego szybko i chwyciłam czarny, proty kalendarz. Był idealny... Nie za mały... Nie za duży... Bez słowa podeszłam do kasy i podałam młodej dziewczynie przedmiot. Uśmiechnęła się do mnie, obsłużyła mnie, podziękowałam i wyszłam.
-No co?- zapytałam widząc zdziwioną minę chłopaka.
-Nie rozumiem... Weszłaś do księgarni, wzięłaś pierwszy lepszy kalendarz i go kupiłaś?- prychnęłam, widząc jego zdziwioną i zszokowaną minę.
-Nie pierwszy lepszy... Jest wyjątkowy. Zobaczysz, on mi przyniesie coś dobrego.- uśmiechnęłam się do mojej zdobyczy...
~~~
Hej... Jest dokładnie 3:20 a ja siedzę i nie jestem zmęczona... Ech...
Cóż ja bym wam mogła powiedzieć?
Kocham Was ;*
Do następnego ;D
P.S.: Amer w zakładce ;D
- Hej, ty jesteś Amber?
-Tak to ja... A ty kim jesteś?
-Jestem Sue i mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia...
-Ale ja nic nie zrobiłam! Nie chce niczego kupować.- odpowiedziała ze strachem w oczach, wcale jej się nie dziwiłam.
-O czym ty gadasz? Ach...- moja lekko nieogarnięta przyjaciółka dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego o co chodziło dziewczynie. Uśmiechnęła się do niej.- Ja nie w tej sprawie. Wczoraj zgubiłaś coś, prawda? Dokładniej plik kartek...
-O Boże... Nie mów, że to znalazłaś.- z przestrachem w oczach Amber spojrzała na wciąż szczerzącą się Sue.
-Znalazłam i wiem, że nie powinnam, ale... Przeczytałam... To mnie po prostu wzywało i nie mogła m się oprzeć, i nie wiem jak Cię mam za to przepraszać, bo tak mi strasznie głupio... A może nie? Sama nie wiem...- walnęłam ją w bok.- Ałła! Za co?- spojrzała na mnie jak na wariatkę...
-Przejdź do sedna.- uśmiechnęłam się pokrzepiająco do zaskoczonej dziewczyny.
-Pomyślałam, że fajnie by było zrealizować treść twojej książki w formie serialu. Jak tylko się zgodzisz ja postaram się wszytko pozałatwiać, aktorami byliby uczniowie, zapewne w szkole jest dużo zdolnych osób które pomogły by nam to wszytko zrealizować... Załatwiłam bym, jakiś sponsorów, wiem pewnie teraz myślisz, ze zwariowałam i pewnie tak jest, ale to się musi udać. Sama pomyśl, koszty byłyby niewielkie, dyrektor musi się zgodzić, bo to w końcu rozwijanie talentów uczniów, sponsorów by się znalazło bo to w końcu projekt nastolatków i...
-Skończ.- chyba zorientowała się, że jej nie można pozwolić gadać, bo jak zacznie to nie skończy...- Załóżmy, że się zgodzę. Castingi, szukanie sponsorów, przekonanie dyrektora... To nie będzie łatwe...- w jej brązowych oczach było widać szczęście, ale też obawę.
-Naprawdę, nie myślałam, ze to kiedykolwiek powiem, ale to jest dobry pomysł...- popatrzyłam na moją przyjaciółkę, a ona obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem, prychnęła pod nosem i odwróciła głowę w drugą stronę...
-Nie żebym wątpiła w twoje możliwości, czy coś, ale... Czy ty dziś coś brałaś?- zapytała Amber spoglądając na ciągle kręcącą się Sue. Kiedyś, kiedy robiła sobie trwałą, by jak twierdziła 'pomóc naturalnym loczkom' wyglądało to jeszcze bardziej podejrzanie.
-Nic nie brałam... Chociaż może Vic coś mi dosypała... A jak tak to, to jest naprawdę mocne i dobre, i chce do tego dilera numer... Nie martw się, tobie też załatwię...- jak zwykle, swoje najgłupsze i najgorsze pomysły wyrzucała z siebie jak torpeda.
-Chodź, Amber od tej wariatki... Znając ją, zaraz się z kimś pokłóci, albo kogoś uderzy czy coś...- przy nas pojawił się Alex. Amber spojrzała na niego jak na debila.
-Radzę Ci od niego się dosunąć, zaraz zacznie Ci prawić kazanie o tym co powinnaś, a czego nie...- teraz to Sue doradzała zszokowanej dziewczynie.
-To nie ja, ciągle ładuje się w kłopoty!
-To nie ja, zachowuje się tak jak bym pozjadała wszystkie rozumy!
-To nie ja, uważam, że mogę zbawiać świat, narażając się wszystkim!
-To nie ja, zgrywam rodzica wszystkich!
-To nie ja, uważam się za bohaterkę której nikt, nic nie zrobi!
-To nie ja, jestem debilem
-Kurwa! Od was można dostać bólu głowy! Pozamykać gęby i to już!- z nimi nie można wytrzymać. Musiałam w końcu ich upomnieć. Oboje odwrócili się w moim kierunku, prawie stykając ramionami, co było dziwne jak na nich.
-Mamy przejebane?- zapytał Alex pochylając się lekko nad Sue, ze wzrokiem wciąż wlepionym we mnie.
-Oj, tak...- odpowiedziała.
-Co teraz?- zapytał nie spuszczając mnie ani na moment z oczu, tak ja Sue.
-Zostało nam tylko jedno... Wiejemy!- ten widok mnie strasznie zaskoczył. Sue która zaczęła biec z uśmiechem na ustach, a za nią Alex... Wpatrywałam się w tą scenę z szeroko otwartymi oczami. Spojrzałam zszokowana na Amber.
-Nie ma co... Ucieczki wychodzą, im tak dobrze, jak kłótnie...- powiedziała uśmiechając się do mnie. Wciąż zszokowana przyznałam jej prawdę kiwając głową.
-Ech... I zastawiła nas, z niedokończonym swoim planem, a żeby nam się zbytnio nie nudziło, to uciekła ze swoim wrogiem...- zaśmiałam się.
-Czy ona tak zawsze?- zapytała mnie przerażona Amber.- Bo jak tak, to ona chyba ziemię do góry nogami przewróci, żeby to się udało...-Oj... Obawiam się, że tylko ziemię. Ale dość o tych zdrajcach, co byś powiedziała na lunch ze mną?
-Brzmi kusząco... Jeśli mi obiecasz, że nie zwiejesz, to wchodzę w to.- roześmiane weszłyśmy do stołówki.
Sue *w tym samy czasie*
Ciągle się śmiejąc wybiegłam ze szkoły.
-To co teraz robimy?- zapytałam, z uśmiechem na ustach, Alex'a.
-Hmmmm... Może kawa? Nie wiem jak ty, ale ja nie chce tam wracać...- powiedział szczerząc się.
-To dlaczego jeszcze tu stoimy? Chodźmy!- z uśmiechem przyklejonym chyba na 'Kropelkę' lub 'Super Glue' szłam przed siebie.
Droga mijała nam w doskonałych humorach i oboje zapomnieliśmy o tym, że jesteśmy wrogami... Weszliśmy do pustego o tej porze Starbucks'a i zamówiliśmy kawy. Wyszliśmy z kawiarni z zamiarem pójścia do parku. Spojrzałam na witryny i moją uwagę przykuła księgarnia.
-Chodź...- rzuciłam do Alex'a i weszłam. W środku było przyjemnie, dużo książek, które mogłabym przeglądać godzinami, ale moją uwagę przykuł, mały regał z kalendarzami. Podeszłam do niego szybko i chwyciłam czarny, proty kalendarz. Był idealny... Nie za mały... Nie za duży... Bez słowa podeszłam do kasy i podałam młodej dziewczynie przedmiot. Uśmiechnęła się do mnie, obsłużyła mnie, podziękowałam i wyszłam.
-No co?- zapytałam widząc zdziwioną minę chłopaka.
-Nie rozumiem... Weszłaś do księgarni, wzięłaś pierwszy lepszy kalendarz i go kupiłaś?- prychnęłam, widząc jego zdziwioną i zszokowaną minę.
-Nie pierwszy lepszy... Jest wyjątkowy. Zobaczysz, on mi przyniesie coś dobrego.- uśmiechnęłam się do mojej zdobyczy...
~~~
Hej... Jest dokładnie 3:20 a ja siedzę i nie jestem zmęczona... Ech...
Cóż ja bym wam mogła powiedzieć?
Kocham Was ;*
Do następnego ;D
P.S.: Amer w zakładce ;D
niedziela, 16 czerwca 2013
Dziewiąty
11 września
Śmieszy mnie zachowanie Sue i Alex'a. Od ich 'małej' sprzeczki minął tydzień, a oni ciągle na siebie patrzą jak pies z kotem. Z Jake'iem nawet założyłam się kto dłużej wytrzyma. Ja obstawiłam oczywiście moją przyjaciółkę. Mam nadzieje, że mnie nie zawiedzie. Spojrzałam na swój telefon by sprawdzić godzinę. Gdzie ona jest? Ile na nią można czekać? Siedziałam właśnie na dość znanym murku czekając na wiecznie spóźniającą się dziewczynę. Gdy w końcu wyłoniła się z budynku w dłoni trzymałam plik kartek.
-Idziemy?- podeszła do mnie i się uśmiechnęła, ciągle rozglądając.
-Co to?- spytałam wstając.
-Nie wiem. Wypadło jakiejś dziewczynie, niestety gdzieś mi zniknęła. Więc...- uśmiechnęła się do mnie.
-Idziemy na tą kawę?- dziś miałyśmy wracać do domu same. Krótko mówiąc Sue powiedziała Jake'owi, że ma go dosyć i dziś wraca sam. Tak... Dokładnie tymi słowami... Szłyśmy ramię w ramie do Starbucka'a, nie byłam zwolenniczką kawy, ale Sue, ostatnio się do niej przekonała... Cóż, jak twierdzi jej urokowi osobistemu nikt się nie oprze... Prawda jest zupełnie inna, jeśli się na coś uprze, to nie odpuści, choćby nie wiem co. Kiedy w końcu doszłyśmy do kawiarni szybko zrobiła zakupy i udałyśmy się do domu...
Sue
Weszłam do swojego pokoju zaraz po powrocie do mieszkania. Włączyłam swojego laptopa, a plik kartek położyłam na szafce nocnej. Zaczęłam tępo wpatrywać się w urządzenie sącząc kawę. Mój wzrok mimowolnie powędrował na mebel przy łóżku... Miałam wrażenie, że plik zadrukowanych kartek woła do mnie 'Zacznij mnie czytać! Zacznij!' Sięgnęłam po nie i dostrzegłam tytuł 'Księżyc...' Szybko zabrałam się za czytanie. Tekst był najprawdopodobniej scenariuszem, a może książką... Coś pomiędzy.
'Zastanawialiście się kiedyś czym jest świat? Czym jest coś o czym my nie wiemy? Zwykli ludzie... Zwykli... Nienawidzę tajemnic. Zawsze nienawidziłam... Ale moja rodzina? Ona je chyba uwielbia... To jest tak niedorzeczne i denerwujące, kiedy ciągle coś przed tobą zatają, mówiąc ciągle, że się dowiesz w swoim czasie. A może ja nie chcę czekać? Może ja chce wiedzieć już teraz? Ich nikt nie przekona... Próbowałam...'
Vic
Zajrzałam do pokoju Sue. Nawet nie zauważyła jak weszłam. Czytała te kartki, które dziś znalazła. Ucieszyłam się, to oznacza, że mam ją z głowy... Musiałam dziś gdzieś zadzwonić i lepiej by ona tego nie słyszała. Nie chciałam tego... Nikt z nas nie chciał... Weszłam do sypialni i od razu skierowałam się na balkon. Wyszłam i przymknęłam za sobą drzwi. Wybrałam odpowiedni numer i cierpliwie czekałam.
-Słucham?- usłyszałam tak dobrze mi znany głos po drugiej stronie.
-Hej, to ja...- wydukałam i wręcz wyczułam jak jego postawa i myśli się zmieniają.
-Hej... Coś się stało? Znowu miała atak? Jak się czujecie? Za klimatyzowałyście się?- zaśmiałam się cicho. Gdy to usłyszał zamilkł.
-To chyba ja powinnam mówić..- uśmiechnęłam się.- U nas wszytko dobrze. Przepraszam, że tak długo nie dzwoniłam. Od ostatniego razu nie miała ataków. Ale trochę nawywijała...- zaczęłam mu opowiadać, wszytko ze szczegółami co działo się od naszego pierwszego dnia w szkole. Gdy w końcu skończyłam mu streszczać wydarzenia, gwizdnął przeciągle.
-Widzę, że zaszalała... A co u Ciebie?- uśmiechnęłam się. Teraz już oboje byliśmy spokojni i mogliśmy normalnie pogadać...
12 września
Gdy Sue wstała rano wyglądała jak siedem nie szczęść. Teraz gdy byłyśmy po czwartej lekcji jej stan się nie poprawił... Raczej pogorszył, pomimo pięciu kaw, nadal jej oczy się zamykały. Akurat była przerwa na lunch, a moja przyjaciółka postanowiła odszukać autorkę tekstu nad którym spędziła całą noc.
-To nie ma sensu... Może jej dziś w szkole nie ma.- stwierdziłam po tym jak, już chciała czwarty raz wysłać mnie na obchód stołówki. Od jakiegoś chłopaka dowiedziałyśmy się jak wygląda i nawet miał jej zdjęcie.
-O... Jest!- Sue wystrzeliła jak z procy i już po chwili była przy zszokowanej brunetce.- Hej, ty jesteś Amber?
-Tak to ja... A ty kim jesteś?
-Jestem Sue i mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia...
~~~
Hej... Przepraszam, że takie krótkie, ale brat mi więcej czasu dziś nie chce dać... A chciałam go dodać jeszcze w weekend...
Nie będę pisała, że np. 3 komentarze= następny rozdział, bo tego sama nie lubię... Ale miło bybyło jak byście coś napisały...
To tyle ;) Muszę już uciekać.
Kocham Was ♥
Pataxxon
Śmieszy mnie zachowanie Sue i Alex'a. Od ich 'małej' sprzeczki minął tydzień, a oni ciągle na siebie patrzą jak pies z kotem. Z Jake'iem nawet założyłam się kto dłużej wytrzyma. Ja obstawiłam oczywiście moją przyjaciółkę. Mam nadzieje, że mnie nie zawiedzie. Spojrzałam na swój telefon by sprawdzić godzinę. Gdzie ona jest? Ile na nią można czekać? Siedziałam właśnie na dość znanym murku czekając na wiecznie spóźniającą się dziewczynę. Gdy w końcu wyłoniła się z budynku w dłoni trzymałam plik kartek.
-Idziemy?- podeszła do mnie i się uśmiechnęła, ciągle rozglądając.
-Co to?- spytałam wstając.
-Nie wiem. Wypadło jakiejś dziewczynie, niestety gdzieś mi zniknęła. Więc...- uśmiechnęła się do mnie.
-Idziemy na tą kawę?- dziś miałyśmy wracać do domu same. Krótko mówiąc Sue powiedziała Jake'owi, że ma go dosyć i dziś wraca sam. Tak... Dokładnie tymi słowami... Szłyśmy ramię w ramie do Starbucka'a, nie byłam zwolenniczką kawy, ale Sue, ostatnio się do niej przekonała... Cóż, jak twierdzi jej urokowi osobistemu nikt się nie oprze... Prawda jest zupełnie inna, jeśli się na coś uprze, to nie odpuści, choćby nie wiem co. Kiedy w końcu doszłyśmy do kawiarni szybko zrobiła zakupy i udałyśmy się do domu...
Sue
Weszłam do swojego pokoju zaraz po powrocie do mieszkania. Włączyłam swojego laptopa, a plik kartek położyłam na szafce nocnej. Zaczęłam tępo wpatrywać się w urządzenie sącząc kawę. Mój wzrok mimowolnie powędrował na mebel przy łóżku... Miałam wrażenie, że plik zadrukowanych kartek woła do mnie 'Zacznij mnie czytać! Zacznij!' Sięgnęłam po nie i dostrzegłam tytuł 'Księżyc...' Szybko zabrałam się za czytanie. Tekst był najprawdopodobniej scenariuszem, a może książką... Coś pomiędzy.
'Zastanawialiście się kiedyś czym jest świat? Czym jest coś o czym my nie wiemy? Zwykli ludzie... Zwykli... Nienawidzę tajemnic. Zawsze nienawidziłam... Ale moja rodzina? Ona je chyba uwielbia... To jest tak niedorzeczne i denerwujące, kiedy ciągle coś przed tobą zatają, mówiąc ciągle, że się dowiesz w swoim czasie. A może ja nie chcę czekać? Może ja chce wiedzieć już teraz? Ich nikt nie przekona... Próbowałam...'
Vic
Zajrzałam do pokoju Sue. Nawet nie zauważyła jak weszłam. Czytała te kartki, które dziś znalazła. Ucieszyłam się, to oznacza, że mam ją z głowy... Musiałam dziś gdzieś zadzwonić i lepiej by ona tego nie słyszała. Nie chciałam tego... Nikt z nas nie chciał... Weszłam do sypialni i od razu skierowałam się na balkon. Wyszłam i przymknęłam za sobą drzwi. Wybrałam odpowiedni numer i cierpliwie czekałam.
-Słucham?- usłyszałam tak dobrze mi znany głos po drugiej stronie.
-Hej, to ja...- wydukałam i wręcz wyczułam jak jego postawa i myśli się zmieniają.
-Hej... Coś się stało? Znowu miała atak? Jak się czujecie? Za klimatyzowałyście się?- zaśmiałam się cicho. Gdy to usłyszał zamilkł.
-To chyba ja powinnam mówić..- uśmiechnęłam się.- U nas wszytko dobrze. Przepraszam, że tak długo nie dzwoniłam. Od ostatniego razu nie miała ataków. Ale trochę nawywijała...- zaczęłam mu opowiadać, wszytko ze szczegółami co działo się od naszego pierwszego dnia w szkole. Gdy w końcu skończyłam mu streszczać wydarzenia, gwizdnął przeciągle.
-Widzę, że zaszalała... A co u Ciebie?- uśmiechnęłam się. Teraz już oboje byliśmy spokojni i mogliśmy normalnie pogadać...
12 września
Gdy Sue wstała rano wyglądała jak siedem nie szczęść. Teraz gdy byłyśmy po czwartej lekcji jej stan się nie poprawił... Raczej pogorszył, pomimo pięciu kaw, nadal jej oczy się zamykały. Akurat była przerwa na lunch, a moja przyjaciółka postanowiła odszukać autorkę tekstu nad którym spędziła całą noc.
-To nie ma sensu... Może jej dziś w szkole nie ma.- stwierdziłam po tym jak, już chciała czwarty raz wysłać mnie na obchód stołówki. Od jakiegoś chłopaka dowiedziałyśmy się jak wygląda i nawet miał jej zdjęcie.
-O... Jest!- Sue wystrzeliła jak z procy i już po chwili była przy zszokowanej brunetce.- Hej, ty jesteś Amber?
-Tak to ja... A ty kim jesteś?
-Jestem Sue i mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia...
~~~
Hej... Przepraszam, że takie krótkie, ale brat mi więcej czasu dziś nie chce dać... A chciałam go dodać jeszcze w weekend...
Nie będę pisała, że np. 3 komentarze= następny rozdział, bo tego sama nie lubię... Ale miło bybyło jak byście coś napisały...
To tyle ;) Muszę już uciekać.
Kocham Was ♥
Pataxxon
niedziela, 9 czerwca 2013
Ósmy
4 września
Ruszyłam do pracowni chemicznej. Ugh... co za szkoła? Czy ja w niej zawsze muszę się gubić?! Oczywiście do klasy weszłam po dzwonku. Świetnie!
-Raczyła, pani zaszczycić nas swoją obecnością?- starsza, grubsza kobieta zlustrowała mnie wzrokiem.- Powiedz, mi złotko, co to są sole?- ona jaja sobie robi?! Takie rzeczy?! Nie mogła się bardziej wysilić?
-Sole są to związki chemiczne zbudowane z kationów metali, lub grupy amonowej i reszty kwasowej.- odpowiedziałam płynie, bez zająknięcia.
-Dobrze...- po raz kolejny zlustrowała mnie wzrokiem.- Ile sposobów otrzymywania soli jesteś w stanie wymienić?
-Dziewięć.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jedyną rzeczą która mnie zastanawiała to, to dlaczego mnie pytała o rzeczy z drugiej klasy gimnazjum.
-Na co czekasz, wymień je.- uśmiechnęła się do mnie. Prawie widziałam chmurkę nad jej głową, z wyobrażeniem poniżenia mnie.
-Pierwszy reakcja pomiędzy zasadą lub kwasem, zwana potocznie zobojętnianiem, drugi ...- szybko się zorientowała, że nie blefuje i popatrzyła na mnie ze złością.
-Usiądź.- wskazała mi klasę i w duchu przeklęłam. Zgadnijcie obok kogo było jedyne wolne miejsce? Gdy przechodziłam obok niej usłyszałam niemrawy szept "Może Alex w końcu czegoś się nauczy...". Usidłam na miejscu i spojrzałam na kobietę. Kiwnęła głową jakby na potwierdzenie moich domysłów. Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziś na zajęciach zrobimy krótkie przypomnienie wiadomości. Będziecie spalać różne metale i dodawać je do wody. Albo coś jeszcze, zobaczymy jak wam pójdzie. Teraz rozdam wam karty.- ona sobie jaja robi? Takie proste? Cóż, szybko pójdzie. Kiedy dała nam kartkę szybko przeczytałam co trzeba, założyłam fartuch, rękawiczki i okulary. Zaczęłam wyjmować magnez, żelazo i glin. Potem sięgnęłam po kolby i łyżeczki do spalań. Nabrałam odrobinę żelaza i zaczęłam go rozżarzać. Kątem oka spojrzałam na stanowisko obok. Jakiś dziewczyny, na pierwszy rzut oka plastiki, wzięły dużą ilość magnezu, a do kolby nalały strasznie dużo wody.
-Stójcie. Jeśli rozżarzycie taką ilość magnezu i wrzucicie ją do wody, to woda... Hmmm... wybuchnie.- one spojrzały na mnie, obrzuciły mnie wrogim spojrzeniem i jedna z nich prychnęła pod nosem. Nie zauważyłam kiedy podeszła nauczycielka.
-Co się tutaj dzieje?- spytała dwóch dziewczyn.
-Ona...- tutaj jedna z nich wskazała na mnie.- Nam przeszkadza w wykonywaniu Pani poleceń.- uśmiechnęła się do niej.
-Nie przeszkadzam, tylko udzielam drobnych, za co pomocnych rad. Zwróciłam im uwagę, że wzięły za dużo magnezu i wody. Chyba nie chcemy w klasie małego gejzeru?- spojrzałam na nie wymownie. Nauczycielka uważnie przypatrzyła się rzeczom przygotowanym przez nie. Spojrzała na mnie.
-Brawo za uwagę i spostrzegawczość.- odwróciła się do blondynek.- Mam wrażenie, że jesteście pierwszy raz na lekcji chemii. Zachowałyście się bardzo nieodpowiedzialnie. Zastosujcie się do rad koleżanki i żeby to był ostatni raz.- pogroziła im palcem i odeszła. Całą swoją uwagę teraz skupiłam na własnym rozżarzaniu metalu.
-Brawo, naraziłaś się kolejnym osobom... Co z tobą jest?- no tak, Alex...
-Nie twój interes.- wrzuciłam żelazo do wody. Wzięłam zapałkę i ją zapaliłam. Gdy ją wrzuciłam do kolby usłyszeliśmy charakterystyczne szczeknięcie. Zapisałam szybko obserwacje i wniosek na karcie. Kiedy ja byłam zajęta, Alex rozżarzał magnez. Potem wrzucił go do wody, a ja znowu uzupełniłam kartę.
-Powiedz mi, co ty masz w sobie, że po niecałych dwóch dniach robisz sobie wrogów w najpopularniejszych osobach w szkole?- on i te jego pytania... Żeby go i ten jego nos szlag trafił.
-Ciągle mnie o coś wypytujesz... A może zdradziłbyś kim do cholery jesteś, że wczoraj oni nagle zmiękli gdy się pojawiłeś?- zapytałam go, wpatrując się w niego zmrużonymi oczami. Alex odwrócił ode mnie wzrok i skupił się na spalaniu glinu. Uśmiechnęłam się pod nosem i nie czekając na koniec zaczęłam wpisywać obserwacje i wniosek. 1:0 dla mnie. Może ten dzień nie będzie taki straszny...
***
Gdy w szkole rozległ się ostatni dzwonek ludzie zaczęli wylewać się z sal. Podążyłam wraz z tłumem do mojej szafki. Ciekawe czy to tylko przypadek spowodował, że moja szafka miała magiczny numerek 6969... 'Nie, ja wcale nie myślę o tym, co sobie myślisz, że myślę!' uśmiechnęłam się na to wspomnienie kiedy moja jakże zacna przyjaciółka zobaczyła mój schowek. Niedbale wrzuciłam niepotrzebne książki do metalowego pudełka i wyszłam z budynku. Usiadłam na murku i napisałam do Vic gdzie jestem. Znowu świeciło słońce co mnie strasznie cieszyło. Zamknęłam oczu i napawałam się promieniami łaskoczącymi moją twarz. Po kilku minutach, coś, a raczej ktoś przerwał mój kontakt z kulą gazową. Otworzyłam oczy. Świetnie przede mną stał we własnej osobie Alex-jakiś-tam... Na szczęście Vic i Jake już do mnie dochodzili. Nawet nie patrząc na ciemnowłosego wstałam i ruszyłam do przyjaciół.
-Nie chcesz tego odzyskać?- zatrzymałam się, odwróciłam się i spojrzałam na to co trzymał w dłoni. Zamarłam. Skąd on ma mój telefon?
-Evans! Oddaj ten telefon!- w naszym kierunku zbliżał się jeden z chłopaków, którym wczoraj przeszkodziłam.- Nie na darmo ukradłem go tej...- dopiero w tym momencie, gdy był już ba wyciągnięcie ręki Alex'a zauważył mnie. Podeszłam do niego i bezceremonialnie uderzyłam go w twarz z liścia.
-Wiem co chciałeś powiedzieć. Nie myśl, że będę się Ciebie bała.- powiedziałam półgłosem i po prostu odwróciłam się i odeszłam. Ludzie których uwagę zwróciły krzyki tego dupka patrzyli w naszym kierunku z nieskrywanym szokiem i zainteresowanie. Alex podszedł do mnie, złapał mnie mocno za przedramię i zaczął dość brutalnie prowadzić, nakazując to samo moim przyjaciołom.
-Czy Ci do końca od jebało?- wyszeptał wściekle do mojego ucha.- Nie masz z kim zadzierać tylko akurat z nim?- zaczęłam mocnej się szarpać.
-Co Cię to kurwa obchodzi? To moje problemy! Mogę robić co mi się rzewnie podoba, a tobie nic do tego!- szeptem na niego krzyczałam, do tej chwili nie wiedziałam, że tak się da... Kiedy oddaliliśmy się na bezpieczną według niego odległość, poluźnił uścisk, a ja to wykorzystałam i się wyrwałam.- Przestań w końcu uważać się za Boga, który wszytko może! To moje życie!- krzyknęłam i po prostu uciekłam...
~~~
Hej...
Nie wiem, co mnie wzięło z tą chemią...
Poznajecie teraz tą inną Sue, twardą, mocno stąpającą po ziemi, nie bojącą się niczego... Ale to nie będzie trwało wiecznie... Tyle wam na razie powinno wystarczyć, więcej nie tajemnic nie zdradzę...
Przepraszam, że krótki i o niczym. Jutro jest niby ważny dla mnie dzień, ale się z niego wcale nie ciesze, co jest dziwne, bo większość skacze z radości kiedy ten dzień się zbliża. Ale dlaczego ja o tym pisze? Ech... To je Pataxxon, tego nie ogarniesz.
To tyle...
Kocham Was...
Pataxxon ♥
Ruszyłam do pracowni chemicznej. Ugh... co za szkoła? Czy ja w niej zawsze muszę się gubić?! Oczywiście do klasy weszłam po dzwonku. Świetnie!
-Raczyła, pani zaszczycić nas swoją obecnością?- starsza, grubsza kobieta zlustrowała mnie wzrokiem.- Powiedz, mi złotko, co to są sole?- ona jaja sobie robi?! Takie rzeczy?! Nie mogła się bardziej wysilić?
-Sole są to związki chemiczne zbudowane z kationów metali, lub grupy amonowej i reszty kwasowej.- odpowiedziałam płynie, bez zająknięcia.
-Dobrze...- po raz kolejny zlustrowała mnie wzrokiem.- Ile sposobów otrzymywania soli jesteś w stanie wymienić?
-Dziewięć.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jedyną rzeczą która mnie zastanawiała to, to dlaczego mnie pytała o rzeczy z drugiej klasy gimnazjum.
-Na co czekasz, wymień je.- uśmiechnęła się do mnie. Prawie widziałam chmurkę nad jej głową, z wyobrażeniem poniżenia mnie.
-Pierwszy reakcja pomiędzy zasadą lub kwasem, zwana potocznie zobojętnianiem, drugi ...- szybko się zorientowała, że nie blefuje i popatrzyła na mnie ze złością.
-Usiądź.- wskazała mi klasę i w duchu przeklęłam. Zgadnijcie obok kogo było jedyne wolne miejsce? Gdy przechodziłam obok niej usłyszałam niemrawy szept "Może Alex w końcu czegoś się nauczy...". Usidłam na miejscu i spojrzałam na kobietę. Kiwnęła głową jakby na potwierdzenie moich domysłów. Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziś na zajęciach zrobimy krótkie przypomnienie wiadomości. Będziecie spalać różne metale i dodawać je do wody. Albo coś jeszcze, zobaczymy jak wam pójdzie. Teraz rozdam wam karty.- ona sobie jaja robi? Takie proste? Cóż, szybko pójdzie. Kiedy dała nam kartkę szybko przeczytałam co trzeba, założyłam fartuch, rękawiczki i okulary. Zaczęłam wyjmować magnez, żelazo i glin. Potem sięgnęłam po kolby i łyżeczki do spalań. Nabrałam odrobinę żelaza i zaczęłam go rozżarzać. Kątem oka spojrzałam na stanowisko obok. Jakiś dziewczyny, na pierwszy rzut oka plastiki, wzięły dużą ilość magnezu, a do kolby nalały strasznie dużo wody.
-Stójcie. Jeśli rozżarzycie taką ilość magnezu i wrzucicie ją do wody, to woda... Hmmm... wybuchnie.- one spojrzały na mnie, obrzuciły mnie wrogim spojrzeniem i jedna z nich prychnęła pod nosem. Nie zauważyłam kiedy podeszła nauczycielka.
-Co się tutaj dzieje?- spytała dwóch dziewczyn.
-Ona...- tutaj jedna z nich wskazała na mnie.- Nam przeszkadza w wykonywaniu Pani poleceń.- uśmiechnęła się do niej.
-Nie przeszkadzam, tylko udzielam drobnych, za co pomocnych rad. Zwróciłam im uwagę, że wzięły za dużo magnezu i wody. Chyba nie chcemy w klasie małego gejzeru?- spojrzałam na nie wymownie. Nauczycielka uważnie przypatrzyła się rzeczom przygotowanym przez nie. Spojrzała na mnie.
-Brawo za uwagę i spostrzegawczość.- odwróciła się do blondynek.- Mam wrażenie, że jesteście pierwszy raz na lekcji chemii. Zachowałyście się bardzo nieodpowiedzialnie. Zastosujcie się do rad koleżanki i żeby to był ostatni raz.- pogroziła im palcem i odeszła. Całą swoją uwagę teraz skupiłam na własnym rozżarzaniu metalu.
-Brawo, naraziłaś się kolejnym osobom... Co z tobą jest?- no tak, Alex...
-Nie twój interes.- wrzuciłam żelazo do wody. Wzięłam zapałkę i ją zapaliłam. Gdy ją wrzuciłam do kolby usłyszeliśmy charakterystyczne szczeknięcie. Zapisałam szybko obserwacje i wniosek na karcie. Kiedy ja byłam zajęta, Alex rozżarzał magnez. Potem wrzucił go do wody, a ja znowu uzupełniłam kartę.
-Powiedz mi, co ty masz w sobie, że po niecałych dwóch dniach robisz sobie wrogów w najpopularniejszych osobach w szkole?- on i te jego pytania... Żeby go i ten jego nos szlag trafił.
-Ciągle mnie o coś wypytujesz... A może zdradziłbyś kim do cholery jesteś, że wczoraj oni nagle zmiękli gdy się pojawiłeś?- zapytałam go, wpatrując się w niego zmrużonymi oczami. Alex odwrócił ode mnie wzrok i skupił się na spalaniu glinu. Uśmiechnęłam się pod nosem i nie czekając na koniec zaczęłam wpisywać obserwacje i wniosek. 1:0 dla mnie. Może ten dzień nie będzie taki straszny...
***
Gdy w szkole rozległ się ostatni dzwonek ludzie zaczęli wylewać się z sal. Podążyłam wraz z tłumem do mojej szafki. Ciekawe czy to tylko przypadek spowodował, że moja szafka miała magiczny numerek 6969... 'Nie, ja wcale nie myślę o tym, co sobie myślisz, że myślę!' uśmiechnęłam się na to wspomnienie kiedy moja jakże zacna przyjaciółka zobaczyła mój schowek. Niedbale wrzuciłam niepotrzebne książki do metalowego pudełka i wyszłam z budynku. Usiadłam na murku i napisałam do Vic gdzie jestem. Znowu świeciło słońce co mnie strasznie cieszyło. Zamknęłam oczu i napawałam się promieniami łaskoczącymi moją twarz. Po kilku minutach, coś, a raczej ktoś przerwał mój kontakt z kulą gazową. Otworzyłam oczy. Świetnie przede mną stał we własnej osobie Alex-jakiś-tam... Na szczęście Vic i Jake już do mnie dochodzili. Nawet nie patrząc na ciemnowłosego wstałam i ruszyłam do przyjaciół.
-Nie chcesz tego odzyskać?- zatrzymałam się, odwróciłam się i spojrzałam na to co trzymał w dłoni. Zamarłam. Skąd on ma mój telefon?
-Evans! Oddaj ten telefon!- w naszym kierunku zbliżał się jeden z chłopaków, którym wczoraj przeszkodziłam.- Nie na darmo ukradłem go tej...- dopiero w tym momencie, gdy był już ba wyciągnięcie ręki Alex'a zauważył mnie. Podeszłam do niego i bezceremonialnie uderzyłam go w twarz z liścia.
-Wiem co chciałeś powiedzieć. Nie myśl, że będę się Ciebie bała.- powiedziałam półgłosem i po prostu odwróciłam się i odeszłam. Ludzie których uwagę zwróciły krzyki tego dupka patrzyli w naszym kierunku z nieskrywanym szokiem i zainteresowanie. Alex podszedł do mnie, złapał mnie mocno za przedramię i zaczął dość brutalnie prowadzić, nakazując to samo moim przyjaciołom.
-Czy Ci do końca od jebało?- wyszeptał wściekle do mojego ucha.- Nie masz z kim zadzierać tylko akurat z nim?- zaczęłam mocnej się szarpać.
-Co Cię to kurwa obchodzi? To moje problemy! Mogę robić co mi się rzewnie podoba, a tobie nic do tego!- szeptem na niego krzyczałam, do tej chwili nie wiedziałam, że tak się da... Kiedy oddaliliśmy się na bezpieczną według niego odległość, poluźnił uścisk, a ja to wykorzystałam i się wyrwałam.- Przestań w końcu uważać się za Boga, który wszytko może! To moje życie!- krzyknęłam i po prostu uciekłam...
~~~
Hej...
Nie wiem, co mnie wzięło z tą chemią...
Poznajecie teraz tą inną Sue, twardą, mocno stąpającą po ziemi, nie bojącą się niczego... Ale to nie będzie trwało wiecznie... Tyle wam na razie powinno wystarczyć, więcej nie tajemnic nie zdradzę...
Przepraszam, że krótki i o niczym. Jutro jest niby ważny dla mnie dzień, ale się z niego wcale nie ciesze, co jest dziwne, bo większość skacze z radości kiedy ten dzień się zbliża. Ale dlaczego ja o tym pisze? Ech... To je Pataxxon, tego nie ogarniesz.
To tyle...
Kocham Was...
Pataxxon ♥
sobota, 1 czerwca 2013
Siódmy
WERSJA ORYGINALNA!!!
3 września
Vic
-Kim ty, do cholery, jesteś?- spytał, podchodząc do Sue, chłopak.
-Nie twój interes.- odpowiedziała moje przyjaciółka.
-Chyba jednak mój. Jakby nie ja, to co byś zrobiła? On nie ma skrupułów. Teraz zapewne byłabyś pobita.- w jego głosie słychać było podirytowanie.
-Poradziłabym sobie.- odpowiedziała pewnie, choć zdenerwowana.
-Pewnie... Siedząc teraz i plącząc!- wykrzyczał.
-To było się, kurwa nie mieszać!- zaczęli sobie skakać do gardeł.
-Co myślisz, że byś sobie poradziła?!
-Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz, wiec nie możesz wiedzieć jaki byłby finał!
-Przestańcie!- miałam już dosyć. Obydwoje spojrzeli na mnie jakbym urwała się z choinki. Odwrócili się do siebie i dalej zaczęli swoją kłótnię.
-Jedno wiem, jesteś albo głupia, albo naiwna!
-A ty uważasz się za pępek świata!- oboje byli strasznie zdenerwowani.
-Rozejm! Alex poznaj Sue, Sue poznaj Alexa. Będziecie chodzili do jednej klasy. - Jake, rozdzielił ich. Rozdzwonił się dzwonek, a wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich klas. Alex spojrzał z pogardą na Sue, a ona odwdzięczyła się tym sam.- Chodź, Vic, odprowadzimy naszą bohaterką.- z uśmiechem stwierdził nasz sąsiad.
-Ty sobie jaja robisz, prawda? Ja wcale nie będę chodziła do klasy z tym bałwanem, nigdy w życiu.- powiedziała krzyżując ręce na piersiach. Chłopak spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Ciekawie będzie w ich klasie.- powiedział i mrugnął okiem, gdy moja przyjaciółka wchodziła do sali.
Sue
Weszłam do klasy. Niestety nauczycielka już w niej była. Świetnie pierwsza lekcja i od razu spóźnienie. Spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
-Witaj, ty zapewne jesteś nową uczennicą. Zechciałabyś się przedstawić?- wyglądała na miłą. Posłałam jej delikatny uśmiech i odwróciłam się do klasy.
-Jestem Sue Cherry i na razie tyle wam wystarczy.- nie siliłam się na uśmiech.
-Dobrze, Sue usiądź z Alex'em.- kolejny raz zwróciła się do mnie nauczycielka. Jak ta śliczna blondynka o jasnych zielonych oczach, patrzących za okularów mogła mi zrobić coś takiego? Z niezadowoloną miną ruszyłam na koniec klasy. Usiadła i tępo zaczęłam się wpatrywać w zegar wiszący nad tablicą. Po kilku sekundach mnie to znudziło więc wyciągnęłam jakiś zeszyt i długopis. Zaczęłam bazgrać, nikomu nie znane wzory na jednej z ostatnich kartek.
-Nazywam się Amanda Gray i bla... bla... bla... mnie zawsze nudziły te pogadanki, wiec nie zamierzam was nimi zanudzać. jeśli czegoś o mnie nie wiecie, to się dowiecie. Teraz każdemu z was rozdam plan lekcji.- zaczęła chodzić po klasie dając każdemu karteczkę. Gdy wszyscy już mieli kawałki papieru kobieta kolejny raz przemówiła.- A teraz róbcie co chcecie. W końcu to pierwsza lekcja w nowym roku szkolnym.- młoda nauczycielka się do nas uśmiechnęła. Wróciłam do bazgrania po kartce.
-Co Ci odbiło, żeby się rzucać do tamtych chłopaków.- usłyszałam głos przy uchu.
-A co, może miałam pozwolić by się znęcali nad tamtą dziewczyną?- zapytałam z sarkazmem, nawet nie patrząc na niego.
-Czy ty kiedykolwiek myślisz o konsekwencjach? Pierwszy dzień szkoły i już byś z niej pobita wyszła?
-To moje życie! Moje decyzje i gówno Ci do tego!- odpowiedziałam mu w końcu na niego patrząc. Obrzuciłam go spojrzeniem mówiącym "odpierdol się" i wróciłam do dalszego rysowania po kartce. Alex nie odezwał już się, z czego, nie ukrywam, bardzo się cieszyłam. Gdy w końcu zadzwonił upragniony dla mnie dzwonek, poderwałam się z krzesła, szybko wrzuciłam zeszyt i długopis do torebki, i pierwsza opuściłam klasę.
***
Pomalutku z kubkiem parującej herbaty w dłoni podeszłam do szafy. Kubek z napojem postawiłam na dywanie, a z szafy wyciągnęłam pudło. Ponownie usiadłam po turecku na podłodze i z lękiem zajrzałam do wielkiego kartonu. Było tam dużo różnych rzeczy, ale moją uwagę przykuła figurka motocyklu. Pamiętam, że po tym jak podobną kupiłam Jemu, powiedziałam, że kiedyś kupię sobie prawdziwy motocykl. Następnie wyjęłam z pudła piłkę do nogi, w kąciku mojego oka zakręciła się malutka łza której nie pozwoliłam wypłynąć. Kolejnym przedmiotem była gra. Z leciutkim uśmiechem odtworzyłam to jak zawsze w trakcie gry mówił nazwiska piłkarzy, a ja niego spoglądałam jak na idiotę. Nigdy nie nauczyłam się grać w Fifę i nigdy nie zamierzam. Zamknęłam karton, oparłam się o łóżku i zaczęłam sączyć herbatę rozmyślając. Starałam powstrzymywać łzy, które się cisnęły mi do oczu. Nagle jak błyskawica przez moją głowę przeleciała myśl. Jutro znowu zobaczę Alexa, już się cieszę...
~~~
Witajcie!
Jak pewnie niektórzy zauważyli, wczoraj przez przypadek dodałam rozdział... Przepraszam... A co do tych którzy go przeczytali, to przepraszam za błędy i za to, że go nie dokończyłam. Ta wersja jest oryginalna i przede wszystkim dokończona ;D
Przepraszam po raz kolejny, że taki krótki.
Ach... jutro zaktualizuje zakładkę bohaterowie, a już teraz dodam zdjęcie Alex'a
3 września
Vic
-Kim ty, do cholery, jesteś?- spytał, podchodząc do Sue, chłopak.
-Nie twój interes.- odpowiedziała moje przyjaciółka.
-Chyba jednak mój. Jakby nie ja, to co byś zrobiła? On nie ma skrupułów. Teraz zapewne byłabyś pobita.- w jego głosie słychać było podirytowanie.
-Poradziłabym sobie.- odpowiedziała pewnie, choć zdenerwowana.
-Pewnie... Siedząc teraz i plącząc!- wykrzyczał.
-To było się, kurwa nie mieszać!- zaczęli sobie skakać do gardeł.
-Co myślisz, że byś sobie poradziła?!
-Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz, wiec nie możesz wiedzieć jaki byłby finał!
-Przestańcie!- miałam już dosyć. Obydwoje spojrzeli na mnie jakbym urwała się z choinki. Odwrócili się do siebie i dalej zaczęli swoją kłótnię.
-Jedno wiem, jesteś albo głupia, albo naiwna!
-A ty uważasz się za pępek świata!- oboje byli strasznie zdenerwowani.
-Rozejm! Alex poznaj Sue, Sue poznaj Alexa. Będziecie chodzili do jednej klasy. - Jake, rozdzielił ich. Rozdzwonił się dzwonek, a wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich klas. Alex spojrzał z pogardą na Sue, a ona odwdzięczyła się tym sam.- Chodź, Vic, odprowadzimy naszą bohaterką.- z uśmiechem stwierdził nasz sąsiad.
-Ty sobie jaja robisz, prawda? Ja wcale nie będę chodziła do klasy z tym bałwanem, nigdy w życiu.- powiedziała krzyżując ręce na piersiach. Chłopak spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Ciekawie będzie w ich klasie.- powiedział i mrugnął okiem, gdy moja przyjaciółka wchodziła do sali.
Sue
Weszłam do klasy. Niestety nauczycielka już w niej była. Świetnie pierwsza lekcja i od razu spóźnienie. Spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
-Witaj, ty zapewne jesteś nową uczennicą. Zechciałabyś się przedstawić?- wyglądała na miłą. Posłałam jej delikatny uśmiech i odwróciłam się do klasy.
-Jestem Sue Cherry i na razie tyle wam wystarczy.- nie siliłam się na uśmiech.
-Dobrze, Sue usiądź z Alex'em.- kolejny raz zwróciła się do mnie nauczycielka. Jak ta śliczna blondynka o jasnych zielonych oczach, patrzących za okularów mogła mi zrobić coś takiego? Z niezadowoloną miną ruszyłam na koniec klasy. Usiadła i tępo zaczęłam się wpatrywać w zegar wiszący nad tablicą. Po kilku sekundach mnie to znudziło więc wyciągnęłam jakiś zeszyt i długopis. Zaczęłam bazgrać, nikomu nie znane wzory na jednej z ostatnich kartek.
-Nazywam się Amanda Gray i bla... bla... bla... mnie zawsze nudziły te pogadanki, wiec nie zamierzam was nimi zanudzać. jeśli czegoś o mnie nie wiecie, to się dowiecie. Teraz każdemu z was rozdam plan lekcji.- zaczęła chodzić po klasie dając każdemu karteczkę. Gdy wszyscy już mieli kawałki papieru kobieta kolejny raz przemówiła.- A teraz róbcie co chcecie. W końcu to pierwsza lekcja w nowym roku szkolnym.- młoda nauczycielka się do nas uśmiechnęła. Wróciłam do bazgrania po kartce.
-Co Ci odbiło, żeby się rzucać do tamtych chłopaków.- usłyszałam głos przy uchu.
-A co, może miałam pozwolić by się znęcali nad tamtą dziewczyną?- zapytałam z sarkazmem, nawet nie patrząc na niego.
-Czy ty kiedykolwiek myślisz o konsekwencjach? Pierwszy dzień szkoły i już byś z niej pobita wyszła?
-To moje życie! Moje decyzje i gówno Ci do tego!- odpowiedziałam mu w końcu na niego patrząc. Obrzuciłam go spojrzeniem mówiącym "odpierdol się" i wróciłam do dalszego rysowania po kartce. Alex nie odezwał już się, z czego, nie ukrywam, bardzo się cieszyłam. Gdy w końcu zadzwonił upragniony dla mnie dzwonek, poderwałam się z krzesła, szybko wrzuciłam zeszyt i długopis do torebki, i pierwsza opuściłam klasę.
***
Pomalutku z kubkiem parującej herbaty w dłoni podeszłam do szafy. Kubek z napojem postawiłam na dywanie, a z szafy wyciągnęłam pudło. Ponownie usiadłam po turecku na podłodze i z lękiem zajrzałam do wielkiego kartonu. Było tam dużo różnych rzeczy, ale moją uwagę przykuła figurka motocyklu. Pamiętam, że po tym jak podobną kupiłam Jemu, powiedziałam, że kiedyś kupię sobie prawdziwy motocykl. Następnie wyjęłam z pudła piłkę do nogi, w kąciku mojego oka zakręciła się malutka łza której nie pozwoliłam wypłynąć. Kolejnym przedmiotem była gra. Z leciutkim uśmiechem odtworzyłam to jak zawsze w trakcie gry mówił nazwiska piłkarzy, a ja niego spoglądałam jak na idiotę. Nigdy nie nauczyłam się grać w Fifę i nigdy nie zamierzam. Zamknęłam karton, oparłam się o łóżku i zaczęłam sączyć herbatę rozmyślając. Starałam powstrzymywać łzy, które się cisnęły mi do oczu. Nagle jak błyskawica przez moją głowę przeleciała myśl. Jutro znowu zobaczę Alexa, już się cieszę...
~~~
Witajcie!
Jak pewnie niektórzy zauważyli, wczoraj przez przypadek dodałam rozdział... Przepraszam... A co do tych którzy go przeczytali, to przepraszam za błędy i za to, że go nie dokończyłam. Ta wersja jest oryginalna i przede wszystkim dokończona ;D
Przepraszam po raz kolejny, że taki krótki.
Ach... jutro zaktualizuje zakładkę bohaterowie, a już teraz dodam zdjęcie Alex'a
poniedziałek, 27 maja 2013
Szósty
3 września
Jak zwykle dziwi mnie widok uśmiechniętej Sue. Wiem, jako jedna z nielicznych co dzieje się w jej głowie, kiedy ma... hmm.. "ataki". Może to nie jest idealne określenie, ale cóż... To nic, że od jej "ataku" minął ponad tydzień. Ona ma w sobie pewnego rodzaju zaporę, przez którą nawet mi ciężko się przedostać. Wątpię czy już ją odchyliłam chociaż o milimetr. Dziś miał być nasz pierwszy dzień w szkole. Tej wariatce na kółkach nigdy nie wiadomo co przyjedzie do głowy, więc postanowiłam na nią uważać. Ubrana w swój czarny mundurek udałam się do kuchni. Zaraz po mnie do pomieszczenia wkroczyła Sue. Swoją rozkloszowaną czarną spódnicę założyła na talię, tak, że była około 10 centymetrów nad kolanami, koszulę wpuściła w spódnicę. Krawat zawiązała tak by węzeł był duży i pozostawiając dwa rozpięte guziki spowodowanie go powiesiła na szyi. Na jej kolanach nadal widniały strupy więc założyła czarne bawełniane zakolanówki ze ślicznymi czarnymi kokardami, na stopy czarne, lśniące czółenka, na niewysokim obcasie, z paskiem na środku. Swoje długie włosy zostawiła naturalnie pokręcone.
-Daj zawiąże Ci ten krawat.- wyciągnęła dłoń w moim kierunku. Jak by nie to, że uparła się by jej tato nauczył ją wiązać krawat, teraz najprawdopodobniej byśmy poszły do szkoły bez nich. Jej palce szybko się poruszały, a po chwili wykonały taki sam węzeł, jak miała już ona. Podeszła do mnie, założyła mi krawat, rozpięła dwa guziki i poprawiła mój ubiór.- Siadaj.- rozkazała mi.
-Dziś tylko niedbały warkocz, ok?- poleciłam jej. Uwielbiała testować nowe fryzury na mnie.
-Psujesz całą zabawę.- wyszła z kuchni, a po chwili wróciła z prostownicą i swoją kosmetyczką w której trzymała wszelkie ozdoby do włosów. Włączyła prostownicę którą nam kupił Artur. Dzięki mu za to, bo Sue, ciągle nie mogła się przyzwyczaić do tych gniazdek. Wczoraj próbowała podłączyć do niego ładowarkę, o mało jej nie psując. Rozczesała moje długie rude włosy, zaplotła z nich niedbałego warkocza, wyprostowała grzywkę, a we włosy włożyła cienką, czarną opaskę z małą czarną kokardą.
-Dziękuje.- pocałowałam ją w policzek. Ona uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła do swojego pokoju. Ja również udałam się do swojej sypialni. Na moje nogi w czarnych rajstopach założyłam szpilki. W mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
-Otwarte!- krzyknęłam przeciągając swoje usta błyszczykiem. Wyszłam ze swojego pokoju. Uśmiechnęłam się do Jake'a i podeszłam się z nim przywitać. Naszą małą tradycją stawało się to, że na przywitanie i pożegnanie przytulaliśmy się i całowaliśmy w policzek. Po chwili się puściliśmy i w tym samym momencie wyszła Sue, już w swoim cienkim, oczywiście czarnym płaszczyku, czarnym szalu i z czarną listonoszką przewieszoną przez ramie, oto cała ona.
-Hej.- moja przyjaciółka podeszła do chłopaka i powtórzyła to co ja zrobiłam chwilę temu.- Idziemy bo się spóźnimy.- ruszyliśmy w kierunku drzwi po drodze biorąc parasole. Cóż Londyn nie jest dziś zbyt łaskawy. Sue zamknęła drzwi na klucz, weszliśmy do windy, którą nadal nie może przestać się zachwycać. Po chwili wsiedliśmy do taksówki, która zawiozła nas prosto do szkoły.
***
Gdy szłyśmy korytarzem, na drugim jego końcu jakąś dziewczynę szarpało trzech chłopaków. Pomimo tego, że był tłum nikt nie jej pomógł. Zanim zdążyłam zareagować Sue już dobiegała do tego miejsca. Spojrzałam na Jake'a i widząc jego zaniepokojony wzrok również zaczęłam biec.
-Czy wy kurwa rozumu nie macie?! Najlepiej się wyżywać na słabszych?!- jeszcze zanim dobiegła zaczęła krzyczeć.
-Nie twój interes laluniu.- powiedział obleśny koleś, chyba ich przywódca. Do o koła ich zaczęła się tworzyć grupka gapiów. Dopchałam się do środka i zobaczyłam jak Sue zaciska i prostuje swoje dłonie z grymasem na twarzy.,
-Co ona Ci kurwa zrobiła? Ty pierdolony egoisto! Jeśli myślisz, że możesz się wyżywać na niej, bo jest dziewczyną, to grubo się mylisz!- ciągle krzyczała.
-Koniec tej zabawy.- niższy chłopak chciał podejść do niej, ale ten najwyższy go powstrzymał.
-Daj spokój. Laleczka chce zbawiać świat?- z pogardą jej się przyjrzał.- Co zrobisz podrapiesz mnie swoimi tipsami, a może zadzwonisz do tatusia by Cię uratował?- z jeszcze większą kpiną i pogardą zwracał się do niej. Spojrzałam na nią, zaciskała swoje pięście i patrzyła na niego z furią. W jej ślicznych tęczówkach o teraz niewiadomym kolorze było wdać, że podjęła już decyzję. Zdążyła zrobić tylko jeden krok, kiedy jakiś ciemnowłosy chłopka złapał ją z tyły, zatrzymując. Ona wściekle na niego spojrzała, a on coś jej szepnął. Na szczęście Sue go najprawdopodobniej posłuchała, bo pozwoliła by on ją schował za sobą.
-Daj jej spokój. O tym, że nie jesteś mężczyzną to już wiemy, o tym, że jesteś śmieciem, też, o tym, że potrafisz pobić dziewczynę, też, ale teraz przesadziłeś. Jak można być tak bezczelnym by chcieć się bić z dziewczyną w miejscy publicznym? Wiesz co to jest wstyd?- teraz to ten chłopak górował, a wcześniejszy pan sytuacji teraz kulił się.
-A-ale... ona-a... sa-a-ma tego chcia-a-ła...- zaczął się jąkać. Zobaczyłam jak Sue wyrywa rękę z uścisku ciemnowłosego i podchodzi do dziewczyny skulonej w koncie.
-Zmykaj.- rozkazał dość władczym tonem.- A wy co tu stoicie? Widowisko się skończyło.- wszyscy zniknęli w przeciągu kilku sekund. Kim do cholery był?
-Nic Ci nie jest?- zapytała Sue trzęsącej się dziewczyny.
-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytała.
-Nie rozumiem, co zrobiłam?- zapytała zdezorientowana.
-Dlaczego mnie obrobiłaś? Teraz będziesz miała problemy, jakoś bym to zniosła. A tak, kolejna osoba przeze mnie będzie cierpiała.- dziewczyna spojrzała smutno najprawdopodobniej w oczy Sue.
-Ej, nie myśl tak. Pozostań sobą. To nie twoja wina.- zapewne posłała jej swój pocieszający uśmiech.- Nie pozwól im się zastraszyć.- Sue odeszła od niej na krok.
-Dziękuje.- powiedziała dziewczyna. Posłała mojej przyjaciółce uśmiech, ona skinęła głowa, a dziewczyna odeszła. Teraz do mojej przyjaciółki podszedł chłopak...
~~~
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Rozdział miał być dłuższy, ale jak zwykle zawaliłam. Miał być wczoraj. Przepraszam.
Obiecuje, że następny będzie dłuższy.
Kocham Was ♥
Pataxxon
Jak zwykle dziwi mnie widok uśmiechniętej Sue. Wiem, jako jedna z nielicznych co dzieje się w jej głowie, kiedy ma... hmm.. "ataki". Może to nie jest idealne określenie, ale cóż... To nic, że od jej "ataku" minął ponad tydzień. Ona ma w sobie pewnego rodzaju zaporę, przez którą nawet mi ciężko się przedostać. Wątpię czy już ją odchyliłam chociaż o milimetr. Dziś miał być nasz pierwszy dzień w szkole. Tej wariatce na kółkach nigdy nie wiadomo co przyjedzie do głowy, więc postanowiłam na nią uważać. Ubrana w swój czarny mundurek udałam się do kuchni. Zaraz po mnie do pomieszczenia wkroczyła Sue. Swoją rozkloszowaną czarną spódnicę założyła na talię, tak, że była około 10 centymetrów nad kolanami, koszulę wpuściła w spódnicę. Krawat zawiązała tak by węzeł był duży i pozostawiając dwa rozpięte guziki spowodowanie go powiesiła na szyi. Na jej kolanach nadal widniały strupy więc założyła czarne bawełniane zakolanówki ze ślicznymi czarnymi kokardami, na stopy czarne, lśniące czółenka, na niewysokim obcasie, z paskiem na środku. Swoje długie włosy zostawiła naturalnie pokręcone.
-Daj zawiąże Ci ten krawat.- wyciągnęła dłoń w moim kierunku. Jak by nie to, że uparła się by jej tato nauczył ją wiązać krawat, teraz najprawdopodobniej byśmy poszły do szkoły bez nich. Jej palce szybko się poruszały, a po chwili wykonały taki sam węzeł, jak miała już ona. Podeszła do mnie, założyła mi krawat, rozpięła dwa guziki i poprawiła mój ubiór.- Siadaj.- rozkazała mi.
-Dziś tylko niedbały warkocz, ok?- poleciłam jej. Uwielbiała testować nowe fryzury na mnie.
-Psujesz całą zabawę.- wyszła z kuchni, a po chwili wróciła z prostownicą i swoją kosmetyczką w której trzymała wszelkie ozdoby do włosów. Włączyła prostownicę którą nam kupił Artur. Dzięki mu za to, bo Sue, ciągle nie mogła się przyzwyczaić do tych gniazdek. Wczoraj próbowała podłączyć do niego ładowarkę, o mało jej nie psując. Rozczesała moje długie rude włosy, zaplotła z nich niedbałego warkocza, wyprostowała grzywkę, a we włosy włożyła cienką, czarną opaskę z małą czarną kokardą.
-Dziękuje.- pocałowałam ją w policzek. Ona uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła do swojego pokoju. Ja również udałam się do swojej sypialni. Na moje nogi w czarnych rajstopach założyłam szpilki. W mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
-Otwarte!- krzyknęłam przeciągając swoje usta błyszczykiem. Wyszłam ze swojego pokoju. Uśmiechnęłam się do Jake'a i podeszłam się z nim przywitać. Naszą małą tradycją stawało się to, że na przywitanie i pożegnanie przytulaliśmy się i całowaliśmy w policzek. Po chwili się puściliśmy i w tym samym momencie wyszła Sue, już w swoim cienkim, oczywiście czarnym płaszczyku, czarnym szalu i z czarną listonoszką przewieszoną przez ramie, oto cała ona.
-Hej.- moja przyjaciółka podeszła do chłopaka i powtórzyła to co ja zrobiłam chwilę temu.- Idziemy bo się spóźnimy.- ruszyliśmy w kierunku drzwi po drodze biorąc parasole. Cóż Londyn nie jest dziś zbyt łaskawy. Sue zamknęła drzwi na klucz, weszliśmy do windy, którą nadal nie może przestać się zachwycać. Po chwili wsiedliśmy do taksówki, która zawiozła nas prosto do szkoły.
***
Gdy szłyśmy korytarzem, na drugim jego końcu jakąś dziewczynę szarpało trzech chłopaków. Pomimo tego, że był tłum nikt nie jej pomógł. Zanim zdążyłam zareagować Sue już dobiegała do tego miejsca. Spojrzałam na Jake'a i widząc jego zaniepokojony wzrok również zaczęłam biec.
-Czy wy kurwa rozumu nie macie?! Najlepiej się wyżywać na słabszych?!- jeszcze zanim dobiegła zaczęła krzyczeć.
-Nie twój interes laluniu.- powiedział obleśny koleś, chyba ich przywódca. Do o koła ich zaczęła się tworzyć grupka gapiów. Dopchałam się do środka i zobaczyłam jak Sue zaciska i prostuje swoje dłonie z grymasem na twarzy.,
-Co ona Ci kurwa zrobiła? Ty pierdolony egoisto! Jeśli myślisz, że możesz się wyżywać na niej, bo jest dziewczyną, to grubo się mylisz!- ciągle krzyczała.
-Koniec tej zabawy.- niższy chłopak chciał podejść do niej, ale ten najwyższy go powstrzymał.
-Daj spokój. Laleczka chce zbawiać świat?- z pogardą jej się przyjrzał.- Co zrobisz podrapiesz mnie swoimi tipsami, a może zadzwonisz do tatusia by Cię uratował?- z jeszcze większą kpiną i pogardą zwracał się do niej. Spojrzałam na nią, zaciskała swoje pięście i patrzyła na niego z furią. W jej ślicznych tęczówkach o teraz niewiadomym kolorze było wdać, że podjęła już decyzję. Zdążyła zrobić tylko jeden krok, kiedy jakiś ciemnowłosy chłopka złapał ją z tyły, zatrzymując. Ona wściekle na niego spojrzała, a on coś jej szepnął. Na szczęście Sue go najprawdopodobniej posłuchała, bo pozwoliła by on ją schował za sobą.
-Daj jej spokój. O tym, że nie jesteś mężczyzną to już wiemy, o tym, że jesteś śmieciem, też, o tym, że potrafisz pobić dziewczynę, też, ale teraz przesadziłeś. Jak można być tak bezczelnym by chcieć się bić z dziewczyną w miejscy publicznym? Wiesz co to jest wstyd?- teraz to ten chłopak górował, a wcześniejszy pan sytuacji teraz kulił się.
-A-ale... ona-a... sa-a-ma tego chcia-a-ła...- zaczął się jąkać. Zobaczyłam jak Sue wyrywa rękę z uścisku ciemnowłosego i podchodzi do dziewczyny skulonej w koncie.
-Zmykaj.- rozkazał dość władczym tonem.- A wy co tu stoicie? Widowisko się skończyło.- wszyscy zniknęli w przeciągu kilku sekund. Kim do cholery był?
-Nic Ci nie jest?- zapytała Sue trzęsącej się dziewczyny.
-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytała.
-Nie rozumiem, co zrobiłam?- zapytała zdezorientowana.
-Dlaczego mnie obrobiłaś? Teraz będziesz miała problemy, jakoś bym to zniosła. A tak, kolejna osoba przeze mnie będzie cierpiała.- dziewczyna spojrzała smutno najprawdopodobniej w oczy Sue.
-Ej, nie myśl tak. Pozostań sobą. To nie twoja wina.- zapewne posłała jej swój pocieszający uśmiech.- Nie pozwól im się zastraszyć.- Sue odeszła od niej na krok.
-Dziękuje.- powiedziała dziewczyna. Posłała mojej przyjaciółce uśmiech, ona skinęła głowa, a dziewczyna odeszła. Teraz do mojej przyjaciółki podszedł chłopak...
~~~
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Rozdział miał być dłuższy, ale jak zwykle zawaliłam. Miał być wczoraj. Przepraszam.
Obiecuje, że następny będzie dłuższy.
Kocham Was ♥
Pataxxon
niedziela, 19 maja 2013
Piąty
23 sierpnia
Co jest do cholery? Dlaczego tutaj tak zimno? Czy ja śpię na podłodze?
-Tak, śpisz.- dopiero w teraz otworzyłam jedno oko i zrozumiałam, że swoje myśli wypowiedziałam na głos.
-Za jasno.- powiedziałam i zamknęłam oko.- Dlaczego śpię na podłodze- spytałam rozłożonego na kanapie Jake'a.
-Pewnie zasnęłaś w trakcie filmu.
-A gdzie Vic?- spytałam z ciągle zamkniętymi oczami.
-Nie mam pojęcia. Idź jej poszukać.
-Ciebie chyba głowa piecze. Ja się stąd nie ruszam. Za jasno.- zakryłam twarz kocem, którym ktoś mnie nakrył.
-Ja też nie. Za wygodnie.- odpowiedział chłopka. Odkryłam twarz, tak by by było widać jedno oko, które otworzyłam i posłałam mu mordercze spojrzenia.
-Śpiące Królewny już wstały?.- do pokoju weszłam Vic.
-Idiotka.- zakryłam twarz i przewróciłam się na drugi bok.
-Wstawajcie.- powiedziała moja przyjaciółka.
-Nie ma mowy.- byłam cała obolała i niewyspana po nocy na podłodze.
-Zgadzam się z przedmówczynią.- oznajmił Jake. Wyciągnęłam swoją rękę z dłonią zaciśniętą w pieść by chłopk mógł mi przybić żółwika. Po chwili poczułam lekkie uderzenia pięści o moją i schowałam rękę.
-Jak sobie chcecie. Naleśniki, zawsze mogę zjeść sama.- stwierdziła Vic i wyszła. Usiadłam i otworzyłam oczy. Czy ona właśnie powiedziała magiczne słowo? Spojrzałam na Jake'a, był w tej samej pozycji co ja. Westchnęłam ciężko, owinęłam się kocem i ruszyłam do kuchni. Zaraz za mną kroczył chłopak. Usiadłam przy stole. Na talerzu była ogromna góra naleśników.
-Są z serem, nutellą i czekoladą.- poinformowała nas Vic podając herbatę.
-Kocham cię.- uśmiechnęłam się do niej i utkwiłam wzrok w jednym punkcie.
Przed moimi oczami pojawił się obraz. Kuchnia ze starymi meblami podłoga z desek i wiecznie rozklekotany stół. Nagle do pomieszczenia wpadł młody, wysoki chłopak, a zaraz po nim wysoka ale dużo niższa dziewczyna, z burzą, długich, ciemnych loków.
-Debil, oszukiwałeś,- powiedziała obrażona.
-Naucz się szybciej biegać.- odpyskował jej chłopak, na co dziewczyna wystawiła w jego stronę język.
-Uspokójcie się!- kobieta dotychczas stojąca przy kuchence przerwała kłótnię. Kobieta położyła na stół talerz pełen naleśników z serem. Dziewczyna szybko podeszła do lodówki i z zamrażarki wyjęła pudełko lodów Nałożyła sobie jednego naleśnika, a na niego lody. Chłopak podsunął swój talerz i niemo poprosił o lody. Ta wystawiła po raz kolejny w jego stronę język, ale nałożyła mu lodów. Oboje zaczęli jeść.
A ja? Stałam tam i w moich oczach zbierały się łzy.
W tym samym czasie: Vic
Oczy Sue zaczęły robić się puste. ciągle wpatrywała się w ścianę. W końcu się zamknęły.
-Sue! Jesteś tam? Odezwij się.- cholera jasne. znowu wróciło? A było tak dobrze. Rozpoznawałam ten stan. Po Jego odejściu często go widywałam, ale myślałam, że to się skończyło.- Porusz się - z jej oczu zamkniętych oczu zaczęły wydobywać się łzy. Potrząsnęłam nią. Otworzyła swoje zaszklone puste oczy. Po chwili jej oczy przestały straszyć tą pustością. Ciągle mocnym strumieniem po jej wiecznie czerwonych policzkach płynęły łzy. Wstała bez słowa i wyszła. Spojrzałam na miejsce w którym przed chwilą zniknęła Spojrzałam na Jake'a.
-Co to było?- zapytał zszokowany.
-Sama dokładnie nie wiem, To coś w rodzaju ataków. Ma je odkąd on zniknął. Ostatnio się nie pojawiały, ale coś je odblokowało - wyśniłam On tylko pokiwał głową i między nami zapanowała cisza. Po kilku minutach postać Sue mignęła mi w wejściu. Usłyszeliśmy odgłos otwierania i zamykania drzwi.
-Może za nią trzeba pójść?- zapytał chłopka.
-Nie. Zawsze tak robi. A poza tym wzięła telefon.- odpowiedział siląc sie na spokojny ton.
-Skąd wiesz?- zapytał zdziwiony.
-Zawsze bierze.- odpowiedziałam jak by to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Starałam sie ukryć strach. Próbowałam grać silną, jej to się udawało. Czy się o nią bałam? Nawet sama sobie nie wyobrażałam jak bardzo. Posłałam uśmiech Jake'owi a w moich myślach dominowała jedna bardzo ważna dla mnie osóbka.
***
Sue
Szłam ulicami Londynu starając się wyłączyć swoje emocje. Przecież mi to się udawało! Wtedy gdy zwiedzaliśmy miasto udawało mi się to perfekcyjnie Wyłączyłam się z emocji i świata mnie otaczającego, nic nie zwracało mojej uwagi. Chwila ... Zwiedzanie To jest to. Rozejrzałam się, w pobliżu dostrzegłam księgarnie. Zapewne tam będę mogła kupić przewodnik.
***
Usiadłam na ławce w parku i markerem zaznaczałam na mapie interesujące mnie obiekty z przewodnika. Z dumą spojrzałam na moje dzieło. Były tam pozaznaczane takie budynki jak Big Ben, Parlament Brytyjski, Muzeum Figur Woskowych Madame Tussday, Tower of London i Pałac Buckingham. Ciekawe czy mi dziś to wszystko uda się zwiedzić. Mam nadzieje, że to odciągnie mnie od myślenia o tym. Ruszyłam pewnie w stronę Big Bena.Ze wszystkich swoich sił starałam się zatrzymać emocje szalejące we mnie. Cholera jasna, muszę być silna! "Big Ben – wieża zegarowa w Londynie w Wielkiej Brytanii. Nazwa początkowo odnosiła się do dzwonu ze St. Stephen's Tower..." Spojrzałam ze łzami w oczach na tą piękną budowlę. Lubiłam patrzeć na budynki ludzi, rzeczy i na nowo odkrywać ich piękno. 'I co teraz zrobisz? Zadzwonisz do tatusia?' O, nie, nie ,nie! Złapałam się za głowę. Nie teraz proszę! 'Nigdy mnie nie zapomnisz, będę już zawsze twoim największym koszmarem, suko!' Przed moimi oczami znowu pojawiła się ta twarz, o której tak bardzo chciałam zapomnieć. Dlaczego to wraca? Znowu poczułam te strach. Rozejrzałam się dookoła. Każdy był dla mnie podejrzany. Mój szalony wzrok zatrzymał się na murku, podeszłam do niego i na nim usiadłam. 'To wszytko twoja wina! Wszyscy przed ciebie cierpią, twoi rodzice, koledzy, twoja przyjaciółka i twój...'
-Nie- powiedziałam cicho.- Nie, nie, nie, nie...- powtarzam bez przerwy jak mantrę Zaczęłam się równomiernie kołysać, a w mojej głowie szalało tornado Powoli zaczynałam czuć, tak jakby małe części mnie odrywały się ode mnie. Identycznie jak w tedy.
-Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie...- te krótkie słowa wydobyła się jedno za drugim z moich ust. Nie zwracałam uwagi w jakim języku mówię. Przecież znam ich kilka. Ważne było dla mnie tylko ich znaczenie. Nie mogłam znowu się poddać. Nie miałam prawa! Vic... To ona mnie uratowała Zabroniła mi robić czegoś głupiego. Nie mogłam jej zawieść. Moich rodziców już zawiodłam. Bardziej się nie da. Ale ona, ją też zawiodłam, ale z niezrozumiałego dla mnie powodu jeszcze przy mnie jest. Jestem jej to winna. Przecież tyle dla mnie zrobiła. Nie mogę znowu się załamać. Znowu zranić wszystkich których kocham. Co ja gadam? Przecież ja to robię codziennie. Koniec tego. Muszę się wziąć w garść. Przecież tak nie da się żyć! Co ja mówię? Ja wegetuję, a nie żyję. Poczułam czyjś dotyk na ramieniu.
-Przepraszam, ale dzwoni pani telefon już od jakiegoś czasu. Próbowałam to pani powiedzieć, ale najwidoczniej się pani zamyśliła. Proszę.- powiedziała do mnie młoda kobieta, podając mi chusteczkę. Musiałam okropnie wyglądać. Spojrzałam na swój strój. Sweter z flagą U.K. zwykłe ciemne rurki, trampki i torebka. Wyciągnęłam z niej telefon, z którego słychać było muzyczkę z Harry'ego Potter'a. Wzięłam od tej miłej kobiety chusteczkę. podziwiałam ją, że tak długo tu stała. Odblokowałam ekran swojej komórki i odebrałam.
-Dzięki Bogu. Co się z tobą dzieje? Dzwonie od dwudziestu minut.- mówiła po angielsku czyli z nią był Jake.- Już jest ciemno. Spojrzałam na otaczający mnie świat spowity w mroku.
-Przepraszam.- powiedziałam głosem który zdradzał, że przed chwilą płakałam i nadal drobne łezki spływają po moim policzku.- Postaram się jak najszybciej wrócić.- znowu zawiodłam.
-Sue.- usłyszałam jej zaniepokojony głos.
-W domu, dobrze?- zapytałam ją.
-Dobrze. Wracaj szybko.
-Pa.- powiedziałam i się rozłączyłam.
-Czy mogę jakoś pani pomóc?- zapytała ta miła kobieta.
-Nie jest pani w stanie.- Posłałam jej przepraszający uśmiech i udałam się na postój taksówek.
~~~
Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Wiem, zawiodłam was. Nie dość że długo nie było rozdziału to jest do dupy.
Następny postaram dodać się za tydzień. Ten miał być wczoraj, ale jak wróciłam po bierzmowaniu nie miałam neta. Ech... Dziś byłam u rodzinki więc dla tego jest tak późno.
Jeśli macie jakiś pytania, do mnie lub bohaterów to zapraszam : http://ask.fm/Pataxxon
Całuję ;*
Wasza Pataxxon
Co jest do cholery? Dlaczego tutaj tak zimno? Czy ja śpię na podłodze?
-Tak, śpisz.- dopiero w teraz otworzyłam jedno oko i zrozumiałam, że swoje myśli wypowiedziałam na głos.
-Za jasno.- powiedziałam i zamknęłam oko.- Dlaczego śpię na podłodze- spytałam rozłożonego na kanapie Jake'a.
-Pewnie zasnęłaś w trakcie filmu.
-A gdzie Vic?- spytałam z ciągle zamkniętymi oczami.
-Nie mam pojęcia. Idź jej poszukać.
-Ciebie chyba głowa piecze. Ja się stąd nie ruszam. Za jasno.- zakryłam twarz kocem, którym ktoś mnie nakrył.
-Ja też nie. Za wygodnie.- odpowiedział chłopka. Odkryłam twarz, tak by by było widać jedno oko, które otworzyłam i posłałam mu mordercze spojrzenia.
-Śpiące Królewny już wstały?.- do pokoju weszłam Vic.
-Idiotka.- zakryłam twarz i przewróciłam się na drugi bok.
-Wstawajcie.- powiedziała moja przyjaciółka.
-Nie ma mowy.- byłam cała obolała i niewyspana po nocy na podłodze.
-Zgadzam się z przedmówczynią.- oznajmił Jake. Wyciągnęłam swoją rękę z dłonią zaciśniętą w pieść by chłopk mógł mi przybić żółwika. Po chwili poczułam lekkie uderzenia pięści o moją i schowałam rękę.
-Jak sobie chcecie. Naleśniki, zawsze mogę zjeść sama.- stwierdziła Vic i wyszła. Usiadłam i otworzyłam oczy. Czy ona właśnie powiedziała magiczne słowo? Spojrzałam na Jake'a, był w tej samej pozycji co ja. Westchnęłam ciężko, owinęłam się kocem i ruszyłam do kuchni. Zaraz za mną kroczył chłopak. Usiadłam przy stole. Na talerzu była ogromna góra naleśników.
-Są z serem, nutellą i czekoladą.- poinformowała nas Vic podając herbatę.
-Kocham cię.- uśmiechnęłam się do niej i utkwiłam wzrok w jednym punkcie.
Przed moimi oczami pojawił się obraz. Kuchnia ze starymi meblami podłoga z desek i wiecznie rozklekotany stół. Nagle do pomieszczenia wpadł młody, wysoki chłopak, a zaraz po nim wysoka ale dużo niższa dziewczyna, z burzą, długich, ciemnych loków.
-Debil, oszukiwałeś,- powiedziała obrażona.
-Naucz się szybciej biegać.- odpyskował jej chłopak, na co dziewczyna wystawiła w jego stronę język.
-Uspokójcie się!- kobieta dotychczas stojąca przy kuchence przerwała kłótnię. Kobieta położyła na stół talerz pełen naleśników z serem. Dziewczyna szybko podeszła do lodówki i z zamrażarki wyjęła pudełko lodów Nałożyła sobie jednego naleśnika, a na niego lody. Chłopak podsunął swój talerz i niemo poprosił o lody. Ta wystawiła po raz kolejny w jego stronę język, ale nałożyła mu lodów. Oboje zaczęli jeść.
A ja? Stałam tam i w moich oczach zbierały się łzy.
W tym samym czasie: Vic
Oczy Sue zaczęły robić się puste. ciągle wpatrywała się w ścianę. W końcu się zamknęły.
-Sue! Jesteś tam? Odezwij się.- cholera jasne. znowu wróciło? A było tak dobrze. Rozpoznawałam ten stan. Po Jego odejściu często go widywałam, ale myślałam, że to się skończyło.- Porusz się - z jej oczu zamkniętych oczu zaczęły wydobywać się łzy. Potrząsnęłam nią. Otworzyła swoje zaszklone puste oczy. Po chwili jej oczy przestały straszyć tą pustością. Ciągle mocnym strumieniem po jej wiecznie czerwonych policzkach płynęły łzy. Wstała bez słowa i wyszła. Spojrzałam na miejsce w którym przed chwilą zniknęła Spojrzałam na Jake'a.
-Co to było?- zapytał zszokowany.
-Sama dokładnie nie wiem, To coś w rodzaju ataków. Ma je odkąd on zniknął. Ostatnio się nie pojawiały, ale coś je odblokowało - wyśniłam On tylko pokiwał głową i między nami zapanowała cisza. Po kilku minutach postać Sue mignęła mi w wejściu. Usłyszeliśmy odgłos otwierania i zamykania drzwi.
-Może za nią trzeba pójść?- zapytał chłopka.
-Nie. Zawsze tak robi. A poza tym wzięła telefon.- odpowiedział siląc sie na spokojny ton.
-Skąd wiesz?- zapytał zdziwiony.
-Zawsze bierze.- odpowiedziałam jak by to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Starałam sie ukryć strach. Próbowałam grać silną, jej to się udawało. Czy się o nią bałam? Nawet sama sobie nie wyobrażałam jak bardzo. Posłałam uśmiech Jake'owi a w moich myślach dominowała jedna bardzo ważna dla mnie osóbka.
***
Sue
Szłam ulicami Londynu starając się wyłączyć swoje emocje. Przecież mi to się udawało! Wtedy gdy zwiedzaliśmy miasto udawało mi się to perfekcyjnie Wyłączyłam się z emocji i świata mnie otaczającego, nic nie zwracało mojej uwagi. Chwila ... Zwiedzanie To jest to. Rozejrzałam się, w pobliżu dostrzegłam księgarnie. Zapewne tam będę mogła kupić przewodnik.
***
Usiadłam na ławce w parku i markerem zaznaczałam na mapie interesujące mnie obiekty z przewodnika. Z dumą spojrzałam na moje dzieło. Były tam pozaznaczane takie budynki jak Big Ben, Parlament Brytyjski, Muzeum Figur Woskowych Madame Tussday, Tower of London i Pałac Buckingham. Ciekawe czy mi dziś to wszystko uda się zwiedzić. Mam nadzieje, że to odciągnie mnie od myślenia o tym. Ruszyłam pewnie w stronę Big Bena.Ze wszystkich swoich sił starałam się zatrzymać emocje szalejące we mnie. Cholera jasna, muszę być silna! "Big Ben – wieża zegarowa w Londynie w Wielkiej Brytanii. Nazwa początkowo odnosiła się do dzwonu ze St. Stephen's Tower..." Spojrzałam ze łzami w oczach na tą piękną budowlę. Lubiłam patrzeć na budynki ludzi, rzeczy i na nowo odkrywać ich piękno. 'I co teraz zrobisz? Zadzwonisz do tatusia?' O, nie, nie ,nie! Złapałam się za głowę. Nie teraz proszę! 'Nigdy mnie nie zapomnisz, będę już zawsze twoim największym koszmarem, suko!' Przed moimi oczami znowu pojawiła się ta twarz, o której tak bardzo chciałam zapomnieć. Dlaczego to wraca? Znowu poczułam te strach. Rozejrzałam się dookoła. Każdy był dla mnie podejrzany. Mój szalony wzrok zatrzymał się na murku, podeszłam do niego i na nim usiadłam. 'To wszytko twoja wina! Wszyscy przed ciebie cierpią, twoi rodzice, koledzy, twoja przyjaciółka i twój...'
-Nie- powiedziałam cicho.- Nie, nie, nie, nie...- powtarzam bez przerwy jak mantrę Zaczęłam się równomiernie kołysać, a w mojej głowie szalało tornado Powoli zaczynałam czuć, tak jakby małe części mnie odrywały się ode mnie. Identycznie jak w tedy.
-Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie...- te krótkie słowa wydobyła się jedno za drugim z moich ust. Nie zwracałam uwagi w jakim języku mówię. Przecież znam ich kilka. Ważne było dla mnie tylko ich znaczenie. Nie mogłam znowu się poddać. Nie miałam prawa! Vic... To ona mnie uratowała Zabroniła mi robić czegoś głupiego. Nie mogłam jej zawieść. Moich rodziców już zawiodłam. Bardziej się nie da. Ale ona, ją też zawiodłam, ale z niezrozumiałego dla mnie powodu jeszcze przy mnie jest. Jestem jej to winna. Przecież tyle dla mnie zrobiła. Nie mogę znowu się załamać. Znowu zranić wszystkich których kocham. Co ja gadam? Przecież ja to robię codziennie. Koniec tego. Muszę się wziąć w garść. Przecież tak nie da się żyć! Co ja mówię? Ja wegetuję, a nie żyję. Poczułam czyjś dotyk na ramieniu.
-Przepraszam, ale dzwoni pani telefon już od jakiegoś czasu. Próbowałam to pani powiedzieć, ale najwidoczniej się pani zamyśliła. Proszę.- powiedziała do mnie młoda kobieta, podając mi chusteczkę. Musiałam okropnie wyglądać. Spojrzałam na swój strój. Sweter z flagą U.K. zwykłe ciemne rurki, trampki i torebka. Wyciągnęłam z niej telefon, z którego słychać było muzyczkę z Harry'ego Potter'a. Wzięłam od tej miłej kobiety chusteczkę. podziwiałam ją, że tak długo tu stała. Odblokowałam ekran swojej komórki i odebrałam.
-Dzięki Bogu. Co się z tobą dzieje? Dzwonie od dwudziestu minut.- mówiła po angielsku czyli z nią był Jake.- Już jest ciemno. Spojrzałam na otaczający mnie świat spowity w mroku.
-Przepraszam.- powiedziałam głosem który zdradzał, że przed chwilą płakałam i nadal drobne łezki spływają po moim policzku.- Postaram się jak najszybciej wrócić.- znowu zawiodłam.
-Sue.- usłyszałam jej zaniepokojony głos.
-W domu, dobrze?- zapytałam ją.
-Dobrze. Wracaj szybko.
-Pa.- powiedziałam i się rozłączyłam.
-Czy mogę jakoś pani pomóc?- zapytała ta miła kobieta.
-Nie jest pani w stanie.- Posłałam jej przepraszający uśmiech i udałam się na postój taksówek.
~~~
Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Wiem, zawiodłam was. Nie dość że długo nie było rozdziału to jest do dupy.
Następny postaram dodać się za tydzień. Ten miał być wczoraj, ale jak wróciłam po bierzmowaniu nie miałam neta. Ech... Dziś byłam u rodzinki więc dla tego jest tak późno.
Jeśli macie jakiś pytania, do mnie lub bohaterów to zapraszam : http://ask.fm/Pataxxon
Całuję ;*
Wasza Pataxxon
sobota, 6 kwietnia 2013
Czwarty
22 sierpnia
Obudziłam się nagle. Dopiero po chwili zrozumiałam, że wyrwał mnie ze snu straszny huk.
-Cholera jasna. Kto tu postawił tą kanapę?- usłyszałam Sue. Wstałam i wyszłam z pokoju. Obok kanapy leżała moja przyjaciółka.
-Co się stało?- zapytałam ją zdziwiona.
-Jakiś debil postawił tu tą kanapę...
-I się wywaliłaś?- zapytałam z uśmiechem na twarzy. Sue była straszną niezdarą.
-Ej nie śmiej się ze mnie. To nie moja wina.- próbowała udawać obrażona, ale nie za bardzo jej to wychodziło. Pewnie dla tego, że leżała na podłodze w nieokreślonej pozycji.
-Przepraszam, ale jak byś się zobaczyła to byś upadła ze śmiechu, a nie ty już leżysz...- jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać, a po chwili dołączyła do mnie również ona. Spoważniałam. Śmiała się szczerze, nie tak jak na co dzień.
-No co?- zapytała w przerwie pomiędzy salwami tego prawdziwego śmiechu, który słyszę od roku u niej bardzo rzadko.
-Nic...- ponownie zaczęłam się śmiać. Spojrzała na mnie rozbawionym wzrokiem. Po kilku minutach się podniosła.
-Po długich oględzinach, stwierdzam, że ta podłoga jest nawet wygodna.- kolejny raz wybuchnęłyśmy śmiechem.- Co powiesz na śniadanie?
-A co proponujesz?
-Nie mam pojęcia. Trzeba zobaczyć co jest w lodówce.- obie udałyśmy się do kuchni, otworzyłyśmy ją i stojąc krok przed nią przyglądaliśmy się jej wnętrzu, tak jak by był to obraz.
-Hmmmmm... Ty usiądź, a ja coś zrobię.- powiedziałam w końcu.
-Ok. - zaczęłam wyjmować składniki na mojego Omleta a'la Vic. Po kilku minutach postawiłam dwa talerze na stole.
-Naprawdę?- zapytała mnie Sue.
-No co?
-Tym razem niczego nie spaliłaś?- zaczęłyśmy się śmiać. Już drugi raz dzisiaj. Gdy go robiłam pierwszy raz w domu u Sue omal nie spaliłam kuchni.
-To był wypadek! Długo jeszcze będziesz mi to wypominać?
-Ychym... Za każdym razem gdy zrobisz tego omleta.- posłała mi uśmiech, już nie taki szczery, ale przynajmniej nie taki sztuczny. W ciszy zjadłyśmy śniadanie.
-Co mamy dziś w planie?- zapytałam przyjaciółkę.
-Może pozwiedzamy?
-Przydałby się nam przewodnik. wybacz, ale nie chcę się po raz kolejny zgubić.
-Ej, to nie moja wina! Te plany były jakiś dziwne.
-To ty z nich korzystałaś?- zapytałam ją zdziwiona.
-Nie, ale zwiedzanie nam się udało.- uśmiechnęła się szemlawsko. Gdy zwiedziłyśmy jakiekolwiek miasto, zawsze się gubiłyśmy. Nawet te w którym mieszkała Sue.
-Może Jake?- zaproponowałam.
-Zaraz wracam.- i wyszła. Po chwili usłyszałam, że otwierają i zamykają się drzwi. Sue po kilku minutach wróciła.
-Załatwiona. Jeśli mamy iść, to warto by było się przebrać, co nie Vic?- z politowaniem spojrzała na moją piżamę.
-Na którą mam być gotowa?- zapytałam spoglądając na zegarek.
-Na dwunastą. Masz półtorej godziny skarbie.
***
Jake wczuł się w rolę przewodnika. Wydrukowała nawet sobie jakiś kartki, ze szczególnymi informacjami. Czytał nam je dopóki Sue mu ich nie wyrzuciła.
-Teraz bym wam więcej powiedział, ale ktoś mi wyrzucił kartki.- skierował swój morderczy wzrok na Sue.
-Ugh... Wkurzałeś z tym czytaniem i wymądrzaniem się.- skierowała swoje znudzone spojrzenie na niego.- Teraz ja przejmuje obowiązki przewodnika. Prowadź do tych żołnierzyków. - rozkazała Jake'owi. Zdziwiony spojrzał na nią, ale zaczął iść.
Gdy w końcu dotarliśmy do "żołnierzyków" Sue uśmiechnęła się.
-To są żołnierzyki z fajnymi czapkami. Teraz porobimy sobie z nimi zdjęcia i spróbujemy ich rozśmieszyć, lub cokolwiek zrobić by się poruszyli.- oznajmiła nam. spojrzałam na Jake'a i zaczęłam się śmiać widząc jego minę.
-To ma być lepsze, od mojego zwiedzania? Jaja sobie robisz?
-Tak, to ma być lepsze od twojego zwiedzania.- mówiąc ostatnie słowo zrobiła cudzysłów w powietrzu. On nic jej nie odpowiedział.
Zaczęliśmy sobie robić zdjęcia. Oczywiście Sue cały czas się wygłupiała. Kiedy jej zachowanie przez dłuższy czas nie dało efektów odpuściła.
-Wiesz gdzie można przejechać się autobusami.- zapytała "naszego przewodnika".
-Jasne, chodźcie. - zaprowadził nas na przystanek i po kilkunastu minutach przyjechał autobus.
Gdy jechaliśmy atmosfera nareszcie się rozluźniła.
-Nigdy więcej niczego z tobą nie będę zwiedzać.- oświadczył Jake, Sue.
-Ona mówi tak samo, ale i tak to robi.- wskazała lekceważąco na mnie.
-To prawda. Zawsze mnie jakoś omota.
-Od razu omota. Po prostu boisz się, że gdzieś się zgubię.- wybuchnęliśmy śmiechem.
Po kilkudziesięciu minutach, Sue zaproponowała byśmy wrócili do domu. wysiedliśmy jak najbliżej kamienicy i akurat wtedy zaczął padać deszcz. Ja i Jake szybko biegnąc już po kilku minach dotarliśmy do domu. Niestety musieliśmy czekać na Sue, która pojawiła się za rogiem dopiero po kilkunastu minutach.
-No co?-zapytała się nas i po prostu weszła do budynku, a następnie do windy. Udaliśmy się za nią.
-Może byś dziś do nas wpadł na wieczór filmowy? tylko byś musiał przynieść swoje filmy, bo mu may większość po polsku, a nie wiemy gdzie są te Artura.- zaproponowała Sue.
-Ok.
***
Po godzinie przyszedł Jake.
-Gdzie Sue? Już śpi?- zapytał po kilku minutach.
-Pewnie jest w swoim pokoju.- dokładnie w tej chwili do salony wbiegła Sue z laptopem.
-Paczcie co znalazłam, to znaczy słuchające Ugh... Słuchajcie i patrzcie.- przed nami na stoliku postawiła swojego laptopa i włączyła jakiś filmik na YouTube. Szybko przekonałam się, że to teledysk jakiegoś zespołu. Na ekranie pojawiły się cztery dziewczyny. Słuchaliśmy w skupieniu, no może oprócz Sue, ona się tym niesamowicie jarała. Piosenka się skończyła.
-To jest Little Mix. Maja świetne głosy, co nie?- zapytała nas podekscytowana Sue.
-Wiem kim one są. Brały udział w X-Factor'rze i wygrały.- poinformował nas Jake.
-Jak ty na nie trafiłaś?- zapytałam spoglądając na nią.
-O cholera... Zapomniałam.- siadła na podłodze i zaczęła się zastanawiać. Ja i Jake spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.- Nie śmiejcie się. To jest poważny problem.
-Niedługo zapomnisz jak się nazywasz.- pokręciłam z politowanie głową i znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
-Nie odzywam się do was. Sama zjem pop-corn.- wstała i poszła do kuchni. Po chwili przyszła z trzema wielkimi miskami po brzegi wypełnionymi prażoną kukurydzą.
Znowu spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.
-Przepraszamy Cię, naprawdę nie chcieliśmy.- zaczęliśmy mówić jednocześnie.
-Jak jedzenie się skończy to wy idziecie je zrobić. Ja sobie będę siedziała.- podała nam miski.- To co oglądamy?
~~~
Hej miśki!
Co tam u was?
W końcu udało mi się dokończyć rozdział, cieszycie się?
Pod ostatnim rozdziałem w komentarzach był sam SPAM, tylko Natalia coś napisała, co nie było spamem. Smutno mi troszkę z tego powodu. Proszę komentujcie. Ja po prostu chcę wiedzieć ile was czyta. Nie napisze, że np. 10 komentarzy = 5 rozdział, bo nie lubię tego. Ja was do niczego nie zmuszam, tylko by było miło ;)
Kocham was;*
-Co mamy dziś w planie?- zapytałam przyjaciółkę.
-Może pozwiedzamy?
-Przydałby się nam przewodnik. wybacz, ale nie chcę się po raz kolejny zgubić.
-Ej, to nie moja wina! Te plany były jakiś dziwne.
-To ty z nich korzystałaś?- zapytałam ją zdziwiona.
-Nie, ale zwiedzanie nam się udało.- uśmiechnęła się szemlawsko. Gdy zwiedziłyśmy jakiekolwiek miasto, zawsze się gubiłyśmy. Nawet te w którym mieszkała Sue.
-Może Jake?- zaproponowałam.
-Zaraz wracam.- i wyszła. Po chwili usłyszałam, że otwierają i zamykają się drzwi. Sue po kilku minutach wróciła.
-Załatwiona. Jeśli mamy iść, to warto by było się przebrać, co nie Vic?- z politowaniem spojrzała na moją piżamę.
-Na którą mam być gotowa?- zapytałam spoglądając na zegarek.
-Na dwunastą. Masz półtorej godziny skarbie.
***
Jake wczuł się w rolę przewodnika. Wydrukowała nawet sobie jakiś kartki, ze szczególnymi informacjami. Czytał nam je dopóki Sue mu ich nie wyrzuciła.
-Teraz bym wam więcej powiedział, ale ktoś mi wyrzucił kartki.- skierował swój morderczy wzrok na Sue.
-Ugh... Wkurzałeś z tym czytaniem i wymądrzaniem się.- skierowała swoje znudzone spojrzenie na niego.- Teraz ja przejmuje obowiązki przewodnika. Prowadź do tych żołnierzyków. - rozkazała Jake'owi. Zdziwiony spojrzał na nią, ale zaczął iść.
Gdy w końcu dotarliśmy do "żołnierzyków" Sue uśmiechnęła się.
-To są żołnierzyki z fajnymi czapkami. Teraz porobimy sobie z nimi zdjęcia i spróbujemy ich rozśmieszyć, lub cokolwiek zrobić by się poruszyli.- oznajmiła nam. spojrzałam na Jake'a i zaczęłam się śmiać widząc jego minę.
-To ma być lepsze, od mojego zwiedzania? Jaja sobie robisz?
-Tak, to ma być lepsze od twojego zwiedzania.- mówiąc ostatnie słowo zrobiła cudzysłów w powietrzu. On nic jej nie odpowiedział.
Zaczęliśmy sobie robić zdjęcia. Oczywiście Sue cały czas się wygłupiała. Kiedy jej zachowanie przez dłuższy czas nie dało efektów odpuściła.
-Wiesz gdzie można przejechać się autobusami.- zapytała "naszego przewodnika".
-Jasne, chodźcie. - zaprowadził nas na przystanek i po kilkunastu minutach przyjechał autobus.
Gdy jechaliśmy atmosfera nareszcie się rozluźniła.
-Nigdy więcej niczego z tobą nie będę zwiedzać.- oświadczył Jake, Sue.
-Ona mówi tak samo, ale i tak to robi.- wskazała lekceważąco na mnie.
-To prawda. Zawsze mnie jakoś omota.
-Od razu omota. Po prostu boisz się, że gdzieś się zgubię.- wybuchnęliśmy śmiechem.
Po kilkudziesięciu minutach, Sue zaproponowała byśmy wrócili do domu. wysiedliśmy jak najbliżej kamienicy i akurat wtedy zaczął padać deszcz. Ja i Jake szybko biegnąc już po kilku minach dotarliśmy do domu. Niestety musieliśmy czekać na Sue, która pojawiła się za rogiem dopiero po kilkunastu minutach.
-No co?-zapytała się nas i po prostu weszła do budynku, a następnie do windy. Udaliśmy się za nią.
-Może byś dziś do nas wpadł na wieczór filmowy? tylko byś musiał przynieść swoje filmy, bo mu may większość po polsku, a nie wiemy gdzie są te Artura.- zaproponowała Sue.
-Ok.
***
Po godzinie przyszedł Jake.
-Gdzie Sue? Już śpi?- zapytał po kilku minutach.
-Pewnie jest w swoim pokoju.- dokładnie w tej chwili do salony wbiegła Sue z laptopem.
-Paczcie co znalazłam, to znaczy słuchające Ugh... Słuchajcie i patrzcie.- przed nami na stoliku postawiła swojego laptopa i włączyła jakiś filmik na YouTube. Szybko przekonałam się, że to teledysk jakiegoś zespołu. Na ekranie pojawiły się cztery dziewczyny. Słuchaliśmy w skupieniu, no może oprócz Sue, ona się tym niesamowicie jarała. Piosenka się skończyła.
-To jest Little Mix. Maja świetne głosy, co nie?- zapytała nas podekscytowana Sue.
-Wiem kim one są. Brały udział w X-Factor'rze i wygrały.- poinformował nas Jake.
-Jak ty na nie trafiłaś?- zapytałam spoglądając na nią.
-O cholera... Zapomniałam.- siadła na podłodze i zaczęła się zastanawiać. Ja i Jake spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać.- Nie śmiejcie się. To jest poważny problem.
-Niedługo zapomnisz jak się nazywasz.- pokręciłam z politowanie głową i znowu wybuchnęliśmy śmiechem.
-Nie odzywam się do was. Sama zjem pop-corn.- wstała i poszła do kuchni. Po chwili przyszła z trzema wielkimi miskami po brzegi wypełnionymi prażoną kukurydzą.
Znowu spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.
-Przepraszamy Cię, naprawdę nie chcieliśmy.- zaczęliśmy mówić jednocześnie.
-Jak jedzenie się skończy to wy idziecie je zrobić. Ja sobie będę siedziała.- podała nam miski.- To co oglądamy?
~~~
Hej miśki!
Co tam u was?
W końcu udało mi się dokończyć rozdział, cieszycie się?
Pod ostatnim rozdziałem w komentarzach był sam SPAM, tylko Natalia coś napisała, co nie było spamem. Smutno mi troszkę z tego powodu. Proszę komentujcie. Ja po prostu chcę wiedzieć ile was czyta. Nie napisze, że np. 10 komentarzy = 5 rozdział, bo nie lubię tego. Ja was do niczego nie zmuszam, tylko by było miło ;)
Kocham was;*
niedziela, 24 marca 2013
Trzeci
21 sierpnia, noc
Gdy Vic wyszła, ja również wstałam. Naczynia włożyłam do zlewu i udałam się do swojego pokoju. Na dywanie stał wielki karton z prezentem od Artura. Postanowiłam go otworzyć. W środku na samym wierzchu była śliczna, czarna gitara. Rozpłakałam się. Dlaczego, on mi to zrobił? Ostrożnie wzięłam do rąk instrument, tak jakby był z porcelany. Przecież wiedział... Dlaczego jestem tak cholernie słaba? Czy już zawsze tak będzie? Przecież on gdzieś jest. Musi być. Usiadłam po turecku i ułożyłam w odpowiedniej pozycji gitarę. Zaczęłam lekko trącać struny. Była nastrajana Cichutko zaczęłam grać moją ostatnią napisaną piosenkę. Z każdym ruchem moich palców coraz bardziej płakałam. Czułam się tak jakbym bezgłośnie krzyczała, że potrzebuje pomocy, zrozumienia. Jednocześnie bałam się. Sama nie wiem czego... Melodia którą grałam była ostatnią piosenka którą zagrałam, jeszcze jak on był, postanowiłam ja dokończyć jak on wróci. Doszłam do momentu w którym przed rokiem, zaprzestałam pisania. Delikatnie położyłam instrument i zaczęłam dalej przeglądać zawartość kartonu. Trzęsącymi się dłońmi wyjęłam kule śnieżną. Identyczną dał mi on na gwiazdkę. Obiecałam mu, ze kiedyś tam pojedziemy.
-Przepraszam, że tu jestem bez ciebie.- wyszeptałam patrząc na miniaturowy Big Ben. Kule położyłam obok gitary i kolejny raz zajrzałam do kartonu. Teraz album. Wyciągnęłam go i otworzyłam. Na pierwszym zdjęciu, byłam z nim jak ubieraliśmy choinkę. To było chyba ze trzy lata temu. Kolejne zdjęcie przedstawiało mnie czytającą książkę. Nadal pamiętam tamten dzień Nie było wtedy internetu i on zaczął robić zdjęcia. Teraz była jego fotografia. Ujrzałam na nim dobrze mi znane boisko i jego z piłką. Uwielbiałam to zdjęcie. Ta jego pasja, rozwiane włosy i cały on. Zamknęłam album czując kolejne łzy dołączając już do i tak obfitego potoku. Wstałam i nie zbierając rzeczy z podłogi, wzięłam kosmetyczkę i piżamę Udałam się do jasnej łazienki, zażyłam krótkiego prysznicu i poszłam spać.
22 sierpnia
Całą noc nie mogłam zasnąć. W końcu odpuściłam i siedziałam na łóżku, ciągle myśląc o przeszłości. Nagle zapragnęłam znów znaleźć się Polsce, pójść nad strumyk w lesie, albo na drogę za moim domem. Nawet zwykły las byłby dla mnie teraz ukojeniem. W Polsce mieszkałam na wsi, tutaj brakowało mi tego. Może to i głupie, że stwierdzam to już po kilku godzinach... Wstałam z łóżka i spojrzałam w lustro. Wyglądałam tragicznie. Podkrążone zapuchnięte i przekrwione oczy, byłam blada i rozczochrana. Z szafy wyciągnęłam szare spodnie dresowe, czarną bokserkę i bieliznę. Spojrzałam na dywan. Nadal tam były wyciągnięte przeze mnie wczoraj przedmioty. Odłożyłam ubrania na łóżko i podniosłam najpierw gitarę, która schowałam do szafy, następnie wzięłam album i kule, kule postawiłam na komodzie, a album na regale. Gdy skończyłam już układanie, po raz kolejny wzięłam ubrania i udałam się do łazienki. Szybko się umyłam, ubrałam i rozczesałam swoje mokre włosy. Postanowiłam ich nie suszyć by się ładnie pokręciły. Poszłam zrobić śniadanie. Zajrzałam do ogromnej dwudrzwiowej lodówki. ciekawe po co Arturowi była potrzebna, aż tak duża, ale nie wnikam. Wzięłam produkty na naleśniki
-Co jest?- zapytała nagle Vic.
-Nic, a co ma być?- odpowiedziałam, moim wystudiowanym wesołym głosem.
-Możesz oszukiwać swoich rodziców, ludzi na ulicy, każdego, ale nie mnie. Mi wystarczy, że spojrzę na twoje ruchy, usłyszę głos i już wtedy wiem, ze coś nie gra. więc proszę nie próbuj tego przede mną ukryć.- mówiąc to podchodziła do mnie. Obróciłam się do niej.
-To wszystko przez ten jebany prezent Artura. Dlaczego on mi o nim przypomniał?- czułam że znowu zaczynają mi się zbierać łzy.
-Skarbie, spokojnie.- przytuliła mnie. -Nie możesz ciągle uciekać od wspomnień. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale poradzisz sobie, Sue. A ja w tym ci pomogę. Jasne?- ze zdziwieniem stwierdziłam, że własnie tego potrzebowałam. Lekko kiwnęłam głową, na znak, że się zgadzam.
-A teraz daj mi skończyć naleśniki.- powiedziałam już weselszym głosem. Otarłam łzy i powróciłam do gotowania.
***
Artur dopilnował, żebyśmy załatwiły wszystkie formalności. Zmieniłyśmy swoje imiona i nazwiska na angielskie i jeszcze kilka rzeczy. Na szczęście Artur dał nam już powypełniane papierki i musiałyśmy tylko niektóre po podpisywać i zanieść.
-Dobra, skoro formalności mamy już z głowy, to może lody?- zapytałam Vic.
-Podoba mi się ten pomysł.- szybko ruszyłyśmy w poszukiwaniu deserów.
-Może tutaj?- wskazałam przyjaciółce szyld Milk Shake City.
-Dobrze, tylko się pośpieszmy.- uśmiechnęła się do mnie Vic.
***
Szłyśmy ulicą pijąc swoje shaki i rozmawiając. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Przystanęłam i zaczęłam szukać w swojej dużej czarnej torebce urządzenia. Nagle poczułam ból w plecach i w następnej sekundzie kolanami "przejeżdżałam" po chodniku.
-Cholera jasna...- chciałam się podnieść ale coś, a raczej ktoś mnie przygniatał. Tak nagle jak ciężar się pojawił, tak zniknął Czułam pulsujący ból w kolanach. Szybko wstałam i wbiegłam do pobliskiej kawiarni. Poprosiłam kelnerkę o wodę utlenioną, lub coś do dezynfekcji, a sama pognałam w kierunku toalety. Zaczęłam przeklinać to, że dziś z powodu ładnej pogody ubrałam szorty. Szybko odkręciłam kran, upewniłam się, że leci zimna woda i podstawiałam na zmianę kolana. Musiało to komicznie wyglądać. W końcu przyszła kelnerka z apteczkę i Vic. Młoda kelnerka podała mi wodę utlenioną. Szybko nią polałam kolana i syknęłam z bólu.
-Mogę gazik?- oczyściłam delikatnie rany.- Vic u mnie w torebce powinny być duże plastry.- zawsze je nosiłam, na wszelki wypadek. Kiedy przyjaciółka podała mi opatrunek, jeszcze raz oczyściłam kolana i nakleiłam na nie plastry.
-Dziękuje.- uśmiechnęłam się do dziewczyny oddając jej butelkę z wodą utlenioną - I przepraszam za bałagan.- spojrzałam ze wstydem na mokrą, jasną podłogę ze smugami czerwieni i gazikami.
-Nic się nie stało.- uśmiechnęła się i wyszła.- z torebki wygrzebałam chusteczki i mocząc je wycierałam nogi z krwi. Dopiero teraz zauważyłam, że mój shake znajduje się na mojej bluzce. Po prostu świetnie.
Spróbowałam wstać, ponieważ wcześniej usiadłam pod ścianą by mi było lepiej opatrzyć skaleczenia. Syknęłam i znowu opadłam.
-Cholera jasna.- zacisnęłam zęby i znowu spróbowałam. Nic z tego.- Pomożesz mi?
-Jasne.- Vic złapała mnie za ręce i podciągnęła do pozycji stojącej.- Dasz radę iść?- spytała się mnie z przejęciem.
-Jasne, muszę to tylko rozchodzić.- zaczęłam "iść", jeśli to można tak nazwać, byłam w rozkroku na ugiętych nogach. Vic starała się mi pomóc.- Daleko jesteśmy od domu?
-Nie.... Ale i tak uważam, że nie powinnaś iść.
-Nie zapominaj co było w Polsce. Nic mi nie będzie, muszę to tylko rozchodzić - wspólnymi siłami wyszłyśmy z toalety. Nie ukrywam, zaczynało coraz bardziej boleć, ale nie mogłam się przyznać, bo Vic by zaczęła histeryzować.
-Boli cię coś?- podszedł do nas jakiś chłopak z dziewczyną.
-Nie, kurwa łaskocze.- chciałam ich ominąć.
-Może wam jakoś pomóc.- czy on nie może się odwalić. Chce jak najszybciej dostać się do domu.
-Już pomogłeś. Możesz się odsunąć, bo nie mam jak przejść.- zaczął mnie irytować.
-O Boże, ty krwawisz?- teraz odezwała się długowłosa szatynka stojąca obok chłopka.
-Ameryki to ty nie odkryłaś....
-Nie, spójrz na swoje nogi.- wszyscy jak na zawołanie skierowali tam swój wzrok.
-Cholera...- spod plastrów zaczęła cieknąć krew.
-Może trzeba jechać do szpitala.- zapytał się ten chłopka k.
-A masz samochód?- zapytała od razu Vic.
-Nie, nie trzeba.
-Nie interesuje mnie twoje zdanie, nie mam zamiaru się z tobą kłócić jedziemy i tyle.- nic już nie powiedziałam. Nawet jak bym piszczała, skakała, czy robiła cokolwiek innego, to ona by nie ustąpiła.
-Jasne, zaparkowałem niedaleko.- wyszedł, chyba jego dziewczyna została. Z nikąd pojawiła się przy nas ta sama kelnerka z mokra ściereczką. Szatynka zaczęła mi wycierać krew.
-Nie musisz, poradzę sobie.- chciałam jej zabrać szmatkę.
-Siedź, ja to zrobię.- jak ja tego nie lubię. Jednak niczego nie zrobiłam. Nie lubię tego jak ktoś mi współczuje, czuje się za mnie odpowiedzialny, gdy jestem w centrum czyjejś uwagi... Dziwne co nie? Chwila, czy ja właśnie sama sobie zadałam pytanie? Mniejsza z tym. Powracając do tematu nie lubię tego, wręcz nienawidzę. wtedy czuje się taka słaba, delikatna, a przecież wcale nie jestem.
Gdy wrócił chłopka, pomógł mi wyjść z kawiarni i wsiąść do samochodu. Vic usiadła ze mną z tyłu, a szatynka z przodu. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli, nawet nie wiem dlaczego. Czy to mi się podobało, czy nie musiałam pojechać do szpitala, tak jak bym nie umiała opatrzyć zwykłej rany... Znowu mi pomogli wyjść z samochodu i wejść do szpitala. Nawet mi dali wózek. nie mam pojęcia po co. W ramach protestu nie odzywałam się do nich ani słowem. W końcu przyjął mnie lekarz i na szczęście weszłam, a właściewie wjechałam tam sama.
-Dzień dobry. Jak się pani nazywa i co się stało.
-Dzień dobry, nazywam się Susane Cherry i jakiś debil wpadł na mnie jak szłam chodnikiem i trochę zdarłam kolana. Nic poważnego, ale moja przyjaciółka uparła się, żeby mnie tu przywieść.- opowiedziałam w dużym skrócie co się stało.
-Mogę?- zapytał mnie podchodząc. Skinęłam lekko głową. Wcześniej usiadłam na tym specjalnym łóżku Odkleił plastry i obejrzał dokładnie rany.
-Kto ci to opatrywał?- zapytał po chwili.
-Ja. Coś źle zrobiłam?
-Nie. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zaraz zawołam pielęgniarkę by ci to jeszcze raz opatrzyła, dobrze?
-Dobrze.- szybko pojawiła się młoda pielęgniarka i mi po raz kolejny opatrzyła nogi. -Dziękuje.
Wyszłam z sali i rozejrzałam się. W poczekalni siedziała Vic i szatynka z chłopakiem.
-A nie mówiłam, nic mi się nie stało.
-Nie marudź to wyglądało poważnie.- powiedziała zła na mnie Vic.
-Bez przesady gorzej już ze mną było. Wracamy do domu?- zapytałam przyjaciółkę. Było już po 15, a pomimo tego byłam strasznie zmęczona.
-Dobrze.
-Odwiozę was.- powiedział chłopak. Ja byłam zbyt zmęczona by odmówić, a poza tym nie wiedziałam jak wrócić do domu.
~~~
Hej skarby...
Tak, wiem możecie mnie udusić, poćwiartować czy zrobić cokolwiek innego za ten beznadziejny rozdział. Ale cóż, nie miałam na niego żadnego pomysłu. Bardzo was za niego przeprasza.
Mam nadzieję, że podczas przerwy świątecznej znajdę sporo czasu na pisanie.
Nie jestem pewna czy kolejny rozdział pojawi się przed świętami więc, chciałabym wam życzyć spokojnych, rodzinnych świąt, dobrego jaka i porządnej bitwy na śnieżki w lany poniedziałek
Kocham was;*
Pataxxon
Gdy Vic wyszła, ja również wstałam. Naczynia włożyłam do zlewu i udałam się do swojego pokoju. Na dywanie stał wielki karton z prezentem od Artura. Postanowiłam go otworzyć. W środku na samym wierzchu była śliczna, czarna gitara. Rozpłakałam się. Dlaczego, on mi to zrobił? Ostrożnie wzięłam do rąk instrument, tak jakby był z porcelany. Przecież wiedział... Dlaczego jestem tak cholernie słaba? Czy już zawsze tak będzie? Przecież on gdzieś jest. Musi być. Usiadłam po turecku i ułożyłam w odpowiedniej pozycji gitarę. Zaczęłam lekko trącać struny. Była nastrajana Cichutko zaczęłam grać moją ostatnią napisaną piosenkę. Z każdym ruchem moich palców coraz bardziej płakałam. Czułam się tak jakbym bezgłośnie krzyczała, że potrzebuje pomocy, zrozumienia. Jednocześnie bałam się. Sama nie wiem czego... Melodia którą grałam była ostatnią piosenka którą zagrałam, jeszcze jak on był, postanowiłam ja dokończyć jak on wróci. Doszłam do momentu w którym przed rokiem, zaprzestałam pisania. Delikatnie położyłam instrument i zaczęłam dalej przeglądać zawartość kartonu. Trzęsącymi się dłońmi wyjęłam kule śnieżną. Identyczną dał mi on na gwiazdkę. Obiecałam mu, ze kiedyś tam pojedziemy.
-Przepraszam, że tu jestem bez ciebie.- wyszeptałam patrząc na miniaturowy Big Ben. Kule położyłam obok gitary i kolejny raz zajrzałam do kartonu. Teraz album. Wyciągnęłam go i otworzyłam. Na pierwszym zdjęciu, byłam z nim jak ubieraliśmy choinkę. To było chyba ze trzy lata temu. Kolejne zdjęcie przedstawiało mnie czytającą książkę. Nadal pamiętam tamten dzień Nie było wtedy internetu i on zaczął robić zdjęcia. Teraz była jego fotografia. Ujrzałam na nim dobrze mi znane boisko i jego z piłką. Uwielbiałam to zdjęcie. Ta jego pasja, rozwiane włosy i cały on. Zamknęłam album czując kolejne łzy dołączając już do i tak obfitego potoku. Wstałam i nie zbierając rzeczy z podłogi, wzięłam kosmetyczkę i piżamę Udałam się do jasnej łazienki, zażyłam krótkiego prysznicu i poszłam spać.
22 sierpnia
Całą noc nie mogłam zasnąć. W końcu odpuściłam i siedziałam na łóżku, ciągle myśląc o przeszłości. Nagle zapragnęłam znów znaleźć się Polsce, pójść nad strumyk w lesie, albo na drogę za moim domem. Nawet zwykły las byłby dla mnie teraz ukojeniem. W Polsce mieszkałam na wsi, tutaj brakowało mi tego. Może to i głupie, że stwierdzam to już po kilku godzinach... Wstałam z łóżka i spojrzałam w lustro. Wyglądałam tragicznie. Podkrążone zapuchnięte i przekrwione oczy, byłam blada i rozczochrana. Z szafy wyciągnęłam szare spodnie dresowe, czarną bokserkę i bieliznę. Spojrzałam na dywan. Nadal tam były wyciągnięte przeze mnie wczoraj przedmioty. Odłożyłam ubrania na łóżko i podniosłam najpierw gitarę, która schowałam do szafy, następnie wzięłam album i kule, kule postawiłam na komodzie, a album na regale. Gdy skończyłam już układanie, po raz kolejny wzięłam ubrania i udałam się do łazienki. Szybko się umyłam, ubrałam i rozczesałam swoje mokre włosy. Postanowiłam ich nie suszyć by się ładnie pokręciły. Poszłam zrobić śniadanie. Zajrzałam do ogromnej dwudrzwiowej lodówki. ciekawe po co Arturowi była potrzebna, aż tak duża, ale nie wnikam. Wzięłam produkty na naleśniki
-Co jest?- zapytała nagle Vic.
-Nic, a co ma być?- odpowiedziałam, moim wystudiowanym wesołym głosem.
-Możesz oszukiwać swoich rodziców, ludzi na ulicy, każdego, ale nie mnie. Mi wystarczy, że spojrzę na twoje ruchy, usłyszę głos i już wtedy wiem, ze coś nie gra. więc proszę nie próbuj tego przede mną ukryć.- mówiąc to podchodziła do mnie. Obróciłam się do niej.
-To wszystko przez ten jebany prezent Artura. Dlaczego on mi o nim przypomniał?- czułam że znowu zaczynają mi się zbierać łzy.
-Skarbie, spokojnie.- przytuliła mnie. -Nie możesz ciągle uciekać od wspomnień. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale poradzisz sobie, Sue. A ja w tym ci pomogę. Jasne?- ze zdziwieniem stwierdziłam, że własnie tego potrzebowałam. Lekko kiwnęłam głową, na znak, że się zgadzam.
-A teraz daj mi skończyć naleśniki.- powiedziałam już weselszym głosem. Otarłam łzy i powróciłam do gotowania.
***
Artur dopilnował, żebyśmy załatwiły wszystkie formalności. Zmieniłyśmy swoje imiona i nazwiska na angielskie i jeszcze kilka rzeczy. Na szczęście Artur dał nam już powypełniane papierki i musiałyśmy tylko niektóre po podpisywać i zanieść.
-Dobra, skoro formalności mamy już z głowy, to może lody?- zapytałam Vic.
-Podoba mi się ten pomysł.- szybko ruszyłyśmy w poszukiwaniu deserów.
-Może tutaj?- wskazałam przyjaciółce szyld Milk Shake City.
-Dobrze, tylko się pośpieszmy.- uśmiechnęła się do mnie Vic.
***
Szłyśmy ulicą pijąc swoje shaki i rozmawiając. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Przystanęłam i zaczęłam szukać w swojej dużej czarnej torebce urządzenia. Nagle poczułam ból w plecach i w następnej sekundzie kolanami "przejeżdżałam" po chodniku.
-Cholera jasna...- chciałam się podnieść ale coś, a raczej ktoś mnie przygniatał. Tak nagle jak ciężar się pojawił, tak zniknął Czułam pulsujący ból w kolanach. Szybko wstałam i wbiegłam do pobliskiej kawiarni. Poprosiłam kelnerkę o wodę utlenioną, lub coś do dezynfekcji, a sama pognałam w kierunku toalety. Zaczęłam przeklinać to, że dziś z powodu ładnej pogody ubrałam szorty. Szybko odkręciłam kran, upewniłam się, że leci zimna woda i podstawiałam na zmianę kolana. Musiało to komicznie wyglądać. W końcu przyszła kelnerka z apteczkę i Vic. Młoda kelnerka podała mi wodę utlenioną. Szybko nią polałam kolana i syknęłam z bólu.
-Mogę gazik?- oczyściłam delikatnie rany.- Vic u mnie w torebce powinny być duże plastry.- zawsze je nosiłam, na wszelki wypadek. Kiedy przyjaciółka podała mi opatrunek, jeszcze raz oczyściłam kolana i nakleiłam na nie plastry.
-Dziękuje.- uśmiechnęłam się do dziewczyny oddając jej butelkę z wodą utlenioną - I przepraszam za bałagan.- spojrzałam ze wstydem na mokrą, jasną podłogę ze smugami czerwieni i gazikami.
-Nic się nie stało.- uśmiechnęła się i wyszła.- z torebki wygrzebałam chusteczki i mocząc je wycierałam nogi z krwi. Dopiero teraz zauważyłam, że mój shake znajduje się na mojej bluzce. Po prostu świetnie.
Spróbowałam wstać, ponieważ wcześniej usiadłam pod ścianą by mi było lepiej opatrzyć skaleczenia. Syknęłam i znowu opadłam.
-Cholera jasna.- zacisnęłam zęby i znowu spróbowałam. Nic z tego.- Pomożesz mi?
-Jasne.- Vic złapała mnie za ręce i podciągnęła do pozycji stojącej.- Dasz radę iść?- spytała się mnie z przejęciem.
-Jasne, muszę to tylko rozchodzić.- zaczęłam "iść", jeśli to można tak nazwać, byłam w rozkroku na ugiętych nogach. Vic starała się mi pomóc.- Daleko jesteśmy od domu?
-Nie.... Ale i tak uważam, że nie powinnaś iść.
-Nie zapominaj co było w Polsce. Nic mi nie będzie, muszę to tylko rozchodzić - wspólnymi siłami wyszłyśmy z toalety. Nie ukrywam, zaczynało coraz bardziej boleć, ale nie mogłam się przyznać, bo Vic by zaczęła histeryzować.
-Boli cię coś?- podszedł do nas jakiś chłopak z dziewczyną.
-Nie, kurwa łaskocze.- chciałam ich ominąć.
-Może wam jakoś pomóc.- czy on nie może się odwalić. Chce jak najszybciej dostać się do domu.
-Już pomogłeś. Możesz się odsunąć, bo nie mam jak przejść.- zaczął mnie irytować.
-O Boże, ty krwawisz?- teraz odezwała się długowłosa szatynka stojąca obok chłopka.
-Ameryki to ty nie odkryłaś....
-Nie, spójrz na swoje nogi.- wszyscy jak na zawołanie skierowali tam swój wzrok.
-Cholera...- spod plastrów zaczęła cieknąć krew.
-Może trzeba jechać do szpitala.- zapytał się ten chłopka k.
-A masz samochód?- zapytała od razu Vic.
-Nie, nie trzeba.
-Nie interesuje mnie twoje zdanie, nie mam zamiaru się z tobą kłócić jedziemy i tyle.- nic już nie powiedziałam. Nawet jak bym piszczała, skakała, czy robiła cokolwiek innego, to ona by nie ustąpiła.
-Jasne, zaparkowałem niedaleko.- wyszedł, chyba jego dziewczyna została. Z nikąd pojawiła się przy nas ta sama kelnerka z mokra ściereczką. Szatynka zaczęła mi wycierać krew.
-Nie musisz, poradzę sobie.- chciałam jej zabrać szmatkę.
-Siedź, ja to zrobię.- jak ja tego nie lubię. Jednak niczego nie zrobiłam. Nie lubię tego jak ktoś mi współczuje, czuje się za mnie odpowiedzialny, gdy jestem w centrum czyjejś uwagi... Dziwne co nie? Chwila, czy ja właśnie sama sobie zadałam pytanie? Mniejsza z tym. Powracając do tematu nie lubię tego, wręcz nienawidzę. wtedy czuje się taka słaba, delikatna, a przecież wcale nie jestem.
Gdy wrócił chłopka, pomógł mi wyjść z kawiarni i wsiąść do samochodu. Vic usiadła ze mną z tyłu, a szatynka z przodu. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli, nawet nie wiem dlaczego. Czy to mi się podobało, czy nie musiałam pojechać do szpitala, tak jak bym nie umiała opatrzyć zwykłej rany... Znowu mi pomogli wyjść z samochodu i wejść do szpitala. Nawet mi dali wózek. nie mam pojęcia po co. W ramach protestu nie odzywałam się do nich ani słowem. W końcu przyjął mnie lekarz i na szczęście weszłam, a właściewie wjechałam tam sama.
-Dzień dobry. Jak się pani nazywa i co się stało.
-Dzień dobry, nazywam się Susane Cherry i jakiś debil wpadł na mnie jak szłam chodnikiem i trochę zdarłam kolana. Nic poważnego, ale moja przyjaciółka uparła się, żeby mnie tu przywieść.- opowiedziałam w dużym skrócie co się stało.
-Mogę?- zapytał mnie podchodząc. Skinęłam lekko głową. Wcześniej usiadłam na tym specjalnym łóżku Odkleił plastry i obejrzał dokładnie rany.
-Kto ci to opatrywał?- zapytał po chwili.
-Ja. Coś źle zrobiłam?
-Nie. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zaraz zawołam pielęgniarkę by ci to jeszcze raz opatrzyła, dobrze?
-Dobrze.- szybko pojawiła się młoda pielęgniarka i mi po raz kolejny opatrzyła nogi. -Dziękuje.
Wyszłam z sali i rozejrzałam się. W poczekalni siedziała Vic i szatynka z chłopakiem.
-A nie mówiłam, nic mi się nie stało.
-Nie marudź to wyglądało poważnie.- powiedziała zła na mnie Vic.
-Bez przesady gorzej już ze mną było. Wracamy do domu?- zapytałam przyjaciółkę. Było już po 15, a pomimo tego byłam strasznie zmęczona.
-Dobrze.
-Odwiozę was.- powiedział chłopak. Ja byłam zbyt zmęczona by odmówić, a poza tym nie wiedziałam jak wrócić do domu.
~~~
Hej skarby...
Tak, wiem możecie mnie udusić, poćwiartować czy zrobić cokolwiek innego za ten beznadziejny rozdział. Ale cóż, nie miałam na niego żadnego pomysłu. Bardzo was za niego przeprasza.
Mam nadzieję, że podczas przerwy świątecznej znajdę sporo czasu na pisanie.
Nie jestem pewna czy kolejny rozdział pojawi się przed świętami więc, chciałabym wam życzyć spokojnych, rodzinnych świąt, dobrego jaka i porządnej bitwy na śnieżki w lany poniedziałek
Kocham was;*
Pataxxon
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
